Obsługa w Białym Domu używała informacji do zakładów na Kalshi. Operator zawieszony

Praca w Białym Domy to niewątpliwie wyróżnienie – jak się okazuje, także w rozumieniu okazji do dorobienia się. Możliwość tę udowodnił niejaki Gabriel Perez, techniczny asystent obsługujący teleprompter Donalda Trumpa, i to już od pierwszej kampanii wyborczej tego ostatniego w 2016 roku. Perez został właśnie zawieszony w obowiązkach i wysłany na bezterminowy urlop bezpłatny po tym, jak wyszły na jaw doniesienia, że w nieautoryzowany sposób wykorzystywał on dostęp do treści przemówień Trumpa, by obstawiać zakłady na platformie predykcyjnej Kalshi. Dochodzenie w tej sprawie właśnie wszczęła Komisja ds. Obrotu Kontraktami Terminowymi (Commodity Futures Trading Commission, CFTC), która nadzoruje rynki predykcyjne.

Z uwagi na swoją pracę, Perez uzyskiwał dostęp do finalnych wersji tekstów przemówień prezydenta, w tym corocznego orędzia o stanie państwa z lutego bieżącego roku (będącego z reguły przedmiotem licznych spekulacji). Wykorzystując tę przewagę informacyjną, systematycznie obstawiał zakłady dotyczące przypadków „mention” – tj. specyficzne kontrakty rozliczane na podstawie tego, czy Trump wypowie w trakcie wystąpienia konkretne frazy lub słowa kluczowe. Łączny zysk z ponad tuzina takich operacji przyniósł Perezowi 90 tys. dolarów, przy czym znaczna część środków została zamrożona przez systemy monitoringu Kalshi po automatycznie wygenerowanych alertach o nietypowym profilu transakcyjnym.

Szczególnie interesująca z technicznego punktu widzenia okazuje się metoda zarządzania ryzykiem zastosowana przez Pereza. Postępował on mianowicie w swej praktyce inwestycyjnej jako tzw. cykor. W przypadku odchyleń od przygotowanego scenariusza – co w przypadku Trumpa, ku zgrozie wielu insiderów, zdarza się regularnie – operator wycofywał zakłady jeszcze w trakcie trwania przemówienia, minimalizując straty wynikające z improwizacji prezydenta. Skądinąd to charakterystyka takich zachowań – natychmiastowa reakcja na improwizacje i odchylenia od formalnego tekstu – pozwoliła algorytmom detekcyjnym Kalshi powiązać konto z osobą mającą bezpośredni dostęp do źródłowych plików tekstowych.

Czego to człowiek nie zdoła spieniężyć

Incident stanowi jedynie ostatni z długiej listy przypadków wykorzystywania poufnych informacji do obstawiania zakładów na rynków predykcyjnych. W istocie bowiem, wraz z pojawieniem się tych ostatnich, dostęp do tajnej wiedzy zaczął oferować możliwość nielegalnego jednak banalnie łatwego monetyzowania tejże wiedzy. Przykładowo, w kwietniu tego roku Kalshi zidentyfikowała i zawiesiła konta kilku polityków obstawiających wydarzenia, w których bezpośrednio uczestniczyli lub na które mogli wywierać decydujący wpływ.

Z kolei w marcu amerykański żołnierz sił specjalnych został ujęty przez federalnych agentów po zarobieniu 400 tys. dolarów na podstawie zakładów na konkurencyjnej platformie Polymarket, które z laserową precyzją przewidziały interwencję w Wenezueli w pierwszych dniach stycznia tego roku. Platforma ta odnotowała również wolumeny sięgające setek milionów dolarów na kontraktach dotyczących wojny z Iranem, przy czym pojedyncze anonimowe konta generowały zyski rzędu 1,5 miliona dolarów przy stawkach początkowych 70 tys. dolarów i niemal stuprocentowej skuteczności predykcji.

Kalshi, Polymarket jako narzędzia „demokracji”?

Co istotne – zachowania te są naturalnie prawnie nielegalne i etycznie naganne. Zarazem nie różnią się jednak istotne od codziennej, masowej praktyki insider tradingu, uprawianej przez członków Kongresu i innych polityków. Ci od dekad – z całkowitą bezczelnością i niemal zawsze bezkarnie – korzystają z dostępu do niepublicznych informacji legislacyjnych i regulacyjnych w swej działalności zarobkowej i inwestycyjnej na giełdzie. Różnica polega wyłącznie na poziomie subtelności – podczas gdy członkowie Kongresu działają poprzez złożone struktury pośredników i fundusze hedgingowe, operator telepromptera popełnił błąd techniczny, dzięki któremu Kalshi go zidentyfikowała.

W istocie, Polymarket, Kalshi i inne platformy tego typu dokonały rzeczy niesamowitej – zdemokratyzowały dostęp do nielegalnych zarobków, niegdyś dostępnych dla decydentów i członków politycznej nomenklatury, po które obecnie przy odrobinie szczęścia może sięgnąć każdy. Co naturalnie nie oznacza, że powinien.