Ren stał się kolejnym, wielkim problemem dla niemieckiego przemysłu. W Kaub, jednym z najważniejszych punktów dla żeglugi rzecznej, poziom wodowskazu spadł w piątek do rekordowych 6 cm, przebijając minimum z 2018 roku. Nie oznacza to co prawda, że rzeka ma w tym miejscu kilka centymetrów głębokości (w rzeczywistości to około 1 metr), ale dla barek transportowych różnica jest już wystarczająca, żeby ograniczać ładunki i podnosić koszty transportu.
Dla gospodarki, która od lat walczy z drogą energią i słabym przemysłem, tworzy to kolejny problem po stronie podaży. Niestety, kryzys pojawia się w wyjątkowo złym momencie – gdy koniunktura w Niemczech jest słaba. Ren od dekad jest jedną z najważniejszych arterii transportowych Europy, wykorzystywaną do przewozu chemikaliów, surowców, paliw i innych towarów. Według ustaleń Reutersa większość transportu została przeniesiona na ciężarówki i kolej. Oczywistym jest, że bezprecedensowa fala upałów w Europie jest bezpośrednim tłem spadku poziomu rzek.
Najważniejsze fakty
- Wodowskaz w Kaub pokazał w piątek 6 cm, wobec poprzedniego rekordu 25 cm z 2018 roku. W sobotę 15 sierpnia poziom nieznacznie wzrósł – do ok. 8 cm.
- Covestro ogłosiło force majeure dla części produkcji w Dormagen, a część niemieckich firm przenosi transport z barek na kolej i ciężarówki.
- Kiel Institute szacuje, że utrzymywanie się poziomu w Kaub poniżej 78 cm przez około miesiąc historycznie wiązało się ze spadkiem niemieckiej produkcji przemysłowej o mniej więcej 1%.
Rekord w Kaub wygląda dramatycznie, ale ważniejszy jest czas
Sześć centymetrów na wodowskazie brzmi jak sytuacja, w której Ren można przejść pieszo. Tak oczywiście nie jest. Odczyt w Kaub jest punktem odniesienia dla żeglugi, a rzeczywista głębokość toru wodnego pozostaje większa. Dla firm logistycznych liczy się jednak coś innego: ile ton może zabrać barka bez ryzyka wejścia na mieliznę.
Przy bardzo niskiej wodzie statki nadal mogą pływać, tylko że zabierają znacznie mniej towaru. Ten sam wolumen wymaga większej liczby rejsów, a koszt przewiezienia jednej tony rośnie. W pewnym momencie transport rzeczny traci przewagę, którą normalnie ma nad ciężarówkami i koleją.
Dlatego rekordowe 6 cm samo w sobie jest mniej istotne niż długość okresu z niską wodą. Kaub pozostaje poniżej poziomów uznawanych za problematyczne już od kilku tygodni. W 2018 i 2022 roku podobne epizody nie skończyły się na utrudnieniach dla armatorów. Z czasem zaczęły być widoczne w produkcji przemysłowej.
Niemiecki przemysł nie może po prostu przenieść wszystkiego na ciężarówki
Na papierze rozwiązanie jest banalne: skoro barka nie może zabrać pełnego ładunku, towar jedzie koleją albo drogą. W praktyce niemiecka infrastruktura nie ma dużej rezerwy, a skala transportu rzecznego jest trudna do zastąpienia. Jedna większa barka może przewozić ładunek odpowiadający nawet około 150 ciężarówkom.
Salzgitter zaczął już wozić część węgla z Rotterdamu koleją. Rolnicza grupa RWZ również przenosi towary na transport drogowy, ponieważ normalny ruch przez jej terminale nad Renem został mocno ograniczony. Towar nadal dociera do odbiorcy, tylko że później i drożej.
To istotna różnica. Kryzys nie musi od razu oznaczać zamkniętych fabryk. Najpierw pojawia się wyższy koszt logistyczny, później problemy z zapasami, a dopiero przy dłuższym utrzymaniu niskiej wody zaczynają się poważniejsze ograniczenia produkcji. Właśnie dlatego wpływ suszy na gospodarkę zwykle narasta z opóźnieniem.
Chemia już odczuwa coś więcej niż tylko droższy transport
Najbardziej narażone są branże, które przewożą duże ilości ciężkich surowców. Chemia jest tu niemal podręcznikowym przykładem. Covestro poinformowało, że transport kolejowy i drogowy nie wystarcza do pełnego zastąpienia dostaw rzecznych i ogłosiło force majeure dla części polioli polieterowych produkowanych w Dormagen.
Problemy sygnalizuje również Evonik. W energetyce niski poziom wód odbija się na produkcji hydroelektrowni należących między innymi do Unipera i EnBW. Jeden problem hydrologiczny zaczyna więc dotykać kilku miejsc naraz: dostaw surowców, produkcji przemysłowej, kosztów transportu i wytwarzania energii.
Dla niemieckiej chemii trudno o gorszy moment. Branża nadal mierzy się z wysokimi kosztami energii oraz presją konkurencyjną ze strony USA i Azji. Niski Ren nie stworzył tych problemów, ale może pogorszyć marże firm, które i bez tego nie mają dużego komfortu kosztowego.
Niski Ren może skomplikować obraz inflacji w Europie
Susza ma jeszcze jeden wymiar. Jeśli transport surowców i półproduktów drożeje, część firm zaczyna przerzucać koszty dalej w łańcuchu dostaw. Nie musi to od razu znaleźć się w CPI, ale może zatrzymać spadek presji cenowej w niektórych sektorach.
To niewygodne dla Europejskiego Banku Centralnego. Inflacja w strefie euro pozostaje podwyższona, a rynek ponownie zastanawia się, czy ECB będzie musiał utrzymywać restrykcyjną politykę dłużej. Niski Ren nie jest problemem, który można rozwiązać wyższą stopą depozytową. Podwyżka stóp nie sprowadzi deszczu ani nie zwiększy liczby wagonów kolejowych.
Jeżeli susza szybko odpuści, wpływ na gospodarkę prawdopodobnie ograniczy się do wyższych kosztów logistycznych i kilku słabszych tygodni dla części przemysłu. Jeżeli niski poziom wody utrzyma się do końca lata, historia zacznie wyglądać inaczej. Wtedy rekord w Kaub przestanie być ciekawostką pogodową, a stanie się kolejnym testem dla przemysłowej części niemieckiej gospodarki.
Susza z 2018 pokazuje, czego obawia się rynek
Niemcy mają już świeże doświadczenie z podobnym problemem. W 2018 roku niski poziom Renu przez wiele tygodni utrudniał dostawy paliw i surowców, a gospodarcze skutki zaczęły wychodzić poza sam sektor transportowy. To właśnie z tamtego okresu pochodzi poprzedni rekord Kaub. Dzisiejsze firmy są nieco lepiej przygotowane. Część z nich zwiększyła zapasy, podpisała alternatywne umowy transportowe albo nauczyła się szybciej przerzucać ładunki na kolej.
Tego typu zabezpieczenia pomagają, ale nie rozwiązują problemu przy ekstremalnie niskiej wodzie. W kolejnych tygodniach sam rekord 6 cm będzie miał coraz mniejsze znaczenie. Liczyć będzie się jednak to, jak długo Ren pozostanie na poziomie ograniczającym normalną żeglugę. Kilka dni to nadmiarowy koszt, kóry można przełknąć… Ale parę tygodni może już oznaczać słabszą produkcję, niższe marże. Oraz kolejny argument, że odbudowa niemieckiego przemysłu będzie przebiegać pod górę.