Cła rzędu 50 proc., przerwane negocjacje. Wraca wojna handlowa USA-Kanada

W nocy z piątku na sobotę Stany Zjednoczone nałożyły dodatkowe cła w wysokości 50 proc. na kanadyjskie towary o wartości 20 miliardów dolarów. Kanada zareagowała zapowiedzią odwetowych ceł w formule „dolar za dolara” na amerykańskie produkty. To efekt tego, że kraje te zdołały uwieńczyć sukcesem trwających od tygodni negocjacji w sprawach handlowych – tym samym USA znalazły się ze swoim północnym sąsiadem w stanie efektywnej wojny handlowej.

Decyzję o cłach Donald Trump ogłosił już daleko wcześniej, bo 20 lipca tego roku, w formie trzech proklamacji prezydenckich. Pozostawała ona jedna w zawieszeniu w oczekiwaniu na wynik rozmów. Niepowodzenie tych negocjacji stanowi pewne zaskoczenie, bowiem jeszcze kilka dni wcześniej pojawiały się sygnały, że porozumienie jest niemal gotowe. Jednak po zerwaniu w piątek rozmów – jak twierdzą USA, doszło do tego w wyniku odrzucenia przez Kanadyjczyków warunków uzgodnionych już uprzednio warunków – zaporowe cła weszły w życie.

USA i Kanada już się nie „lubią”

Administracja USA sięgnęła przy tym po rzadko stosowane przepisy Artykułu 338 ustawy Smoota-Hawleya z 1930 roku, która autoryzuje nakładanie ceł sięgających właśnie 50 procent na kraje oskarżane o dyskryminację amerykańskich towarów. Nowe cła objęły szeroką gamę dóbr, od sprzętu sportowego przez artykuły medyczne, komponenty przemysłowe, cement, wino, odzież, meble, drewno po stal i aluminium. Te ostatnie już wcześniej objęte były oddzielnymi cłami na poziomie 15-50 proc. Strona amerykańska wyłączyła z ceł kluczowe surowce strategiczne oraz minerały krytyczne.

Kanada, nie mogąc liczyć na ustępstwa, ogłosiła natychmiastowe wprowadzenie własnych barier celnych, a także zamknięcie konsulatu USA w Winnipegu – co stanowi gest o znaczeniu bardziej politycznym i symbolicznym niż gospodarczym. Premier Mark Carney zapowiedział, że retorsyjne cła na amerykańskie towary wejdą w życie 8 września 2026 roku i będą realizowane zasadą „dolar za dolara”. Kanadyjskie ciężary obejmą nabiał, sprzęt AGD, maszyny rolnicze, papier oraz elektronikę – to sektory, w których USA tradycyjnie dominowały w bilansie handlowym z Kanadą.

Kurs na zderzenie

Przyczyną fiaska miały być nie tyle same stawki celne, co warunki, co ustępstwa ekonomiczne, jakich dodatkowo zażądała Kanada, oraz warunki pozaekonomiczne, jakie postawiły jej Stany Zjednoczone. Sytuację pogarsza fakt, że od 1 lipca 2026 roku USA formalnie zrezygnowały z automatycznego przedłużenia umowy USMCA. Oznacza to, że porozumienie będzie podlegało corocznym przeglądom, a każda ze stron może je wypowiedzieć z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem. To otwiera drzwi do dalszej eskalacji, zwłaszcza że i Ottawa, i Waszyngton sygnalizują, że nie zamierzają ustępować.

Konsekwencje będą odczuwalne po obu stronach granicy. Dla Kanady 50-proc. cła to realne zagrożenie dla miejsc pracy w przemyśle, zwłaszcza że wiele fabryk (np. motoryzacyjnych) produkuje tam głównie na eksport do USA. Już teraz 40 proc. kanadyjskich producentów rozważa przeniesienie produkcji do USA, a bank centralny Kanady ostrzega przed „kaskadą zdarzeń”, mogących wywołać załamanie zaufania inwestorów i wyprzedaż aktywów. Dla USA natomiast nowe cła to ryzyko podwyżek cen dla konsumentów, zwłaszcza w sektorach zależnych od kanadyjskich surowców i półfabrykatów – w dodatku tuż przed wyborami.