Ropa naftowa znów wróciła do gry o globalną gospodarkę. Międzynarodowy benchmark Brent przekroczył 70 dolarów za baryłkę. Po raz pierwszy od kilku miesięcy, a amerykański WTI również śrubuje poziomy cenowe. To efekt napięć związanych z potencjalnym konfliktem na Bliskim Wschodzie. Te mogą odbić się szerokim echem nie tylko na rynkach surowców, ale także na portfelach zwykłych Kowalskich. Wszystko przez inflację.
Geopolityka popycha ceny w górę
Wzrost cen ropy jest jednym z kluczowych tematów ostatnich dni. Brent crude przekroczył poziom 70,7 dolarów za baryłkę, co jest najwyższą wyceną od połowy 2025 roku. Media twierdzą, że obawy o możliwy konflikt z Iranem i przerwanie eksportu dodają rynkowi „premii ryzyka”, którt winduje cenę o kilka dolarów za baryłkę ponad normę.
To z kolei prowadzi do efektu domina. Rosnące ceny ropy zwykle napędzają wyższe koszty transportu, energii i produkcji, które prędzej czy później odbierane są przez konsumentów w formie wyższych cen w sklepie. Czyli klasyczny impuls inflacyjny.
Co dokładnie się stało?
Ostatnia fala podwyżek rozpoczęła się, gdy prezydent Donald Trump ostrzegł Iran, że musi zgodzić się na porozumienie nuklearne. W przeciwnym razie postraszył militarnymi konsekwencjami i wysłaniem sił do regionu. Ta retoryka oraz obecność amerykańskiego Task Force w rejonie Zatoki Perskiej podgrzały oczekiwania rynków. Konflikt mógłby utrudnić eksport ropy lub nawet tymczasowo zablokować kluczowe szlaki morskie, jak Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa znacząca część światowego handlu ropą.
Chociaż Iran produkuje stosunkowo niewielki procent globalnej ropy (około 3% podaży), rynek bardzo wrażliwie reaguje na potencjalne zakłócenia dostaw. Nawet krótkie obawy o przerwy w eksporcie mogą przesunąć ceny znacząco wyżej.
Inflacja wróci z hukiem?
Analitycy rynkowi już odnotowują, że choć nadpodaż ropy i LNG w dłuższej perspektywie mogła wywierać presję spadkową na ceny, to napięcia geopolityczne i obawy o zakłócenia podaży wciąż przeważają krótkoterminowy obraz rynku.
Czy to oznacza, że inflacja znów przyspieszy? To zależy od tego, jak długo utrzymają się wysokie ceny ropy i czy napięcia na Bliskim Wschodzie się rozluźnią. Rosnące ceny surowców to rzecz, którą ekonomiści i banki centralne będą musiały jednak na poważnie wziąć pod uwagę.
Jeśli te tendencje się utrzymają, kraje importujące paliwa mogą stanąć przed kolejnym impulsem inflacyjnym. Wbrew oczekiwaniom, że nadpodaż i spadek popytu szybko obniżą koszty surowców.