Stany Zjednoczone rozważają bezpośredni zakup jena po tym, jak japońska waluta spadła do najniższego poziomu wobec dolara od niemal 40 lat. Amerykański Departament Skarbu uprzedził banki o możliwości interwencji, a notatnik sekretarza skarbu Scotta Bessenta wskazywał na potencjalny zakup japońskiej waluty za 5–10 mld dolarów. Ewentualna skoordynowana operacja USA i Japonii byłaby wydarzeniem historycznym, ale jej konsekwencje mogą wykraczać daleko poza sam kurs USD/JPY.
Najważniejsze fakty
- Departament Skarbu USA przekazał bankom za pośrednictwem Fed w Nowym Jorku, że powinny być gotowe na możliwą interwencję na rynku jena.
- Jen odbił z około 163,65 do 159 za dolara, a w pewnym momencie umocnił się poniżej poziomu 158.
- Ostatni raz USA bezpośrednio wspierały jena w 2011 roku w ramach skoordynowanej interwencji państw G7.
Notatka Bessenta zdradziła, co może planować Waszyngton
Najbardziej wymowny sygnał pojawił się podczas posiedzenia amerykańskiego gabinetu w Camp David. Na sfotografowanym przez Reutersa notatniku Scotta Bessenta znajdował się zapis: „Buy Japanese Yen $5–10 bil”, sugerujący rozważanie zakupu jena za 5–10 mld dolarów. Departament Skarbu nie potwierdził jednak oficjalnie, czy transakcja została już przeprowadzona.
Kilka godzin wcześniej Reuters informował, że banki otrzymały za pośrednictwem Fed w Nowym Jorku ostrzeżenie o możliwej interwencji i polecenie pozostania w gotowości do kolejnych działań. Pojawiły się również doniesienia o tzw. rate checks, czyli pytaniach kierowanych do dealerów o aktualne kwotowania USD/JPY. Takie operacje często poprzedzają faktyczny zakup lub sprzedaż waluty przez władze.
Bessent publicznie ocenił, że jen jest mocno niedowartościowany i znacząco oddalił się od poziomu uzasadnionego fundamentami gospodarczymi. Japoński przedstawiciel odpowiedzialny za politykę walutową Atsushi Mimura zasugerował natomiast, że pomoc USA wykracza poza samo wsparcie psychologiczne.
Japonia wydała dziesiątki miliardów dolarów, ale jen nadal spadał
Japonia prawdopodobnie sama wkroczyła na rynek 30 lipca, kupując jeny i sprzedając dolary. Waluta umocniła się wówczas o ponad 3%, z okolic 164 do mniej niż 158 jenów za dolara, notując największy jednodniowy ruch od niemal dwóch lat. Operacja nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona przez japońskie Ministerstwo Finansów, ale jej przebieg był charakterystyczny dla interwencji.
Problem polega na tym, że podobne działania przynosiły dotychczas jedynie krótkotrwałe rezultaty. Między końcem kwietnia a początkiem maja Japonia wydała rekordowe 11,7 bln jenów, czyli około 73 mld dolarów, na obronę waluty. Początkowe odbicie szybko jednak wygasło, a USD/JPY powrócił później powyżej 163.
Słabość jena nie wynika bowiem wyłącznie ze spekulacji. Stopy procentowe w USA pozostają znacznie wyższe niż w Japonii, a wzrost cen ropy zwiększa japoński rachunek za import energii. Bank Japonii utrzymał 31 lipca stopę procentową na poziomie 1%, choć stosunkiem głosów 8 do 1 zasygnalizował gotowość do dalszych podwyżek, jeżeli zagrożenie inflacyjne wzrośnie.
Warto wiedzieć, że interwencja może gwałtownie zmienić kurs jena w ciągu kilku godzin, ale bez zmniejszenia różnicy między stopami procentowymi w USA i Japonii jej długoterminowa skuteczność pozostaje ograniczona.
Mocniejszy jen może uderzyć w akcje, obligacje i Bitcoina
Największym ryzykiem dla globalnych rynków jest gwałtowne zamykanie transakcji carry trade. Inwestorzy przez lata pożyczali tanie jeny, a następnie lokowali kapitał w amerykańskich akcjach, obligacjach, kryptowalutach oraz aktywach rynków wschodzących. Jeżeli jen szybko się umacnia, wartość zadłużenia rośnie, zmuszając część uczestników do sprzedaży innych aktywów i odkupywania japońskiej waluty.
Interwencja Japonii może również wywierać presję na amerykańskie obligacje. Tokio może zdobywać dolary na zakup jena poprzez sprzedaż części zagranicznych rezerw, w których znaczący udział mają obligacje skarbowe USA. Po ostatnim ruchu jena rentowność amerykańskich papierów dziesięcioletnich wzrosła w okolice 4,7%, co dołożyło kolejny problem do rynku już obciążonego wysoką inflacją i rosnącym deficytem.
Historycznie skoordynowane interwencje bywają znacznie skuteczniejsze niż działania jednego państwa. USA ostatni raz wsparły jena w 2011 roku, gdy kraje G7 próbowały ograniczyć jego gwałtowne umocnienie po trzęsieniu ziemi i tsunami. Tym razem cel jest odwrotny: Waszyngton i Tokio mogą wspólnie próbować zatrzymać spadek japońskiej waluty.
Najważniejszym poziomem pozostaną okolice 160–164 jenów za dolara. Powrót kursu powyżej tej strefy sugerowałby, że nawet wielomiliardowa interwencja nie zmieniła fundamentów. Trwały spadek USD/JPY poniżej 157 mógłby natomiast uruchomić większe zamykanie carry trade, zwiększając zmienność na rynkach akcji, obligacji i kryptowalut.