Każda okazja jest dobra? Amazon wprowadza „kryzysowe” podwyżki opłat, obiecuje, że klienci ich nie odczują

Amazon poinformował o wprowadzeniu 3,5-procentowej opłaty „paliwowo-logistycznej” („fuel and logistics-related surcharge„) doliczanej do opłat za obsługę sprzedaży. Opłata dotyczy sprzedawców korzystających z programu Fulfillment by Amazon (FBA) w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie oraz usług Remote Fulfillment z USA do Kanady, Meksyku i Brazylii. Wejdzie w życie 17 kwietnia 2026 roku. Od 2 maja 2026 roku obejmie również Buy with Prime w USA oraz Multi-Channel Fulfillment w USA i Kanadzie.

Opłata jest kalkulowana w odniesieniu do już istniejących opłat za dystrybucję i obsługę sprzedaży, a nie od ceny sprzedaży produktu. Według wewnętrznych wyliczeń Amazona średni wzrost kosztów dla sprzedawców FBA w USA wyniesie około 0,17 dolara na jednostkę, przy czym wartość ta różni się w zależności od rozmiaru i wymiarów przesyłki.

Amazon znów „koryguje” – w jedną stronę

Decyzja zapadła w kontekście wzrostu cen ropy naftowej i paliw, napędzanego przez konflikt z Iranem. Wybuch tej wojny, a zwłaszcza blokada Cieśniny Ormuz, doprowadziły do sytuacji, która w piątym tygodniu działań wojennych przełożyła się na wyraźny wzrost notowań ropy. Amazon nie podał precyzyjnych danych o własnych kosztach logistycznych, ale wskazał, że opłata ma pokryć podwyższone wydatki na paliwo i transport w ramach sieci dystrybucyjnej. Firma podkreśliła jednocześnie, że stawka 3,5 proc. jest „znacznie niższa” niż analogiczne dopłaty stosowane przez innych dużych przewoźników.

To nie pierwsza „korekta” opłat (w ten eufemistyczny sposób w komunikacji korporacyjnej określa się podwyżki, zupełnie jakby kogokolwiek to zmyliło, o co chodzi) w 2026 roku. Już 15 stycznia Amazon podniósł standardowe opłaty FBA średnio o 0,08 dolara na jednostkę, przy czym dla wybranych kategorii standardowych produktów w przedziale 10–50 dolarów wzrost wyniósł 0,25 dolara, a dla droższych – nawet 0,31 dolara na sztukę. Nowa opłata paliwowa nakłada się więc na istniejące obciążenia, kumulując presję kosztową na sprzedawcach trzecich, których oferta stanowi większość asortymentu na platformie.

Okazja czyni zdziercę

Amazon deklaruje, że celem jest utrzymanie szerokiej oferty i niskich cen dla klientów detalicznych. Jednocześnie twierdzi, że dodatkowy koszt obciąży wyłącznie marże sprzedawców. W praktyce jednak mechanizm jest dość prosty: opłata doliczana procentowo do opłat dystrybucyjnych bezpośrednio zmniejsza rentowność transakcji realizowanych przez niezależnych sprzedawców. Przy braku wskazanej daty końcowej (w komunikatach wewnętrznych nie pojawia się termin wygaśnięcia) oraz przy rosnącej bazie kosztów logistycznych od stycznia 2026 roku, realna absorpcja tych 0,17 dolara na jednostkę przez sprzedawców staje się coraz trudniejsza.

Wielu z nich operuje już na marżach rzędu kilku procent, co czyni deklarację o niezmiennych cenach detalicznych trudną do utrzymania bez korekty asortymentu lub samych marż. Tymczasem wyniki finansowe publikowane przez Amazon za ostatnie kwartały nie wykazują spadku rentowności, by uzasadniać jednoczesne podnoszenie opłat i utrzymywanie ceny dla konsumenta. Zamiast tego firma konsekwentnie przerzuca zmienność kosztów zewnętrznych (paliwo, transport) na partnerów handlowych, którzy nie mają bezpośredniego wpływu na wybór przewoźnika ani negocjacji stawek.

Sprzedawcy podziękują za współpracę…?

Efektem jest systematyczne obniżanie marż sprzedawców trzecich przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad finalną ceną wyświetlaną klientowi. Innymi słowy, Amazon po prostu korzysta z okazji, by pod pretekstem wojny wzbogacić się kosztem drobnych sprzedających – i wykorzystuje swój quasi-monopol w wielu segmentach handlu, aby ową „korektę” wepchnąć rzeczonym do gardeł. W perspektywie najbliższych miesięcy, począwszy od 17 kwietnia, sprzedawcy FBA będą musieli zatem uwzględnić dodatkowe 3,5 proc. w kalkulacjach rentowności.

Dla części z nich może to oznaczać rezygnację z określonych kategorii produktów lub podniesienie cen hurtowych, co ostatecznie przełoży się na dynamikę cen detalicznych – niezależnie od oficjalnych zapewnień giganta. Opłata, choć przedstawiana jako tymczasowa reakcja na sytuację geopolityczną, niestety jawi się częścią szerszego trendu przerzucania przez korporacyjnego giganta kosztów ryzyka na niezależnych sprzedawców, podczas gdy gros zysków zagarnia dla siebie Amazon. Pozostaje poczekać, jak szybko (jeśli w ogóle…) te dodatkowe opłaty zostaną zniesione, gdy ceny ropy opadną.