Liechtenstein zawzięcie ściga sprawców spektakularnego ataku hakerskiego na ten kraj – zapewniła we wtorek tamtejsza premier, Brigitte Haas. Pościg, i to najlepiej skuteczny, może okazać się niezbędny, aby podbudować zaufanie ofiar włamania. Od nich bowiem, i od ich zaufania, w znacznej mierze zależy gospodarka tego niewielkiego alpejskiego księstwa. A po tym, bodaj największym w historii całego kraju akcie kryminalnym, mogło się ono nieco zachwiać.
Jak do tego doszło? W nocy z 30 na 31 lipca tego roku nieznani sprawcy uzyskali „nieautoryzowany dostęp” do krajowego Rejestru Rzeczywistych Beneficjentów (VwbP). Rejestr ten zawiera informacje dotyczące tysięcy osób prawnych – firm, fundacji czy trustów – których Liechtenstein jest formalną siedzibą (i często tylko formalną). Hakerzy skopiowali dane dotyczące około 31 tys. podmiotów. Atak wykryto już 31 lipca, a system natychmiast wyłączono z obiegu, by zabezpieczyć pozostałe dane. To jeden z najpoważniejszych incydentów cybernetycznych w historii księstwa, tym bardziej bolesny, że dotknął centralnego elementu systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy, wprowadzonego w 2021 roku pod naciskiem UE.
Wedle informacji (spekulacji?) pojawiających się w szwajcarskich źródłach prasowych, pośród dotkniętych podmiotów znajdują się rozbudowane struktury powiernicze, spółki holdingowe czy specjalne podmioty celowe wykorzystywane do optymalizacji podatkowej przez klientów zagranicznych. Jeszcze gorszy w skutkach może być charakter skompromitowanych danych. Wykradziono bowiem nie tylko nazwy i numery identyfikacyjne podmiotów, ale przede wszystkim dane osobowe rzeczywistych beneficjentów. Imiona, nazwiska, adresy zamieszkania – to wszystko, co wiele osób, wybierając Liechtenstein jako siedzibę, ma nadzieję utrzymać poufnym. To samo dotyczy struktur własności, historii transakcji finansowych czy dokumentacji podatkowej.
Liechtenstein ma czego bronić przed hakerami
Konsekwencje tego włamania zarówno dla osób fizycznych, jak i instytucji powiązanych z tymi podmiotami trzeba uznać za trudne do przecenienia. Ujawnienie struktury własnościowej i przepływów kapitałowych może wystawić beneficjentów na karne i cywilne ryzyko prawne, a także sankcje podatkowe w krajach ich faktycznej obecności, a także ujawnić mechanizmy ochrony aktywów (oczywiście tym samym czyniąc je mniej skutecznymi) przed wierzycielami, agresywnym fiskusem, skłóconymi członkami rodziny, rozwodzącymi się małżonkami i innymi tego typu aktorami niechętnymi wobec beneficjentów. Naraża ich też na ryzyko kradzieży tożsamości czy negatywne następstwa biznesowe.
Oczywistym problemem jest też skala włamania. 31 tysięcy podmiotów odpowiada liczbie ok. trzech czwartych populacji tego księstwa i w praktyce obejmować może większość zarejestrowanych tam osób prawnych. Dla niewielkiego kraju takiego jak Liechtenstein – którego gospodarka w ogromnej mierze zależy od dyskrecji i zaufania dla tamtejszego sektora finansowego – wyciek to cios w budowany przezeń wizerunek jurysdykcji oferującej stabilność, korzystne warunki fiskalne i ochronę prywatności klientom z całego świata. Księstwo, mimo że zamieszkałe przez zaledwie 41 tys. mieszkańców, zarządza aktywami o wartości szacowanej na 773 mld franków szwajcarskich – ponad 100 razy przewyższającej jego PKB.