Chiny zaprzestały zakupów energii elektrycznej w Rosji. Decyzja ta, choć weszła w życie już 1 stycznia 2026 r., została ujawniona dopiero teraz. Stanowi to istotny zwrot w dotychczasowej, rzekomo harmonijnej współpracy energetycznej między dwoma krajami. Krok ten motywowany ma być przede wszystkim względami ekonomicznymi – wynika z wzrostu cen rosyjskiej energii, które po raz pierwszy przekroczyły poziom chińskich cen wewnętrznych. Według źródeł rosyjskich, Chiny odmówiły zakupu nawet minimalnej kontraktowej ilości wynoszącej około 12 MW.
Kontrakt na dostawy energii, podpisany w 2012 r. między rosyjskim koncernem Inter RAO a chińską State Grid Corporation, przewiduje eksport około 100 mld kWh do 2037 r., co oznacza średnio 4 mld kWh rocznie. Energia pochodzi głównie z nadwyżek wytwarzanych na Dalekim Wschodzie Rosji, w tym z hydroelektrowni należących do RusGidro, i jest przesyłana przez transgraniczną linię Amur-Heihe. Formuła cenowa opiera się na jednolitej taryfie w rosyjskim Dalekim Wschodzie (uwzględniającej moc i energię), powiększonej o opłaty za transmisję i marżę Inter RAO.
W styczniu 2026 r. cena ta wzrosła do około 4300 rubli za MWh, co stanowi wzrost o 42 proc. w porównaniu ze styczniem 2025 r., podczas gdy chińskie ceny detaliczne oscylują wokół 350 juanów za MWh (równowartość około 3900 rubli). Ta dysproporcja czyni import nieopłacalnym dla Pekinu, który dysponuje ogromną własną zdolnością produkcyjną – ponad 100 razy większą niż wschodnia sieć energetyczna Rosji. W tej sytuacji Chiny po prostu odmówiły dalszego odbioru prądu. I, co więcej, znajdują się obecnie w pozycji, która im to umożliwia.
Chiny i ich „młodsza siostra”
Rosja bowiem – w stosunku do mniejszych państw czy krajów zachodnich słynąca z konfrontacyjnej obrony swoich „interesów” – tutaj zmuszona jest udawać, że nie widzi problemu. Rosyjskie Ministerstwo Energii już zaznaczyło, że priorytetem jest dlań jakoby zaspokojenie rosnącego zużycia energii w Dalekim Wschodzie, gdzie konsumpcja rośnie o ponad 4 proc. rocznie, a deficyty generacji stały się chroniczne. Eksport do Chin, który osiągnął szczyt 4,7 mld kWh w 2022 r., już od sierpnia 2023 r. spadł o ponad 63 proc. w ciągu pierwszych 11 miesięcy ubiegłego roku z powodu tych ograniczeń wewnętrznych.
Obydwie strony prowadzą negocjacje w sprawie ewentualnego wznowienia dostaw, jednak rosyjskie władze nie planują jednostronnego zerwania kontraktu, a Pekin nie wyraża zainteresowania jego rozwiązaniem. W praktyce nie czuje się jednak także skrępowany jego postanowieniami – zaś Kreml, biorąc pod uwagę zależność Rosji od chińskiego rynku oraz dostaw przemysłowych, w jaką popadła w efekcie zachodnich sankcji nałożonych w związku z inwazją na Ukrainę, nie ma an siły, ani argumentów, ani kapitału politycznego, by na nim to wymusić.
Wedle pojawiających się przewidywań,, eksport nie zostanie wznowiony w toku całego 2026 r. – chyba że w międzyczasie ceny spadną do poziomu korespondującego z oczekiwaniami Pekinu. Chiny same czynią przy tym ogromne inwestycje we własne siłownie, całymi dziesiątkami budując elektrownie jądrowe i węglowe, uzupełniając je niewiele mniej ekspansywną rozbudową turbin wykorzystujących źródła odnawialne. To, wraz z całą zależnością oraz pogłębiającymi się problemami rosyjskiej gospodarki, stawia Moskwę w coraz słabszej pozycji negocjacyjnej. Nie widać natomiast czynników, które w najbliższym czasie ten trend mogłyby odwrócić.