Pościg za tankowcem na Atlantyku, załoga domalowała rosyjską flagę i domaga się prawnej ochrony

Bezpaństwowy tankowiec, który Amerykanie ścigają na wodach Atlantyku od kilku dni, nagle „przypomniał” sobie, że jest „rosyjski”. Przypomniała sobie o nim także sama Rosja, która zażądała od amerykańskich służb morskich, by statek zostawić w spokoju. Te oczywiście ani myślą tego uczynić.

Nastąpił nowy zwrot akcji w ciągnącej się już od kilku dni – i coraz bardziej zbliżającej się do granic teatru absurdu – aferze. Sprawa zaczęła się od ogłoszonej przez Donalda Trumpa blokady wybrzeży Wenezueli dla morskiego transportu ropy. W ramach tejże amerykańskie organy i siły morskie zatrzymały szereg tankowców i jednostek. Do przeszukania wytypowano także tankowiec Bella 1, podobnie jak inne jednostki z tego grona płynący bez znaków identyfikacji państwowej.

Oznaczało to, ze – jako jednostka bezpaństwowa – może ona zgodnie z prawem morza zostać zatrzymana i skontrolowana przez organy dowolnego państwa. Ten właśnie zapis władze USA wykorzystują do ścigania tankowców zmierzających z i do Wenezueli – które w znaczącej mierze zaliczają się do tzw. floty cieni, przewożącej najczęściej ładunek objęty sankcjami i z ominięciem nałożonych przez różne kraje (w tym zwłaszcza USA) restrykcji.

Dokumenty do kontroli

Tankowiec Bella 1, zatrzymany do kontroli przez amerykańską Straż Wybrzeża 21 grudnia u wybrzeży Wenezueli, zamiast zatrzymać się, wykonał raptowny zwrot z kursu i rzucił się ucieczki przez wody Atlantyku. W istocie pewne zdumienie budzi to, jak w ogóle dość niemrawy tankowiec był w stanie przez tyle dni uchodzić przed znacząco szybszymi jednostkami patrolowymi czy (zwłaszcza) śmigłowcami. Tłumaczyć to może jedynie fakt, że jego zatrzymanie nie było dla Amerykanów najwyższym priorytetem.

Pościg za jednostką jednak w końcu podjęto. W reakcji jej załoga namalowała na burtach wielgachne rosyjskie flagi i zaczęła podawać się za jednostkę zarejestrowaną w Rosji. Co ciekawe, ta ni stąd, ni zowąd tę wersję potwierdziła. W sylwestrową noc, 9 dni od początku pościgu, rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przesłało notę do amerykańskiego Departamentu Stanu, w której twierdzi, że tankowiec Bella 1 to „tak naprawdę” statek Marinera, zarejestrowany w Rosji i bazujący w Soczi.

Czyje prawo ważniejsze?

Stąd Rosjanie domagają się, aby amerykańska Straż Wybrzeża odstąpiła od abordażu i przeszukania jednostki. Organy amerykańskie obstają jednak przy swoim – i wskazują, że nawet jeśli założyć, że rosyjskie informacje są rzetelne, a nie zmyślone na pniu, to tydzień wcześniej statek ten uchodził jeszcze legalnie za jednostkę bezpaństwową. A jako że przedmiotem amerykańskiego przeszukania mają być akty popełnione przez załogę jeszcze jako bezpaństwowej, to ich służby zachowują jurysdykcję.

Jak podają doniesienia medialne, statek jest teraz śledzony z odległości około pół mili przez okręty Straży Wybrzeża, ale operacja została wstrzymana w oczekiwaniu na decyzję Białego Domu. Amerykańskie służby podają, że warunki pogodowe na północnym Atlantyku – silne wiatry i fale – utrudniają abordaż, nawet przy spokojnej pogodzie wymagający śmigłowców i zespołów taktycznych. Tankowiec, z wyłączonym transponderem, kieruje się na północ.

Biorąc pod uwagę pogodę – a także z reguły podły stan techniczny tankowców floty cieni – nie brak obaw o potencjalne wycieki ropy.