Dziwne ruchy rynku przed tweetem Trumpa: „Zlecenia na 1,5 mld USD”. Ile zarobił spekulant-widmo?

Na Wall Street coraz głośniej mówi się o tym, co wydarzyło się dosłownie kilka minut przed komunikatem Donalda Trumpa o wstrzymaniu ataków na irańską infrastrukturę energetyczną. Jeśli spojrzeć na surowe liczby, trudno uznać to za zwykły przypadek. Na pięć minut przed publikacją tej informacji na rynek trafiło zlecenie kupna kontraktów futures na S&P 500 o wartości nominalnej około 1,5 miliarda dolarów.

Jednocześnie ktoś sprzedał kontrakty na ropę o wartości około 192 milionów dolarów. Skala tych transakcji była uderzająca. Mówimy o wolumenach cztery do sześciu razy większych niż typowe pojedyncze zlecenia obserwowane w końcówce sesji. To nie wygląda jak standardowe „pozycjonowanie się” pod zmienność. Ktoś otworzył ogromne zlecenia i zrobił to w idealnym momencie. Z obu transakcji zysk mógł wynieść nawet ok. 50 mln USD – jeśli zostały zamknięte w odpowiednim momencie.

Timing, który trudno zignorować

Kilka minut później Trump ogłosił wstrzymanie ataków i poinformował o „produktywnych rozmowach” z Iranem. Rynek zareagował książkowo. Akcje wystrzeliły, ropa gwałtownie spadła. Dokładnie tak, jak sugerowałyby to wcześniejsze transakcje. To zestawienie budzi pytania, które na rynkach pojawiają się regularnie, ale rzadko w tak wyraźnej formie. Czy ktoś wiedział wcześniej? Czy to tylko agresywny, ale szczęśliwy zakład? A może po prostu algorytmy wychwyciły sygnały, których reszta rynku jeszcze nie widziała?

Problem polega na tym, że skala i precyzja tych ruchów wykraczają poza typowe „przeczucie rynku”. To nie była seria mniejszych transakcji, ale bardzo duży „strzał”. Został postawiony dokładnie tam, gdzie chwilę później pojawił się ruch cenowy. Co prawda w ostatnich dniach na rynkach zmienność i wolumen był podwyższony, ale skala pojedynczych transkacji wygląda podejrzanie – nawet w takim środowisku.

Insajderzy czy nowa rzeczywistość rynku?

W przestrzeni medialnej pojawiają się już mocne oskarżenia, że ktoś mógł skorzystać na informacji zanim stała się publiczna. Padają wręcz stwierdzenia o „zarabianiu na oczach wszystkich”. To oczywiście bardzo poważne zarzuty i bez twardych dowodów pozostają w sferze spekulacji. Nie zmienia to faktu, że takie epizody podkopują zaufanie do rynku. Co interesujące, podobne 'giełdowe rozpasanie elit’ obserwowaliśmy przed krachem z 1929 roku.

O podobieństwach S&P 500 do kryzysu z lat 20. pisaliśmy więcej w artykule S&P 500 powtarza schemat z krachu 1929 roku? „NAAIM dał sygnał”. Instytucje sprzedają akcje

właszcza w momencie, gdy inwestorzy i tak poruszają się w środowisku podwyższonej niepewności, gdzie decyzje polityczne potrafią w kilka sekund zmienić kierunek całych klas aktywów. Z drugiej strony, warto pamiętać, że współczesny rynek to w dużej mierze gra algorytmów i modeli statystycznych. Największe fundusze potrafią reagować na mikro-sygnały płynące z rynku, mediów czy nawet przepływów kapitału w czasie rzeczywistym.

Czasem wygląda to jak wiedza z wyprzedzeniem, choć w rzeczywistości jest efektem ekstremalnie szybkiej analizy danych. Niezależnie od tego, czy mieliśmy do czynienia z przypadkiem, przewagą technologiczną czy czymś skandalicznym, jedno jest pewne. Rynek będzie teraz patrzył na podobne ruchy znacznie uważniej. Jeśli Donald Trump kiedykolwiek przegra wybory, w tej sprawie i podobnych mogą ruszyć szeroko zakrojone śledztwa.