Niepokojące liczby z amerykańskego rynku pracy. Deficyt siły roboczej? Fed zaczął liczyć

Wzrost siły roboczej w USA gwałtownie hamuje i w 2026 roku wg. kwietniowego raportu Fed może spaść praktycznie do zera. To poziom bez precedensu w nowoczesnej historii Stanów Zjednoczonych. Nie chodzi o cykl koniunkturalny, lecz o coś znacznie trudniejszego do odwrócenia: demografię i migrację. Przez ponad pół wieku gospodarka USA rosła przy średnim tempie wzrostu siły roboczej około 1,4% rocznie. Dziś ten silnik po prostu zgasł, pracuje coraz mniej Amerykanów. Poniekąd brzmi to jak temat statystyczny, ale konsekwencje sięgają dalej niż rynek pracy.

Najważniejsze fakty

  • Wzrost potencjalnej siły roboczej, który od 1960 roku wynosił średnio 1,4% rocznie, w 2026 roku może spaść praktycznie do zera.
  • Tempo wzrostu populacji spadło do około 0,4% na początku 2026 roku, a realistycznie może wynieść nawet poniżej 0,2%.
  • Tzw. wskaźnik breakeven employment growth (próg równowagi zatrudnienia – przyp. red) może spaść poniżej 10 tys. miejsc pracy miesięcznie, wobec 185 tys. w latach 70., 80 tys. w latach 2010. i 155 tys. w latach 2023–2024.
  • W 2026 roku praktycznie cały wzrost potencjalnego PKB będzie musiał pochodzić z produktywności, podczas gdy historycznie około 1,4 pkt proc. pochodziło z zatrudnienia.
Stopa partycypacji w rynku pracy spada od wielu lat – ubytek pracowników oznacza wolniejszy wzrost gospodarki. Nie jest pewne, czy skok produktywności (AI) go skompensuje w pełni. Źródło: FRED, US Bureau of Labor Statistics

Rynek pracy bez dopływu nowych ludzi

Jeszcze niedawno wydawało się oczywiste, że gospodarka USA będzie rosła wraz z populacją. Od lat 60. wzrost liczby ludności wynosił średnio około 1,3% rocznie i był głównym źródłem wzrostu siły roboczej. Dziś ten obraz wygląda zupełnie inaczej.

Na początku 2026 roku tempo wzrostu populacji spadło do 0,4% w ujęciu rocznym. To mniej niż w pandemicznym 2020 roku, kiedy wynosiło 0,5% i było najniższe od lat 50. Co więcej, te dane mogą być zawyżone. Szacunki oparte na bardziej aktualnych informacjach sugerują, że realny wzrost populacji może spaść nawet poniżej 0,2%.

Kluczowy czynnik to migracja. Oficjalne projekcje zakładają dodatni wpływ na poziomie około 320 tys. osób, ale alternatywne szacunki wskazują szeroki przedział od -925 tys. do +185 tys. To ogromna niepewność, która w praktyce może oznaczać stagnację liczby ludności. Do tego dochodzi spadek wskaźnika aktywności zawodowej wynikający ze starzenia się społeczeństwa. W efekcie liczba dostępnych pracowników może rosnąć o mniej niż 10 tys. miesięcznie.

Dane o zatrudnieniu przestają być oczywiste

Zmiana w podaży pracy automatycznie zmienia sposób interpretacji rynku pracy. Przez lata gospodarka potrzebowała dużego przyrostu zatrudnienia, żeby utrzymać stabilne bezrobocie.

W latach 70. było to nawet 185 tys. miejsc pracy miesięcznie. W latach 2010. około 80 tys. W czasie pandemii wskaźnik spadł do 50 tys., by następnie odbić do 155 tys. w latach 2023–2024, głównie dzięki napływowi imigrantów. Już w 2025 roku spadł jednak do około 85 tys.

W 2026 roku może spaść poniżej 10 tys.

To oznacza fundamentalną zmianę. Przy tak niskim poziomie „równowagi” nawet niewielkie wahania danych mogą prowadzić do ujemnych odczytów zatrudnienia, bez zmiany trendu gospodarczego. Co więcej, w ramach naturalnej zmienności statystycznej możliwe są miesięczne spadki rzędu nawet 100 tys. miejsc pracy, nawet jeśli gospodarka rośnie zgodnie ze swoim potencjałem.

Wzrost gospodarczy na jednym filarze

Jeszcze ciekawiej robi się przy analizie potencjalnego wzrostu PKB. W latach 1960–2025 gospodarka USA rosła średnio o około 3% rocznie. Około 1,4 punktu procentowego tego wzrostu pochodziło z rosnącego zatrudnienia, a reszta z produktywności. W 2026 roku ten pierwszy komponent praktycznie znika.

To oznacza, że cały wzrost potencjalnego PKB musi pochodzić z produktywności. Nie częściowo, nie w większym stopniu, ale w całości. To zasadnicza zmiana struktury wzrostu, której USA nie doświadczały w nowoczesnej historii. Bez przyspieszenia produktywności gospodarka nie będzie w stanie utrzymać dotychczasowego tempa wzrostu. A produktywność, jak pokazuje historia, jest znacznie mniej przewidywalna niż demografia.

I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek: Ameryka wchodzi w fazę, w której jej potencjał gospodarczy przestaje być napędzany przez liczbę ludzi … Zaczyna zależeć niemal wyłącznie od tego, co ci ludzie są w stanie zrobić lepiej niż wcześniej. Czy słabszy rynek pracy przełoży się na niższą inflację? Niekoniecznie.  Najnowsze dane CPI z USA opisaliśmy dokładniej w artykule Z ostatniej chwili: Odczyt inflacji z USA dał ulgę rynkom. Wall Street w euforii, dolar reaguje