W odpowiedzi na gigantyczną powódź na początku roku, w wyniku której Kolumbia poniosła ogromne straty, rząd nałoży specjalne podatki. Na firmy, co prawda, nie na zwykłych Kolumbijczyków, i to tylko na te większe. Jaki wpływ takie podwyżki będą miały na odbudowę kraju, trudno stwierdzić – ale też trudno założyć, że pozytywny. Otwartym pozostaje też, czy podwyżki uda się w ogóle wyegzekwować, biorąc pod uwagę wątpliwości prawne.
Kolumbia zmaga się z konsekwencjami katastrofalnych powodzi, które nawiedziły kraj na przełomie 2025 i 2026 roku. Zginęły dziesiątki ludzi, zaś tysiące zostały pozbawione domów – swoje miejsca zamieszkania opuścić miało 200 tysięcy Kolumbijczyków. Utonęły też gigantyczne stada bydła, zaś łączne zniszczenia infrastruktury, rolnictwa i sektora mieszkaniowego szacowane są na ponad 15 miliardów dolarów – co stanowi około 4 proc. PKB kraju.
Powodzie, spowodowane ekstremalnymi opadami w regionach Andów i Amazonii, doprowadziły do przerw w dostawach energii, paraliżu transportu drogowego i kolejowego oraz strat w produkcji rolnej, w tym kawy i bananów – kluczowych towarów eksportowych. Dane rządowe wskazują na zniszczenie ponad 10 tys. km dróg i mostów, co utrudnia dostawy pomocy, komplikuje logistykę i podnosi koszty operacyjne dla przedsiębiorstw. I to w kraju pokrytym górami oraz lasem deszczowym, gdzie sieć dróg i tak nie wszędzie sięga.
Okazja czyni poborcę
Naturalnie, z punktu widzenia kolumbijskiego rządu cała ta tragedia okazała się kryzysem przede wszystkim budżetowy. W odpowiedzi na który władze w Bogocie promulgowały nadzwyczajny podatek majątkowy od firm sektora prywatnego. Uczyniły to dekretem, omijając parlament – w którym gabinet lewicowego prezydenta Gustavo Petro i tak nie ma większości – za pretekst do czego posłużyły przepisy o stanie wyjątkowym, które Kolumbia ma zapisane w swojej konstytucji.
Danina będzie miała formę podatku od majątku, i obejmie aktywa firm, których wartość przekracza 10 mld peso (ok. 2,7 mln dol.). Od wartości majątku przekraczającego tę wartość rząd chce pobrać 0,6% wartości. Co więcej, od progu 30 mld peso stawka ta rośnie do 1,2% wartości. Podatek ma obciążyć przede wszystkim podmioty sektorów wydobywczego, finansowego i energetycznego, gdzie koncentrują się największe aktywa korporacyjne.
Kolumbia pod wodą (i jej finanse także)
Oczekiwane przychody z tego źródła wyniosą około 3 miliardów dolarów, co ma pokryć część wydatków na odbudowę. Cześć – te bowiem nie wiadomo jeszcze, do jakiej wielkości urosną. A i bez tego Kolumbia boryka się z deficytem budżetowym rzędu 5 proc. PKB i inflacją przekraczającą 8 proc., z łącznym zadłużeniem zagranicznym osiągającym wartość 60% PKB. Mając na względzie i tak nadwątlone zaufanie inwestorów do kraju pod swoim kierownictwem, gabinet Petro chciałby tego progu nie przekraczać.
Decyzja wpisuje się w szereg w założeniu „humanitarnych” decyzji, które w ostatnich miesiącach podjął kolumbijski rząd (przypadkiem przed zaplanowanymi na maj tego roku wyborami prezydenckimi) – których efekty mogą być jednak zgubne. Rząd przeforsował, przykładowo, skokowe zwiększenie płacy minimalnej. Doprowadziło to naturalnie do fali zwolnień i zwyżki inflacji – z którą ministerstwo finansów chce walczyć, wprowadzając administracyjną kontrolę cen.
W efekcie tylko w ostatnim kwartale peso straciło 15%. Nowy podatek może stanowić kolejny krok w tym kierunku – o ile rządowi uda się go naturalnie wyegzekwować. Dekret o jego wprowadzeniu już doczekał się bowiem sądowego zamrożenia, zaś przed sądem najwyższym toczy się obecnie sprawa dot. jego legalności.