Jak wynika z dochodzących sygnałów, amerykańska gospodarka odczuwa narastający deficyt krytycznego surowca, jakim od dawna są dla niej metale ziem rzadkich. W szczególności ostrze braków dotyka sektorów produkcji lotniczej oraz elektronicznej, w której grożą one wręcz zakłóceniami produkcji. Oczywistym powodem deficytu są narastające trudności w sprowadzaniu tych surowców z Chin, które wykształciły sobie quasi-dominująca pozycję na globalnym rynku ich dostaw. Dzieje się tak pomimo porozumienia handlowego zawartego z Pekinem w październiku ub. r., które miało złagodzić napięcia. Ale ewidentnie nie złagodziło.
W ramach owego porozumienia Stany Zjednoczone zobowiązały się do złagodzenia szeregu barier celnych wymierzonych w chiński import, masowo trafiający do Ameryki. Chiny ze swej strony zobligowały się do zniesienia embarga na dostawy szeregu kluczowych minerałów przemysłowych, których kraj ten jest głównym źródłem – w szczególności chodzi tu właśnie o metale ziem rzadkich, choć także o grafit, gal, german, antymon, kobalt, wolfram i inne. Pośród tych wszystkich pierwiastków znalazły się także iryt i skand. Faktyczny zakaz eksportu tych wszystkich surowców Pekin promulgował w kwietniu 2025 r. , jako środek odwetowy wobec USA.
Porozumienie formalnie weszło w życie i w myśl założeń miało ono zażegnać niedostatek tych surowców na światowych rynkach (w pierwszym zaś rzędzie oczywiście na amerykańskim). Miało – ale jak się okazuje, bynajmniej nie zażegnało, a nawet wprost przeciwnie.
Podcięte skrzydła przemysłu
Amerykański przemysł odczuwa bowiem zaostrzające się, chroniczne braki tych surowców, które urosły już nawet do miana kryzysu. Chodzi znów o metale ziem rzadkich, w tym przypadku zaś w szczególności o wspomniane itr i skand. Największe trudności dotyczą itru, kluczowego składnika powłok termicznych stosowanych w turbinach lotniczych i silnikach odrzutowych. Bez regularnego nakładania tych powłok (głównie na bazie YSZ, czyli tlenku cyrkonu stabilizowanego tlenkiem itru) łopatki turbin nie wytrzymują temperatur przekraczających 1200–1500 °C. Tymczasem itru brakuje.
Co najmniej dwie amerykańskie firmy produkujące powłoki zostały ostatnio zmuszone racjonowanie surowca, odmawiając dostaw mniejszym klientom i zagranicznym odbiorcom, by zabezpieczyć zapasy dla głównych kontrahentów z sektora obronnego i cywilnego lotnictwa. W efekcie w co najmniej dwóch zakładach doszło do czasowego ograniczenia produkcji. Dane chińskiej administracji celnej wskazują, że w ciągu ośmiu miesięcy po wprowadzeniu kontroli eksportowych do USA trafiło zaledwie 17 ton produktów itrów, wobec 333 ton w analogicznym okresie poprzedzającym restrykcje. Ceny itru wzrosły o około 60 proc. od końca 2025 r. i osiągnęły poziomy blisko 69-krotnie wyższe niż przed rokiem.
Zamknięty obieg eksportu
Równie alarmująca jest sytuacja w sektorze elektronicznym, zwłaszcza w produkcji układów półprzewodnikowych. Metale ziem rzadkich – a w tym przypadku drugi ze wspomnianych minerałów, skand – są niezbędne do wytwarzania stopów aluminium o ultra-wysokiej wytrzymałości (Al-Sc), stosowanych tak w lekkich konstrukcjach lotniczych, jak i w toku procesów pakowania chipów oraz wytwarzania zaawansowanych komponentów 5G. Globalna produkcja tlenku skandu szacowana jest na zaledwie 30–40 ton rocznie (z potencjałem do 80 ton przy pełnym wykorzystaniu mocy), przy czym Stany Zjednoczone nie posiadają własnego wydobycia tego surowca. Źródłem były dotąd Chiny.
Kurczące się dostawy sprawiają, że zapasy skandu w łańcuchach dostaw amerykańskich producentów chipów już wkrótce – w perspektywie miesięcy, a nie lat – mogą wyczerpać sie zupełnie. Nowe chińskie licencje eksportowe dla skandu wymagają precyzyjnej deklaracji końcowego użytkownika i podlegają indywidualnej weryfikacji, co dodatkowo spowalnia dostawy do branży półprzewodnikowej i zwiększa ryzyko opóźnień w produkcji układów 5G oraz pamięci nowej generacji. I chociaż porozumienie z października 2025 r. miało odblokować metale ziem rzadkich, rzeczywiste wolumeny itru i skandu kierowane do USA pozostają marginalne. Dlaczego jednak tak się dzieje?
Metale ziem rzadkich jako przemysłowa smycz
Wszystko wskazuje na to, że ze strony chińskiej przestrzeganie porozumienia ma charakter pozorny. Pekin oficjalnie i przy wtórze fanfar zezwolił co prawda na to, by metale ziem rzadkich i inne ważne surowce znów trafiły na eksport – w praktyce jednak obwarował ich dostawy całkowicie zaporowymi warunkami. Wymaga, przykładowo, od odbiorców składania deklaracji obejmujących tajemnice handlowe i technologiczne (!) dotyczące procesów produkcyjnych czy poufnych danych kontrahentów. Domaga się także kontroli nad sprzedażą produktów, w których te surowce wykorzystano, a także z góry zakazuje ich wykorzystania w poza-chińskim przemyśle zbrojeniowym.
Administracja USA zapowiada przyspieszenie inwestycji w alternatywne łańcuchy dostaw – w tym projekty recyklingu i nowe kopalnie w Ameryce czy Australii – jednak efekty tych działań, choć potencjalnie znaczące, nie pojawią się przed 2027–2028 r. W międzyczasie deficyty ciężkich frakcji metali ziem rzadkich pozostają jednym z najpoważniejszych wąskich gardeł w łańcuchach dostaw krytycznych dla bezpieczeństwa narodowego i przewagi technologicznej Stanów Zjednoczonych. Selektywny charakter chińskiej polityki eksportowej może zaś dość wyraźnie sugerować, że Pekin nie porzucił dążeń do utrzymania monopolistycznej kontroli nad rynkiem surowców. Nawet kosztem nowej wojny handlowej.