Japońska gospodarka urosła w drugim kwartale o 1,1% w ujęciu annualizowanym, niemal dwa razy wolniej od prognoz i wyraźnie słabiej niż na początku roku. Rynek? Niespecjalnie się przejął. Rentowność 10-letnich obligacji zamiast spaść wystrzeliła do około 2,93%, najwyżej od trzech dekad.
To wygląda dziwnie tylko na pierwszy rzut oka. Inwestorzy patrzą już nie na PKB, lecz na droższą energię, słabego jena i Bank Japonii, który ma coraz mniej powodów, by tolerować uporczywą inflację. Słabszy wzrost nie zakończył więc dyskusji o podwyżkach. Wręcz przeciwnie.
Najważniejsze fakty
- PKB Japonii wzrósł o 1,1% annualizowane wobec prognozy około 2%.
- Konsumpcja lekko spadła, a inwestycje przedsiębiorstw zmniejszyły się o około 1,2%.
- Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła w okolice 2,93%, najwyżej od około 30 lat.
- Stopa procentow Banku Japinii wynosi 1%, a rynek coraz odważniej stawia na kolejną podwyżkę.
PKB Japonii słabszy, niż wygląda
Sam wzrost o 1,1% nie wygląda katastrofalnie. Problem siedzi głębiej. Konsumpcja prywatna minimalnie spadła po ośmiu kwartałach wzrostu, podczas gdy ekonomiści oczekiwali kolejnego odbicia. To niezbyt dobry sygnał dla gospodarki opartej na próbie odbudowy realnych dochodów gospodarstw.
Jeszcze słabiej wyglądały firmy. Nakłady kapitałowe spadły o około 1,2%, choć rynek zakładał ich wzrost, więc dwa najważniejsze filary krajowego popytu właściwie jednocześnie straciły impet. Krótko mówiąc: miękki raport. Część tych danych może oczywiście zostać później zrewidowana.
Wynik uratował eksport. Amerykanie nadal kupowali japońskie hybrydy, a globalny boom inwestycyjny wokół AI podtrzymał popyt na sprzęt i komponenty półprzewodnikowe. Handel zagraniczny dodał około 0,5 pkt proc. do wzrostu. Bez niego obraz byłby znacznie gorszy.
Obligacje grają pod inflację
Normalnie słaby PKB oznacza mniejszą presję na podwyżki stóp i spadek rentowności. W Japonii stało się odwrotnie, bo 10-latki drożały pod względem rentowności szóstą sesję z rzędu, docierając w okolice 2,93%. Rynek patrzy gdzie indziej.
Czy słaby wzrost zatrzyma BOJ? Na razie niewiele na to wskazuje. Inwestorzy znacznie bardziej boją się tego, że słaby jen, ropa i rosnące koszty importu ponownie rozkręcą inflację właśnie wtedy, gdy bank centralny próbuje ją zakotwiczyć w pobliżu 2%.
I tu robi się ciekawie. Japoński dług coraz mniej przypomina obligacje kraju, który przez dekady walczył z deflacją, a coraz bardziej papier gospodarki, gdzie inwestorzy żądają premii za inflację i dalsze podwyżki stóp. To zmiana reżimu. Duża.
BOJ wpada w niewygodną pułapkę
Bank Japonii podniósł w czerwcu stopę do 1%, najwyższego poziomu od 31 lat, ale rynek coraz mocniej liczy, że na tym się nie skończy. Wrześniowe posiedzenie zaczyna być traktowane jako realny termin kolejnego ruchu. Grudzień również.
Problemem jest energia. Japonia pozostaje ogromnym importerem surowców, więc wyższa ropa połączona ze słabym jenem szybko uderza w koszty firm i gospodarstw domowych. Rząd może przez jakiś czas amortyzować to subsydiami. Nie bez końca.
BOJ może więc zostać zmuszony do podnoszenia stóp dokładnie wtedy, gdy konsumpcja przestaje rosnąć, inwestycje słabną, a realna siła nabywcza ponownie dostaje po kieszeni. Paradoks? Jak najbardziej. Zachowanie obligacji mówi dziś więcej niż sam PKB: rynek bardziej boi się uporczywej inflacji niż chwilowego spowolnienia.