Co zrobić, gdy porty lotnicze zmagają się z ostrym brakiem wykwalifikowanych kontrolerów lotu? To proste, choć dotąd wcale nieoczywiste: sięgnąć po ludzi, którzy zamiast opanowywać ten wyjątkowo wymagający zawód od podstaw, już te podstawy mogli opanować – tyle, że w nieco innych okolicznościach. Chodzi tutaj o graczy komputerowych (i konsolowych), którzy umiejętności techniczne, refleks czy odporność na stres mogli nabyć w toku swego hobby. Taki właśnie program uruchomiono za Oceanem.
Z pomysłem tym wyszedł amerykański Departament Transportu, któremu podlega ruch lotniczy i lotniska w USA. Inicjatywę rekrutacyjną, skierowaną do graczy komputerowych w celu uzupełnienia deficytu kadrowego w Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), ogłosił w tym tygodniu sekretarz transportu, Sean Duffy. Program uruchomiono w piątek, a w ciągu pierwszych dwunastu godzin wpłynęło blisko 6000 aplikacji. Portal rekrutacyjny osiągnął limit 8000 kandydatów, co wymusiło zamknięcie przyjmowania dalszych zgłoszeń.
Lotniska coraz bardziej obciążone
Biorąc pod uwagę entuzjastyczne reakcje zainteresowanych, bardzo możliwe, ze nie będzie to jednorazowy akt. Inicjatywa ma bowiem na celu pozyskanie osób dysponujących umiejętnościami szybkiego podejmowania decyzji, utrzymywania długotrwałej koncentracji oraz jednoczesnego przetwarzania wielu strumieni informacji – kompetencjami bezpośrednio przekładającymi się na wymagania pracy kontrolera ruchu lotniczego. Tymczasem osób dysponujących nimi jednocześnie nie ma aż tak wiele, zaś sama praca kontrolera lotu uchodzi za bardzo stresującą.
Wymagania kwalifikacyjne obejmują także obywatelstwo USA, wiek poniżej 31 lat oraz biegłą znajomość języka angielskiego. Proces selekcji składa się z testu umiejętności kontroli ruchu lotniczego (Air Traffic Skills Assessment), badań lekarskich oraz weryfikacji bezpieczeństwa. Samo szkolenie zaś, na które kandydaci do do wież kontrolnych potem trafiają, jest długie i wymagające – tylko około 2 proc. kandydatów z sukcesem kończy pełny cykl szkoleniowy, trwający od dwóch do pięciu lat. Stąd też nie jest specjalnie zaskakujące, że FAA odnotowuje obecnie deficyt rzędu około 3500 kontrolerów.
Liczba ta znacząco wzrosła się w ciągu ostatniej dekady – mimo rosnącej liczby operacji lotniczych (o 10 proc.) liczba aktywnych kontrolerów systematycznie malała (o 6 proc.), co wynikało m.in. z masowych odejść na emerytury wśród najbardziej doświadczonych pracowników. Jednocześnie proces poszukiwań napotykał coraz większe utrudnienia, skutkując obecnymi brakami. Do tego ostatniego doszło zaś zarówno ze względu na okoliczności rynkowe, jak i brzemienny w skutki wpływ szkodliwych, wieloletnich procesów decyzyjnych w samym Departamencie Transportu oraz kierownictwie FAA.
Gry komputerowe zamiast DEI
Chodzi tutaj o niesławną politykę DEI (Diversity, Equity, Inclusion), którą władze federalne, w tym i ten Departament, realizowały w okresie rządów administracji Demokratów. W ramach tej polityki na stanowiska kontrolerów lotów z premedytacją zatrudniano osoby niekompetentne, a nawet stanowiące zagrożenie dla siebie i innych (a takimi są np. osoby niepełnosprawne intelektualnie lub cierpiące na epilepsję), jeśli tylko należeli oni do faworyzowanych mniejszości rasowych i seksualnych. W szczególności promowano kandydatów czarnych, którym nawet zapewniano nieuczciwe preferencje na egzaminach.
Co oczywiste, praktyki te, realizowane kosztem kryteriów merytorycznych, doprowadziły do pominięcia wykwalifikowanych kandydatów, serii uzasadnionych pozwów sądowych z ich strony, wstrzymania naboru na okres trzech–czterech lat oraz powstania wspomnianej luki kadrowej. Luki, której po oficjalnym odcięciu się admnistracji od DEI, i mimo zmiany wymogów, z uwagi na długość procesu rekrutacyjnego i szkoleniowego Departament Transportu niespecjalnie był w stanie szybko zapełnić – mimo, że amerykańskie lotniska coraz pilniej tego potrzebowały.
I tutaj właśnie pomyślano o graczach o udokumentowanych umiejętnościach, ale niezależnie od formalnego wykształcenia. Umiejętności rozwijane podczas długich sesji gier – takie jak reakcja na dynamicznie zmieniające się warunki i koordynacja wielu zmiennych – są uznawane za kompatybilne z warunkami pracy w wieży kontrolnej. Program, poparty przez związek zawodowy kontrolerów ruchu, zakłada pełną weryfikację kompetencji na każdym etapie – od testu kompetencji po wieloletnie szkolenie na stanowisku.
Kontrolerzy, którzy trafią na lotniska, zarobią za to 155 tys. dolarów rocznie już w ciągu trzech lat od rozpoczęcia pracy.