Incydenty na morzu, ale ropa z cieśniny Ormuz pod ciśnieniem. Czy USA mimowolnie ratują gospodarczo Iran?

Jak można się tego spodziewać, nie minęło wiele czasu, nim na akwenie Cieśniny Ormuz – na fali ostatniego kryzysu polityczno-militarnego w związku z masakrą protestów, które przeżywa Iran, a także mętnej, ale jednak perspektywy amerykańskiej interwencji zbrojnej w tym kraju – doszło do międzynarodowego incydentu. Irańskie siły morskie usiłowały dokonać przejęcia tankowca pod flagą amerykańską. Gorąco zrobiło się także w przestrzeni powietrznej. Mimo to w rejonie można obserwować ciekawy fenomen ekonomiczny.

Jak wynika z dostępnych relacji, tankowiec Stena Imperative, płynący pod banderą amerykańską, a będący własnością duńskiego armatora Stena Bulk, zmierzał do portu w Bahrajnie (gdzie notabene mieści się główna baza amerykańskiej V Floty). Gdy przechodził przez cieśninę Ormuz, której zdatny dla pełnomorskich statków tor wodny ma w najwęższym miejscu zaledwie około 2 mil szerokości, został otoczony przez sześć uzbrojonych łodzi motorowych, zaś nad nim pojawił się śledzący go dron.

Były to jednostki irańskie, które usiłowały tankowiec zatrzymać – i, wniosek ten jest dość oczywisty z uwagi na dotychczasowe doświadczenia, przejąć i zmusić do zawinięcia do irańskiego portu. Wspomniane łodzie, używane masowo przez morski komponent Sepah-e Pasdaran, czyli Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wykorzystywane są w charakterze kanonierek, przenosząc lekkie uzbrojenie artyleryjskie i/lub kilka pocisków rakietowych. Dronem natomiast okazała się maszyna Mohadżer.

O zamiarach wejścia na pokład tankowca żołnierze Pasdaranu mieli poinformować załogę tankowca radiowo, żądając zatrzymania jednostki i poddania się abordażowi. Ta jednak wezwanie zignorowała, zamiast tego przyspieszając. Statek ten, będąc zaangażowany w Tanker Security Program amerykańskiej marynarki, i liczył w związku z tym na pomoc ze strony jej jednostek. I w istocie, na miejscu pojawił się amerykański niszczyciel w charakterze eskorty, w wyniku czego irańskie łodzie zawróciły.

Iran z gospodarczym prezentem od…

Incydent ten stanowił kolejny akcent zaostrzający sytuację na linii Iran-Stany Zjednoczone, w sytuacji, w której te drugie naciskają na negocjacje atomowe (tym razem, jak chce tego Biały Dom, z definitywnym skutkiem), władze w Teheranie zaś wysyłają sprzeczne sygnały na temat swojego podejścia do nich. W tym kontekście zarówno ten, jak i pozostałe incydenty, które miały tam właśnie miejsce, interpretować można jako świadome stymulowanie napięcia jako narzędzia w przestrzeni informacyjno-medialnej.

Wcześniej bowiem inny irański dron zbliżyć się do amerykańskiej eskadry krążącej na wodach Zatoki Omańskiej (manewruje tam pełna grupa lotniskowcowa, do której dołączyć mają zresztą kolejne). Maszyna, model Szahid 139, oficjalnie realizowała zadania dozorowe – nieoficjalnie po prostu amerykańskie okręty namierzała. W tych warunkach myśliwiec F-35C z pokładu lotniskowca USS Abraham Lincoln zestrzelił tego drona – na co oczywiście Iran zareagował zarzutami i groźbami.

Zarazem, mimo kryzysowego napięcia, w toku którego padły już pierwsze strzały, w cieśninie Ormuz – przez którą i normalnie przechodzi około 20% światowego transportu ropy – zaobserwowano raptowny wzrost intensywności tego transportu, zaś źródłem ich pochodzenia jest właśnie Iran. Okazuje się bowiem, że na dostępną na rynku, i to w dodatku przecenioną irańską ropę gremialnie rzucili się odbiorcy chińscy, zwłaszcza mniejsze podmioty i operatorzy niezależnych rafinerii.

A uczynili tak głównie dzięki… Stanom Zjednoczonym. O co chodzi? Przez cały okres rządów Maduro w Wenezueli całkowicie dominującym odbiorcą ropy z tego kraju były Chiny. Jego ujęcie przez siły USA i wymuszone wstrzymanie dostaw wenezuelskiej ropy (która, skądinąd, ma teraz trafić do Indii, zastępując tam rosyjską…) spowodowało, że chińscy odbiorcy poczęli gorączkowo szukać alternatywy. Którą okazał się być pogrążony w krwawym kryzysie, ale oferujący dobrą cenę surowca Iran.