Po ponad dwóch miesiącach napięć geopolitycznych między USA a Iranem oraz całkowitej blokady Cieśniny Ormuz coraz więcej wskazuje na to, że Stany Zjednoczone stoją u progu gwałtownego spadku zapasów ropy. A ten może zaskoczyć nie tylko domorosłych inwestorów, ale i algorytmy handlujące kontraktami. Wszystko wskazuje na to, że nie jest kolejna rynkowa groźba o „możliwym niedoborze” tylko prawdziwy kryzys, który właśnie się materializuje. Tymczasem indeksy giełdowe znajdują się na historycznych szczytach.
Najważniejsze fakty
- Zapasy ropy w USA mogą spaść w najbliższych tygodniach nawet o 10–12 mln baryłek tygodniowo
- Łączny spadek, uwzględniający rezerwy strategiczne, może sięgnąć 20–22 mln baryłek
- Flota pustych tankowców zmierzających do USA może dodatkowo „wysysać” zapasy z rynku
- Eksport produktów paliwowych utrzymuje się blisko rekordowych poziomów
- Przerób ropy w amerykańskich rafineriach rośnie, zwiększając presję na zapasy
- Taki scenariusz sugerowałby, że rynek finansowy może nie doszacowywać skali nadchodzącego szoku podażowego
Niewidzialny kryzys: ropa znika szybciej, niż rynek to widzi
Z perspektywy danych przepływów tankowców sytuacja wygląda wręcz podręcznikowo, choć konsekwencje mogą być dalekie od „podręcznikowych”. Do amerykańskich portów wciąż docierają załadowane jednostki, które chwilowo podtrzymują poziom importu. Problem w tym, że ten efekt jest krótkotrwały. Te same tankowce, po rozładunku, bardzo szybko wracają na rynek jako nośniki eksportu.
W międzyczasie na horyzoncie pojawia się coś, co można nazwać logistycznym paradoksem. Do USA zmierza rosnąca liczba pustych supertankowców. W praktyce oznacza to przygotowanie pod intensyfikację eksportu, co automatycznie przekłada się na dalsze opróżnianie krajowych magazynów.
Jeśli do tego dodamy rosnące tempo pracy rafinerii, które mogą przetwarzać nawet blisko 17 mln baryłek dziennie, układ zaczyna być jasny. System jest pod coraz większą presją, a zapasy topnieją szybciej, niż wielu uczestników rynku zakłada. Czy to idealne środowisko dla opymistów?
Paradoksalnie stało się nim, choć to oczywiste, że nie jest. Krytycznie na ten temat wypowiedział się także Warren Buffett o czym pisaliśmy w artykule Warren Buffett zgromadził 400 mld USD gotówki i ostrzega: „Widzę więcej hazardu, niż kiedykolwiek w historii”.
Dane kontra algorytmy: rynek może zostać zaskoczony
Najciekawsze w tej układance jest to, kto zdaje się rozumieć skalę zjawiska, a kto nie. Traderzy fizycznej ropy widzą problem. Obserwują przepływy, analizują logistykę, rozmawiają z operatorami. Dla nich nadchodzące spadki zapasów nie są zaskoczeniem.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po stronie funduszy opartych na modelach ilościowych. Tam decyzje często zapadają w oparciu o tygodniowe raporty zapasów publikowane przez rządowe agencje. Jeśli te raporty zaczną nagle pokazywać dwucyfrowe spadki, reakcja może być gwałtowna. I spóźniona.
Warto pamiętać, że od początku publikacji takich danych w latach 80. tak duże spadki należały do rzadkości. Historia zna zaledwie kilkadziesiąt podobnych przypadków. Jeśli obecne prognozy się potwierdzą, możemy znaleźć się w absolutnej czołówce największych spadków zapasów w historii.
Cieśnina, eksport i brak porównań
W tle całej sytuacji pozostaje geopolityka. Zamknięcie kluczowych szlaków transportowych, takich jak Cieśnina Ormuz, działa jak katalizator dla wszystkich tych procesów. Ograniczona podaż z jednego regionu wymusza większe wykorzystanie innych źródeł, w tym amerykańskich.
Problem polega na tym, że wiele komentarzy rynkowych próbuje porównywać obecną sytuację do wcześniejszych kryzysów, choć analogie zaczynają się sypać. To nie jest powtórka z 2022 roku ani żadnego wcześniejszego epizodu. Skala napięć, struktura przepływów i dynamika zapasów tworzą zupełnie nową układankę.
Klasyczne modele wycen w takim środowisku mogą zawodzić, a krótko, średnio i długoterminowe konsekwencje niedoboru ropy wydają się wysoce niepewne. Rynek, który zbyt długo ignoruje fizyczne fundamenty, prędzej czy później zostaje zmuszony do gwałtownej korekty. Stanowisko HFI Research potwierdza, że zbliża się moment, w którym liczby zaczną mówić bardzo głośno.