Niemcy przestają inwestować w USA. „Groźby celne nie pomogły”. Tak źle nie było od lat

Waszyngton od miesięcy naciska na Europę, by więcej produkowała i inwestowała w Stanach Zjednoczonych, ale najnowsze dane z Niemiec pokazują ruch w przeciwną stronę. Kanclerz Merz prawdopodobnie wypadnie z grona „lubianych, europejskich przywódców” przez Trumpa, bo w pierwszej połowie 2026 roku niemieckie firmy ulokowały w USA zaledwie 4,3 mld euro inwestycji bezpośrednich. To prawie dwie trzecie mniej niż rok wcześniej i najmniej od 2023 roku.

To ogromny spadek. Jeszcze ciekawsze jest to, kto faktycznie wyciąga rękę po portfel. Firmy, które już prowadzą biznes w USA, nadal reinwestują zarobione tam pieniądze. Jednak nowego kapitału jest „jak na lekarstwo i to zmienia wymowę całej historii.Wydaje się, że kapitał zwyczajnie nie chce ryzykować wchodzenia na amerykański rynek, dopóki sytuacja celna jest niepewna.

Najważniejsze fakty

  • Niemieckie inwestycje bezpośrednie w USA wyniosły w pierwszym półroczu 4,3 mld euro, prawie dwie trzecie mniej niż rok wcześniej. W porównaniu z pierwszą połową 2024 roku spadek sięga niemal 80%.
  • Przed pandemią niemieckie firmy inwestowały w USA w pierwszych sześciu miesiącach roku średnio 15,8 mld euro. Obecny wynik to mniej niż jedna trzecia tej kwoty.
  • Istniejące biznesy nadal reinwestują zyski w Stanach Zjednoczonych, lecz kapitał udziałowy związany z nowymi inwestycjami pozostaje słaby. To wygląda bardziej jak wstrzymanie nowych decyzji niż ucieczka z amerykańskiego rynku.

Niemieckie firmy nie spieszą się z inwestowaniem w USA

Nagłówek o załamaniu inwestycji może sugerować, że niemiecki biznes masowo zwija interes za Atlantykiem. Dane mówią coś innego. IW przeanalizował strukturę przepływów i znalazł sporą różnicę między firmami, które już działają w Stanach, a tymi, które musiałyby dopiero wyłożyć świeży kapitał. Reinwestowane zyski i pożyczki w ramach inwestycji bezpośrednich pozostawały w 2025 roku bardzo wysokie, podczas gdy wężej rozumiany kapitał udziałowy był poniżej średniej. Czy Ameryka przestała się opłacać? Nie.

Duży rynek konsumencki, dostęp do kapitału i skala amerykańskiej gospodarki nadal przyciągają firmy. Ale nowa fabryka albo większa ekspansja wymagają decyzji na dziesięć czy dwadzieścia lat, a wtedy przedsiębiorca patrzy już nie tylko na dzisiejszy popyt. Patrzy na reguły gry. To tutaj zaczyna się problem.

Trump chciał wymusić inwestycje?

Polityka celna administracji Donalda Trumpa miała między innymi zachęcać zagraniczne firmy do przenoszenia produkcji do USA zamiast eksportowania towarów przez granicę. W teorii rachunek wygląda prosto: jeśli import drożeje, bardziej opłaca się produkować lokalnie.

Tyle że zarządy nie podejmują wielomiliardowych decyzji inwestycyjnych na podstawie jednego arkusza w Excelu. Gdy taryfy zmieniają się, pojawiają się groźby kolejnych ceł, a relacje handlowe wymagają ciągłych negocjacji, rośnie premia za czekanie. Krótko mówiąc: firma może uznać USA za świetny rynek i jednocześnie nie chcieć dziś budować tam kolejnego zakładu.

IW mówi wprost o trendzie spadkowym widocznym od początku drugiej kadencji Trumpa. Już wcześniej instytut wyliczał, że od lutego do listopada 2025 roku niemieckie inwestycje w USA spadły o 45%, a eksport do Stanów zmniejszył się o 8,6%. Więc problem narastał wcześniej. Teraz po prostu mocniej wyszedł w liczbach.

Europa obiecała 600 mld dolarów

Tu robi się naprawdę ciekawie. W ramach porozumienia handlowego z 2025 roku europejskie firmy mają zainwestować w USA dodatkowe 600 mld dolarów do 2028 roku. Tak zapisano to we wspólnym komunikacie USA i Unii Europejskiej. Na papierze wygląda potężnie.

Ale Komisja Europejska przecież nie może zadzwonić do zarządu BMW, BASF czy Siemensa i nakazać budowy fabryki w Ohio. Te 600 mld dolarów musi ostatecznie wypłynąć z prywatnych bilansów, a firmy zrobią to tylko wtedy, gdy rachunek będzie im się spinał.

I właśnie dlatego niemieckie dane są niewygodne dla całej konstrukcji porozumienia. Deklaracja polityczna może być ogromna, lecz pierwsza połowa 2026 roku pokazuje, że część biznesu zamiast przyspieszać, nacisnęła hamulec. Europejskie firmy mają według umowy zwiększać inwestycje w USA do 2028 roku, ale dzisiejszy kierunek nie wygląda jeszcze jak marsz po 600 mld dolarów.

Niewidzialne koszty ceł?

Cła zwykle ocenia się przez prosty rachunek: ile państwo zebrało, jak zmienił się import i kto zapłacił więcej za towar. Tymczasem biznes patrzy szerzej. Jeśli polityka handlowa staje się trudniejsza do przewidzenia, część inwestycji po prostu nie powstaje. Nie ma zwolnień, zamykanej fabryki. Ani ma dramatycznego nagłówka. Za to jest projekt, który zarząd przesuwa z 2026 na 2027 rok albo chowa do szuflady.

To może być najciekawszy element dzisiejszych danych z Niemiec. Istniejący kapitał nadal pracuje w USA i generuje zyski, więc amerykański rynek nie stracił swojej siły przyciągania. Świeży kapitał chce jednak większej pewności. Inwestor zniesie wysokie koszty, ale z nieprzewidywalnością radzi sobie gorzej. Jeżeli ten trend utrzyma się przez kolejne półrocze, spadek do 4,3 mld euro przestanie wyglądać jak chwilowa pauza niemieckich firm. Wtedy pojawi się znacznie bardziej niewygodne pytanie dla Waszyngtonu: czy polityka, która miała ściągać zagraniczne fabryki do Ameryki, nie zaczęła przypadkiem odstraszać części nowych pieniędzy?