Największy światowy dostawca surowca używanego przez cały przemysł ogranicza dostawy. Chce podbić ceny

Według pojawiających się doniesień – Gwinea (chodzi tu o Gwineę „bezprzymiotnikową”, nie Gwineę Równikową czy Gwineę-Bissau), czyli kraj będący największym na świecie dostawcą boksytów na eksport – planuje ograniczyć dopływ tego kluczowego surowca. Źródła prasowe informują, że Gwinea, odpowiedzialna za blisko 20% światowych dostaw boksytów, chce wstrzymać „znaczącą” część tego eksportu – co może (a nawet musi, biorąc pod uwagę prawa popytu i podaży) doprowadzić do znacznego wzrostu cen aluminium na rynkach międzynarodowych.

Boksyty, skały osadowe zawierające krzemiany glinu, są podstawowym składnikiem w procesie produkcji aluminium. Czyli metalu powszechnie stosowanego w przemyśle, i którego liczne branże tegoż przemysłu są wręcz uzależnione – by wymienić tu sektory lotniczy, motoryzacyjny, budowlany czy opakowaniowy. Teraz zarówno one, jak i huty aluminium będą zmuszone do reorientacji łańcuchów dostaw i poszukiwania alternatywnych źródeł (co oczywiste – droższych). A to z kolei prowadzi do błędnego koła nieustannie rosnących cen wszystkiego, od samochodów, przez elektronikę użytkową, po codzienne zakupy.

Przerwać surowcową monokulturę

Krok ten, oficjalnie określany jako „wprowadzenie kontroli eksportowej”, ma zostać wprowadzony już w czerwcu. Decyzja ma być wynikiem ambicji rozwojowych miejscowych władz i ich dążeń do wymuszonego rozwoju bazy przemysłowej na miejscu – poprzez przetwarzanie boksytów i hutnictwo aluminium w kraju, zanim metal ten zostanie wyeksportowany. To z kolei ma na celu pobudzenie lokalnej gospodarki oraz zwiększenie zatrudnienia w sektorze przetwórczym, a także zwiększenia krajowego PKB. Warto przy tym zauważyć, że Gwinea jest daleko niejedynym krajem, który wdraża podobną strategię.

Wiele innych państw dyplomatycznie określanych jako „surowcowe” (czyli nie bardzo posiadających do zaoferowania na eksport cokolwiek prócz surowców), takich jak Indonezja czy Demokratyczna Republika Konga, również wprowadza podobne restrykcje na rzecz kontrolowania eksportu, właśnie w celu promowania przetwórstwa wewnętrznego. Jednakże, ze względu na znaczący udział Gwinei w globalnym rynku boksytu, jej decyzja może mieć szczególnie silny wpływ na ceny aluminium. Restrykcje te zostają bowiem wprowadzone w sytuacji, w której zostaną odczute z wyjątkową siłą.

Aluminium – tanio już było?

Jak wiadomo, światowy rynek surowców przemysłowych przeżywa właśnie jeden z największych kryzysów ostatnich lat, na co złożyły się tak skutki najnowszej wojny w Zatoce Perskiej i związanego z tym szoku na rynkach energii oraz tworzyw sztucznych, jak i długotrwałej rywalizacji amerykańsko-chińskiej, zaznaczającej się między innymi coraz ciaśniejszym krępowaniem i duszeniem rynku przez restrykcyjną politykę kontrolą obydwu tych krajów (choć bardziej Chin, które miały znacząco większy udział w globalnym rynku surowych materiałów; USA dla odmiany kładą nacisk na restrykcje technologiczne).

W szczególności działania wojenne doprowadziły do odcięcia dostaw aluminium produkowanego w państwach Zatoki Perskiej – które jeszcze kilka miesięcy temu odpowiadały za znaczący procent dostaw. Jeśli dołożyć do tego fakt, że rozwój bazy przemysłowej w krajach takich jak Gwinea zajmie z konieczności wiele lat (jeśli w ogóle się uda – co przecież bynajmniej nie jest pewne i zależy od wielu czynników oraz zapewnienia odpowiednich warunków rozwojowych, z czym kraje afrykańskie mają notoryczne problemy), to w ciągu co najmniej najbliższych kilku miesięcy można się spodziewać turbulencji i problemów z dostawami.