Europa jednym głosem przeciwko Trumpowi. „Szantaż”, „Nie damy się zastraszyć”

Zapowiedź Donalda Trumpa o nałożeniu ceł na europejskie kraje natychmiast uruchomiła lawinę reakcji na Starym Kontynencie. Tym razem odpowiedzi nie były dyplomatyczne ani wyważone. Dominowały słowa o zastraszaniu, szantażu i presji politycznej. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer nie miał zamiaru się hamować. Jego zdaniem nakładanie ceł na sojuszników NATO za działania związane ze wspólnym bezpieczeństwem to ruch „całkowicie niewłaściwy” i sprzeczny z zasadami współpracy transatlantyckiej. Londyn zapowiedział, że sprawę poruszą bezpośrednio w rozmowach z administracją USA.

Macron: „Nie damy się zastraszyć”

Jeszcze ostrzej zareagował prezydent Francji Emmanuel Macron. W jego ocenie groźby celne w tym kontekście są nie do zaakceptowania i noszą znamiona politycznego zastraszania.

„Nie pozwolimy, by decyzje handlowe były używane jako narzędzie nacisku” – podkreślił Macron, dając jasno do zrozumienia, że Paryż nie zamierza ustępować pod presją.

Skandynawia: „To próba szantażu”

Premier Szwecji Ulf Kristersson również nie krył oburzenia. Wprost stwierdził, że jego kraj nie pozwoli się szantażować, a działania USA wymagają wspólnej, europejskiej odpowiedzi. Sztokholm rozpoczął intensywne konsultacje z innymi państwami UE, Norwegią i Wielką Brytanią, by wypracować jednolite stanowisko wobec Waszyngtonu.

UE reaguje instytucjonalnie: „Będziemy bardzo stanowczy”

Z Brukseli popłynął jasny sygnał, że sprawa nie zostanie potraktowana jako jednostkowy incydent. Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa zapowiedział, że Unia Europejska będzie „bardzo stanowcza w obronie prawa międzynarodowego i integralności swoich państw członkowskich”.

W praktyce oznacza to gotowość do wspólnej odpowiedzi handlowej, jeśli groźby Trumpa wejdą w życie. Ton wypowiedzi europejskich przywódców pokazuje jedno: cierpliwość się kończy. Dla wielu stolic groźby celne przestały być elementem negocjacji, a zaczęły być postrzegane jako instrument nacisku politycznego na sojuszników.

To rzadki moment, w którym Europa – od Londynu po Paryż i Sztokholm – mówi niemal jednym głosem. I jasno sygnalizuje: jeśli USA wybiorą konfrontację, odpowiedź będzie wspólna.

Swoje dorzucili też polscy politycy. Donald Tusk podczas briefingu prasowego przyznał, że „jeśli Biały Dom zaanektuje Grenlandię, będzie to koniec świata, jaki znamy”.