Przebić umowę z Mercosur osikowym kołkiem. Francja zapowiada zakaz czyniący z paktu martwy zapis

Francuski rząd planuje wprowadzić zakaz importu produktów rolnych zawierających pestycydy i inne substancje chemiczne zabronione na terenie Unii Europejskiej. Decyzja ta, ogłoszona przez premiera Sébastiena Lecornu, ma wejść w życie w najbliższych dniach i stanowi odpowiedź na rosnące obawy dotyczące nieuczciwej konkurencji na rynku spożywczym. W tle majaczy widmo umowy UE-Mercosur, którą Francja usiłuje wszelkimi sposobami zablokować.

Zakaz w teorii obejmie żywność pochodzące nie tylko z Ameryki Południowej, ale także z innych regionów świata. Wśród substancji, których obecność będzie dany dyskwalifikować dany produkt, znalazły się mankozeb, glufosynat, karbendazym czy tiofanat metylowy. Te środki „ochrony roślin” są od lat zabronione w UE ze względu na ich toksyczny wpływ na zdrowie konsumentów i środowisko. W efekcie na francuski rynek nie trafią m.in. awokado, mango, gujawy, cytrusy, winogrona oraz jabłka, jeśli analizy wykażą obecność zakazanych pozostałości.

Aby egzekwować nowe przepisów, francuskie władze planują wzmocnić kontrole graniczne. Powstanie specjalistyczna brygada inspektorów, która będzie monitorować dostawy i przeprowadzać szczegółowe badania laboratoryjne. Skądinąd – działania te w ciekawy sposób korespondują z realiami UE. Komisja Europejska z zapiekłością broni bowiem monopolu, jaki twierdzi, że posiada na reprezentowanie Unii w relacjach gospodarczych z resztą świata oraz ustalanie reguł wspólnego rynku. Nie byłby to jednak pierwszy przypadek w UE, gdy duże kraje prowadzą politykę, której tym mniejszym nie wolno.

Można sobie wyobrazić, jaka byłaby reakcja brukselskich oficjeli, gdyby podobne kontrole wprowadziły jakieś mniejsze kraje, dajmy na to te z Europy Środkowej – bo „prawo UE tego zakazuje”. Ale gdy czyni to Francja, w tajemniczy sposób do złamania nie dochodzi. Tymczasem sprawa nie jest błaha, wprowadzony we Francji zakaz może bowiem jednostronnie wykoleić proces ratyfikacji umowy, która Francuzom staje w gardle i którą próbują na wszelkie sposoby zablokować.

Czyje interesy chronić ma Unia

Zakaz w teorii dotyczy całej żywności importowanej do Francji, zaś w komunikacie francuskiego premiera ani słowem nie padła nazwa „Mercosur”. Jest jednak wręcz boleśnie oczywiste, że to właśnie umowa o wolnym handlu z tym blokiem (na który składają się Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj) jest bezpośrednim powodem jego wprowadzenia. Negocjacje nad porozumieniem trwają od 1999 r., a ich finalizacja planowana była na grudzień 2025 r.

Planowana była, ale jednak nie nastąpiła – ze względu na niegasnący opór przeciw niemu. Zdaniem krytyków, esencja porozumienia sprowadza się bowiem do realizacji interesów eksportowych największych europejskich (a przede wszystkim: niemieckich) koncernów przemysłowych, które w jego ramach zyskają nowe, bogate rynki zbytu. Jednak interesy tych koncernów mają być realizowane kosztem innych sektorów, a zwłaszcza rolnictwa – które zostanie niemal dosłownie wystawione na łup gigantycznego, przemysłowego eksportu rolnego z Mercosur.

To ostatnie twierdzenie jest, jak twierdzą zarzuty, o tyle uprawnione, że europejscy producenci rolni w zasadzie z góry stoją na straconej pozycji. Nikt nie zwolni ich bowiem z przymusu przestrzegania restrykcyjnych, kosztownych reguł unijnych. Będą natomiast musieli konkurować z rywalami, których żadne takie ograniczenia nie obowiązują. Stąd też Francja, jako największy producent rolny w UE, konsekwentnie blokuje ratyfikację porozumienia. Francuski opór zyskał poparcie Holandii i Austrii, zaś ostatnio do sprzeciwu dołączyły również Włochy.

Trucizna dla człowieka i gospodarki

Tak Francja, jak i inne kraje, wykorzystują tutaj, prócz handlowych, argumenty także jakościowe. Kraje Mercosur słyną z ogromnych, wielkopowierzchniowych farm, ekstensywnego użycia oprysków oraz innych chemikaliów. Nader często tych szkodliwych i toksycznych dla człowieka, jednak mimo to stosowanych ze względu na zyskowność. Przez to produkty żywnościowe stamtąd pochodzące, jakkolwiek bardzo tanie (a zwłaszcza bardzo ekonomiczne dla samych producentów) mają jak najgorszą opinię pod względem jakości. Czy też, bardziej obrazowo, niektóre głosy twierdzą, że tamtejsza żywność to „trucizna”.

Oczywiście dla Francuzów gorsze od szkodliwości dla człowieka jest fakt, że żywność ta byłaby także toksyczna dla ich ekonomii. Według danych francuskiego ministerstwa rolnictwa, w 2025 r. import owoców i warzyw z krajów Mercosur osiągnął wartość ponad 2 mld euro (z czego znaczna część niespełniająca standardów jakościowych UE). Napływ tych produktów miałby, wedle pojawiających się szacunków, zagrozić istnieniu 100 tys. gospodarstw rolnych we Francji. Dane z tamtejszego urzędu statystycznego wskazują zaś, że sektor rolny generuje 3 proc. PKB kraju i zatrudnia 1,2 mln osób.

Mając na względzie opozycję – nie wspominając o powtarzających się protestach europejskich rolników – UE odwleka ratyfikację porozumienia. Kolejne negocjacje w tej sprawie planowane są w tym miesiącu.