„Najpierw inni, potem Europa”. Rosja ustawia kolejkę po gaz

Bruksela zdawała się mówić jednym głosem: koniec z rosyjskim gazem, koniec z energetycznym uzależnieniem, koniec z finansowaniem Kremla. Tymczasem rzeczywistość, jak to często bywa, brutalnie weryfikuje polityczne deklaracje. W pierwszym kwartale tego roku Europa kupiła niemal wszystkie ładunki LNG z rosyjskiego projektu Jamał. Dane cytowane przez „Financial Times” są jednoznaczne: aż 69 z 71 transportów trafiło do europejskich odbiorców. W samym marcu było to 25 dostaw, najwięcej w całym kwartale. Łącznie mówimy o około 5 mln ton gazu.

Rosja mówi: „jeśli coś zostanie, sprzedamy”

I teraz najciekawsze. Z jednej strony mamy oficjalną politykę stopniowego odcinania się od rosyjskich surowców. Z drugiej realny rynek, który działa według własnych zasad. Gaz jest potrzebny, ceny grają rolę, a alternatywy… wciąż są ograniczone.

W tym kontekście pojawia się ostatnia wypowiedź Dmitrija Pieskowa, rzecznika Kremla i jednego z głównych głosów rosyjskiej propagandy. W rozmowie z tamtejszymi mediami stwierdził on, że Rosja byłaby gotowa dalej dostarczać gaz do Europy… o ile coś zostanie po zaspokojeniu innych rynków.

„Jeśli gaz zostanie po dostawach na inne rynki, dlaczego nie?” – powiedział Pieskow. Dodał też, że „alternatywne rynki są bardzo zachłanne”, co tylko pokazuje, jak duży jest globalny popyt na surowiec. To oczywiście narracja z rosyjskiej strony, którą trzeba traktować z odpowiednim dystansem. Ale nawet jeśli odrzucimy propagandowy ton, liczby mówią same za siebie.

Europa między polityką a rzeczywistością

Problem Europy jest prosty: deklaracje polityczne to jedno, a bezpieczeństwo energetyczne to drugie. Owszem, Unia Europejska rozwija infrastrukturę LNG, zwiększa import z USA i Bliskiego Wschodu, inwestuje w OZE. Ale proces odchodzenia od rosyjskiego gazu to maraton, nie sprint.

Rynek LNG działa jak „żywy organizm” – jak zauważył sam Pieskow – i trudno go całkowicie kontrolować politycznymi decyzjami. Jeśli rosyjski gaz jest dostępny i konkurencyjny cenowo, trafia tam, gdzie jest popyt. I właśnie dlatego Europa, mimo głośnych deklaracji, wciąż kupuje.

Czytaj również w dziale gospodarka:

Te dane makro wstrząsną globalnym rynkiem? Oto kalendarz makro na nowy tydzień

Jak trwoga, to do węgla? Zielona transformacja brutalnie zderza się z rzeczywistością

Prawie 1/20 światowych dostaw kluczowego metalu – wstrzymana. „Siła wyższa”

Wnioski? Niewygodne, ale oczywiste

Ta sytuacja pokazuje jedną rzecz: pełna niezależność energetyczna Europy to wciąż odległy cel. Można ogłaszać kolejne pakiety sankcji, można planować odejście od rosyjskich surowców, ale dopóki alternatywy nie będą równie tanie i dostępne, rynek będzie robił swoje.

A to oznacza, że rosyjski gaz – przynajmniej na razie – nie znika. Co najwyżej zmienia formę i kierunek dostaw. I wraca… tylnymi drzwiami.