W świecie handlu surowcami istnieje kilka zasad, których rynki pilnują szczególnie mocno. Jedną z nich jest przekonanie, że cena kluczowych surowców powinna powstawać w wyniku gry podaży i popytu. Dlatego sugestie, że rząd USA mógłby ingerować w rynek kontraktów terminowych na ropę, wywołały gwałtowną reakcję największych instytucji finansowych i operatorów giełd.
Według doniesień branżowych administracja Donalda Trumpa rozważa różne sposoby ograniczenia wzrostu cen energii po eskalacji konfliktu z Iranem. Wśród analizowanych opcji pojawiła się również możliwość działań na rynku futures – czyli miejscu, gdzie powstaje globalna referencyjna cena ropy.Dla wielu uczestników rynku byłby to krok bez precedensu.
Szef największej giełdy ostrzega przed „biblijną katastrofą”
Najostrzejsze ostrzeżenie padło ze strony CME Group, operatora giełdy, na której handluje się amerykańskimi kontraktami na ropę. Jej dyrektor generalny, Terry Duffy, podczas konferencji branżowej w Boca Raton na Florydzie ostrzegł, że bezpośrednia ingerencja rządu w rynek instrumentów pochodnych mogłaby poważnie podważyć zaufanie inwestorów.
Według niego próba obniżenia cen ropy poprzez działania na rynku kontraktów terminowych groziłaby utratą wiary w mechanizm ustalania ceny najważniejszych surowców. W takiej sytuacji – jak podkreślił skutki dla rynku mogłyby być wręcz katastrofalne.
Jego zdaniem rynki finansowe bardzo źle reagują na sytuacje, w których rządy próbują bezpośrednio wpływać na wyceny aktywów. Administracja w Waszyngtonie znalazła się pod silną presją polityczną po gwałtownym wzroście cen ropy. Konflikt z Iranem oraz ataki na statki w rejonie Zatoki Perskiej doprowadziły do poważnych zakłóceń w globalnym transporcie surowca.
Jedną z pierwszych decyzji rządu było uwolnienie dużej ilości ropy z rezerw strategicznych. W środę ogłoszono wypuszczenie milionów baryłek ze Strategic Petroleum Reserve, co miało złagodzić presję cenową na rynku paliw. Analitycy wskazują jednak, że administracja rozważa także inne narzędzia ochrony amerykańskich konsumentów. Wśród pomysłów pojawiają się m.in.:
- tymczasowe zawieszenie federalnego podatku od benzyny,
- poluzowanie części regulacji środowiskowych dotyczących paliw,
- czasowe ograniczenie eksportu amerykańskiej ropy.
Największe emocje budzi jednak scenariusz ingerencji w rynek kontraktów terminowych. To byłoby bezprecedensowym wydarzeniem.
Spekulacje o tajemniczych transakcjach i stanowisko USA
W ostatnich dniach wśród traderów pojawiły się nawet plotki, że rząd mógł już nieoficjalnie pojawić się na rynku kontraktów.
Do spekulacji przyczyniła się wyjątkowo nerwowa zmienność cen ropy. W poniedziałek cena Brent skoczyła do niemal 120 dolarów za baryłkę, po czym gwałtownie spadła poniżej 100 dolarów. Tak duże ruchy w krótkim czasie wywołały pytania o to, kto stoi za serią dużych zleceń sprzedaży.
Tim Skirrow z firmy analitycznej Energy Aspects przyznał, że w ostatnich dniach konsultanci byli zasypywani pytaniami klientów próbujących ustalić tożsamość dużego sprzedającego na rynku. Według niego część uczestników rynku zaczęła spekulować, że mógł to być amerykański Departament Skarbu. Na razie nie ma jednak żadnych dowodów potwierdzających taki scenariusz.
Amerykański Departament Skarbu odmówił publicznego komentowania spekulacji. Osoba zaznajomiona ze stanowiskiem sekretarza skarbu Scott Bessent twierdzi jednak, że resort nie ingerował w handel kontraktami na ropę.
Podobne stanowisko zajął Departament Energii. Jego rzecznik podkreślił, że resort nie uczestniczył w żadnym handlu instrumentami pochodnymi na rynku ropy ani nie doradzał innym instytucjom rządowym w tym zakresie.
Rynek energii działa dziś w trybie kryzysowym
Niepokój inwestorów jest zrozumiały. Konflikt na Bliskim Wschodzie spowodował poważne zakłócenia w żegludze w rejonie Cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych punktów transportu ropy na świecie.
W ostatnich dniach dodatkowe zamieszanie wywołał wpis na platformie X opublikowany przez sekretarza energii Chris Wright. Napisał on, że amerykańska marynarka wojenna eskortowała tankowiec przez cieśninę. Informacja została jednak szybko usunięta, a Biały Dom zaprzeczył, by taka operacja miała miejsce. Zamieszanie tylko zwiększyło nerwowość na rynku.
Analityk londyńskiego brokera PVM, John Evans, zwrócił uwagę, że trudno jednoznacznie ocenić, czy był to zwykły błąd komunikacyjny, czy coś bardziej niepokojącego. Sam Wright później przyznał, że ewentualne eskorty tankowców przez amerykańską flotę raczej nie rozpoczną się przed końcem miesiąca.
Dlaczego ingerencja w rynek futures byłaby tak ryzykowna
Z punktu widzenia traderów kontrakty terminowe na ropę pełnią kluczową funkcję w globalnym systemie energetycznym. To dzięki nim rafinerie, linie lotnicze czy producenci mogą zabezpieczać się przed nagłymi zmianami cen. Dlatego ingerencja rządu w ten mechanizm mogłaby podważyć podstawy działania rynku.
Eksperci z firmy konsultingowej Rapidan Energy Group, założonej przez byłego doradcę energetycznego Białego Domu Bob McNally, podkreślają, że sprzedaż kontraktów futures przez Departament Skarbu byłaby działaniem bez precedensu. Jednocześnie w obecnej atmosferze paniki rynkowej – jak przyznają – takiego scenariusza nie można całkowicie wykluczyć.
Na razie administracja USA oficjalnie zaprzecza, że planuje bezpośrednią ingerencję w handel kontraktami na ropę. Jednak sam fakt, że taki pomysł pojawił się w publicznej debacie, pokazuje skalę napięcia na rynku energii. Dla inwestorów najważniejsza pozostaje jedna zmienna – rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Jeśli zakłócenia transportu ropy w rejonie Cieśniny Ormuz będą się utrzymywać przez kolejne miesiące, ceny energii mogą jeszcze mocno wzrosnąć. A w takim środowisku presja polityczna na działania nadzwyczajne prawdopodobnie tylko się zwiększy.