Chińska kontrola nad Kanałem Panamskim – niekonstytucyjna. Najnowszy akt geopolitycznej batalii, triumf doktryny „Donroe”

Sąd Najwyższy Panamy orzekł, że przedłużenie kontraktu, na mocy którego Kanał Panamski oddano w zarząd spółki zależnej od hongkońskiego koncernu CK Hutchison – uważanego z kolei za reprezentanta interesów Pekinu – jest niekonstytucyjne. Decyzja ta może sporo namieszać w geopolitycznej grze Chin obliczonej na ekspansję inwestycyjną i przemysłową (a przynajmniej z początku taką) w tym strategicznym punkcie globalnego handlu morskiego. Jednocześnie została przyjęta z jawnym zadowoleniem, i słabo skrywaną ulgą, w Waszyngtonie.

Z punktu widzenia prawnego, orzeczenie Sądu Najwyższego opiera się na analizie nieprawidłowości proceduralnych. Sąd wskazał na brak odpowiedniej autoryzacji do przyznania kontraktu, nieuczciwe warunki opłat koncesyjnych oraz stratę dla skarbu państwa szacowaną na 1,3 mld dol. Te wnioski były z kolei pochodną audytu, który rząd Panamy zainicjował pod naciskiem USA. Wyrok otwiera drogę do renegocjacji lub rozwiązania umowy z CK Hutchison – co komplikuje i tak już wyjątkowo zabagnioną sytuację dot. obecnego stanu prawnego Kanału.

Cud inżynierii, łączący oceany

Kanał Panamski, zbudowany przez Stany Zjednoczone na początku XX w. i przekazany Panamie w 1999 r. na mocy umowy Torrijos-Carter, pozostaje kluczowym węzłem logistycznym, przez który przepływa około 5 proc. światowego handlu morskiego. Przekazanie to oceniane jest dziś przez Donalda Turmpa jako przejaw bezprzykładnej głupoty i próżności poprzednich amerykańskich administracji, które dopuściły do wyzbycia się kontroli nad tak krytycznie ważnym obiektem w zasadzie bez powodu (wyjąwszy pochwalne nagłówki w mediach oraz uściski dłoni zagranicznych polityków).

Krytyka amerykańskiego prezydenta, pomimo typowej dla niego, niezbyt dyplomatycznej formy, nie jest zupełnie bezzasadna – o tyle, że w ciągu dwóch dekad od jego oddania, Kanał Panamski zdążył dostać się pod pośrednią kontrolę Chin. Kraj ten, którego flota jest notabene drugim co do wielkości użytkownikiem tej arterii, wykazywał wyjątkowe zainteresowanie „inwestycyjne” tym tematem. Już od 1997 r. porty Balboa i Cristóbal, zlokalizowane po obu końcach kanału, są zarządzane przez Panama Ports Company, w której CK Hutchison posiada 90 proc. udziałów.

Przedłużenie koncesji na 25 lat, zatwierdzone w 2021 r. i sfinalizowane w 2023 r., dawało chińskiemu podmiotowi de facto kontrolę nad operacjami portowymi Kanału, co wywołało alarm w Waszyngtonie, sprowadzający się do prostej konkluzji: Chiny dążą do tego, aby „zostać” w Panamie na stałe. Stąd też, gdy tylko Trump ponownie objął władzę, a nawet jeszcze przedtem, ogłosił, że warunki, na jakich Stany Zjednoczone oddały Kanał Panamski miejscowym władzom zostały złamane – i w związku z tym zamierzają one ponownie rozciągnąć nad nim swoją kontrolę.

Czyj będzie Kanał Panamski

Stąd też pierwsze miesiące 2025 roku stanowiły serię zwrotów akcji, zawoalowanych gróźb, nacisków, negocjacji i zabiegów. Administracja Trumpa doszła z rządem Panamy do ogólnego porozumienia, w ramach którego Kanał, przedmiot narodowej dumy oraz kluczowe źródło przychodów dla tego niewielkiego kraju, pozostanie pod lokalną administracją. W zamian za to, USA obejmą swymi „gwarancjami” bezpieczeństwo tej arterii, zyskując prawo do interwencji w przypadku zagrożenia tegoż. Przede wszystkim zaś, Waszyngton wymógł wspomniane wyrugowanie wpływów chińskich.

Starania te doprowadziły do wynegocjowania sprzedaży udziałów CK Hutchison międzynarodowemu konsorcjum pod przewodnictwem (co nieco zaskakujące) funduszu BlackRock – amerykańskiego, ale pozostającego raczej w chłodnych stosunkach z administracją Trumpa. Naturalnie Pekin zareagował na to gwałtownym oporem. I choć nie ma on (jeszcze) jurysdykcji prawnej nad Kanałem, to tamtejsze przepisy umożliwiają komunistycznym władzom ingerencję w sprawy podmiotów gospodarczych, nawet tych zagranicznych – w tym także zmuszenie CK Hutchison do odstąpienia od umowy.

I w tym własnie kontekście należy interpretować decyzję panamskiego Sądu Najwyższego – która stanowić może antidotum na obstrukcję chińskich władz. Innymi słowy, jeśli te nie dopuszczą do sprzedaży udziałów w Panama Ports Company, te mogą zostać po prostu zajęte, zamrożone lub znacjonalizowane. To z kolei osłabia chińską strategię „Pasa i Szlaku” w regionie, gdzie ekin kontroluje już znaczące aktywa w Nikaragui i Wenezueli – choć te drugie, biorąc pod uwagę rozwój wypadków w tym kraju, też może być zmuszony spisać na straty.

Skuteczny gambit – acz jeszcze nie szach

Orzeczenie to wpisuje się w szerszy kontekst działań USA w celu wzmocnienia swych nadwątlonych wpływów półkuli zachodniej. Nawiązuje do historycznej Doktryny Monroe’a z 1823 r., która zakładała izolacjonizm w stosunku do spraw innych kontynentów, zarazem wykluczając wpływy mocarstw zewnętrznych w sprawy Ameryk. Administracja Trumpa, naciskając na Panamę, w tym groźbami interwencji militarnej (na wzór inwazji z 1989 r.). promowała hybrydową koncepcję Doktryny „Donroe’a” – połączenia elementów doktryny Monroe’a z polityką „America First”.

W tym przypadku – skutecznie, choć naturalnie nie kończy to gry i geopolitycznej batalii o Kanał Panamski. Obydwa imperia zainwestowały w nią za dużo, by po prostu kwestię odpuścić.