Owoce gniją na drzewach, bo rząd wziął się za „regulowanie”. Nacjonalizacja eksportu grozi zagładą sektora

Na plantacjach w całej Indonezji dojrzewające właśnie owoce palmowe pozostają niezebrane, gnijąc na drzewach w rekordowych ilościach. Nie opłaca się ich zbierać, bowiem i tak nie znajdą one nabywców. Zjawisko to nie wynika z jakiejkolwiek klęski żywiołowej czy epidemii – no chyba że za klęskę żywiołową i zarazem epidemię można uznać destrukcyjne skutki działań biurokracji rządowej w Dżakarcie. Wyłączną bowiem „zasługą” władz jest postawienie całej gałęzi wytwórców produktu, którego Indonezja jest (czy przynajmniej dotąd była) największym globalnym dostawcą, na krawędzi upadku.

O co konkretnie chodzi? Rafinerie oleju palmowego, który wytłacza się z owoców palmy oleistej, masowo wstrzymują zakupy tych owoców. Normalnie, prócz wykorzystania zbiorów z własnych plantacji, skupują one surowiec od drobnych plantatorów, przetwarzając go i kierując na eksport lub na rynek wewnętrznych. W tym roku jednak wstrzymują się od tego, obawiając się skutków ogłoszonych przez indonezyjskie władze zapowiedzi dotyczących nacjonalizacji eksportu oleju palowego. Po co bowiem kupować owoce i przetłaczać je, ponosząc koszty, tylko po to, żeby państwo uniemożliwiło sprzedaż…?

Nienasycona chciwość rządu

Nacjonalizacja nie weszła jeszcze w życie, ale już wywołuje efekty rodem z sennego koszmaru, rujnując jeden z sektorów, na którego przychodach Indonezja w dużej mierze opiera swój bilans handlowy. W istocie nie wiadomo bowiem, na czym miałaby ona polegać. Oficjalnie wiadomo tyle, że rząd w Dżakarcie obawia się „nadużyć eksportowych” przez działające na rynku rafinerie oraz podmioty handlowe, które rzekomo nie są „transparentne” i nie płacą tyle podatków, ile politykom z Dżakarty wydaje się, że powinny. Słowem, władze chcą przejąć dla siebie profity z tego eksportu dla siebie.

W celu wytrząśnięcia pieniędzy z eksporterów władze zainicjowały szereg „śledztw” przeciwko nim. Z kolei aby na stałe „wyeliminować nadużycia” i przejąć zyski, rząd chce ustanowić państwową organizację monopolistyczną – spółkę PT Danantara Sumber Daya Indonesia (DSI) – która miałaby przejąć absolutną władzę nad obrotem owocami palmowymi, kontrolując kontrakty na dostawy, logistykę i rozliczenia finansowe. Przy okazji, naturalnie, dyktując odpowiednio niskie ceny skupu od plantatorów i odpowiednio wysokie ceny sprzedaży dla rafinerii.

Centralne planowanie działa „wspaniale”, jak zawsze

Efekty tego wszystkiego są takie, jakie można się spodziewać po państwowych monopolach – katastrofalne. Ceny świeżych kiści owoców (FFB) gwałtownie runęły, pozostawiając rolników bez dochodów i z tonami nadpsutych plonów, których nie sposób zbyć. Większość z nich nie posiada bowiem własnych ciężarówek, ani nie stać ich na ich wynajęcie, by zaoferować swoje plony na wolnym rynku. Organizacja indonezyjskich plantatorów palmowych (POPSI) zarejestrowała alarmujące spadki cen FFB, podczas gdy rafinerie wstrzymały produkcję w oczekiwaniu na wyjaśnienie sytuacji.

W efekcie Indonezja, odpowiedzialna za 55% globalnej produkcji oleju palmowego, stoi przed widmem załamania łańcucha dostaw – skala zjawiska jest na tyle poważna, że zagrożone są nie tylko dochody milionów małych plantatorów, ale i stabilność całego sektora, który generuje miliony ton surowca rocznie. Dodatkowo olej palmowy, prócz surowca w żywności przemysłowej, jest też podstawowym produktem konsumowanym na co dzień przez miliony Indonezyjczyków. Teraz czekają ich ostre niedobory, które rozlały się po regionie – kontrakty futures na olej na giełdzie w Kuala Lumpur już zdążyły podrożeć.

A jeszcze nie tak dawno Indonezja miała dobre widoki…

Niestety wpisuje się to w politykę gospodarczą rządu prezydenta Prabowo Subianto, który na wszelkie problemy gospodarcze – a tych Indonezja przeżywa ostatnio niemało, w dużej mierze właśnie dzięki takiej polityce – reaguje zaostrzeniem agresywności reżimu kontrolnego, piętrzeniem biurokracji oraz fiskalizmem i podatkowym łupieniem kolejnych branż. W ten sposób, w praktyce, w wielu sektorach transformując gospodarkę do modelu centralne sterowanego, i obarczonego całym brzemieniem nieefektywności, niekompetencji i braku dynamiki, jakie wiąże się z tym modelem.

Podobne działania – w postaci ustanawiania monopolu handlowego państwowego molocha – Indonezja wdraża zatem także w innych dziedzinach. takich jak wydobycie złota, niklu, węgla i ferrostopów. Państwo próbuje też, w sposób niczym wyjęty z komunistycznej kolektywizacji rolnictwa, masowo przejmować uprawy rolne na własność, a także fizycznie zmuszać zagranicznych inwestorów, by swe zyski pozostawiali w Indonezji. Jakimś cudem wszystkie te działania nie doprowadziły dotąd do zasilenia rządowej kiesy rzeką pieniędzy, obiecywał sobie po nich prezydent Prabowo.

Ciekawe czemu?