Ceny ropy mocno spadły. Rynek gra pod porozumienie w Cieśninie Ormuz?

Ropa zmierza do ponad 9-procentowego tygodniowego spadku, ponieważ inwestorzy coraz mocniej zakładają, że Iran i państwa Zatoki znajdą sposób na częściowe ponowne otwarcie cieśniny Ormuz. Brent kosztował w piątek około 81,8 dolara za baryłkę, a WTI 76,8 dolara, choć jeszcze 23 lipca Brent zbliżał się do 100 dolarów. Problem polega na tym, że fizyczny rynek ropy nadal wygląda znacznie ciaśniej niż sugerują ceny kontraktów: ruch statków maleje, armatorzy unikają regionu, a zapasy produktów paliwowych pozostają napięte.

Najważniejsze fakty

  • Brent i WTI zmierzają do tygodniowej przeceny przekraczającej 9%, ponieważ rynek zakłada postęp w rozmowach dotyczących Ormuz.
  • Od poniedziałku do czwartku przez cieśninę przepłynęły tylko 33 jednostki wobec 50 tydzień wcześniej i około 130–140 tygodniowo przed wojną.
  • Iran chce pobierać od statków opłatę równą 5–7% wartości ładunku, Oman proponuje około 3%, a USA sprzeciwiają się jakimkolwiek opłatom.

Rynek wycenia porozumienie, którego szczegóły nadal są niejasne

Bezpośrednim powodem przeceny jest nadzieja na tymczasowe porozumienie umożliwiające zwiększenie ruchu przez Ormuz i rozpoczęcie szerszych negocjacji w sprawie zakończenia wojny z Iranem. W piątek Brent spadał o około 0,9% do 81,79 dolara, a WTI o 0,7% do 76,76 dolara. Dzień wcześniej ropa podrożała jednak o ponad 3 dolary po informacjach, że Iran rozważa zakaz przepływu jednostek amerykańskich i izraelskich.

Najbardziej kontrowersyjny element negocjacji dotyczy kontroli nad samą cieśniną. Według źródeł Reutersa proponowane rozwiązanie mogłoby dać Iranowi istotny wpływ na statki wpływające do Zatoki, a Teheran twierdzi, że zarówno ruch do wewnątrz, jak i na zewnątrz mógłby odbywać się przez irańskie wody. Byłaby to poważna zmiana względem sytuacji sprzed konfliktu, kiedy szlak był dostępny bez podobnych opłat i kontroli.

Problem jest również praktyczny. Amerykańskie sankcje oraz warunki polis ubezpieczeniowych mogą utrudnić dokonywanie płatności na rzecz Iranu. Dlatego nawet polityczne porozumienie nie oznacza automatycznie, że armatorzy następnego dnia zaczną masowo wysyłać tankowce przez cieśninę.

Statki nie wracają, mimo ogromnych rabatów

Dane o realnym ruchu morskim nie potwierdzają jeszcze optymizmu widocznego na rynku kontraktów terminowych. W pierwszych czterech dniach tygodnia przez Ormuz przepłynęły 33 jednostki, wobec 50 w analogicznym okresie poprzedniego tygodnia. Tylko w czwartek cieśninę pokonały cztery statki.

Jednym z nich był supertankowiec Nissos Kea przewożący około 2 mln baryłek irackiej ropy Basrah. W całym tygodniu z cieśniny wypłynęło jednak tylko sześć tankowców z ropą, podczas gdy 21 jednostek wpłynęło do Zatoki, w większości korzystając z irańskiej trasy.

Skala niepewności jest dobrze widoczna w Iraku. Państwowy SOMO oferuje odbiorcom Basrah Heavy i Basrah Medium z rabatem sięgającym niemal 30 dolarów za baryłkę. Chińskie i indyjskie rafinerie wykazały zainteresowanie, ale według źródeł żaden statek nie został jeszcze zakontraktowany, ponieważ armatorzy boją się wejścia do cieśniny.

Co ważne, spadek cen kontraktów nie oznacza jeszcze normalizacji fizycznego rynku. Dopiero trwały wzrost liczby statków, spadek kosztów ubezpieczenia i powrót regularnych dostaw pokażą, że ryzyko rzeczywiście maleje.

Drugiego „potopu ropy” może już nie być

Po czerwcowym zawieszeniu broni za cieśniną znajdowało się około 150 mln baryłek ropy zgromadzonych na setkach statków. W ciągu następnego miesiąca około 70 mln baryłek ropy i produktów paliwowych opuściło Zatokę, tworząc krótkotrwały impuls podażowy i obniżając ceny.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. W regionie pozostało około 80 mln baryłek zapasów pływających, więc nawet szybkie otwarcie Ormuz nie wywoła równie dużej fali dostaw. Potwierdza to krzywa terminowa Brent: kontrakt październikowy kosztuje około 1,50 dolara więcej niż listopadowy. Taka backwardation wskazuje, że rynek nadal płaci premię za ropę dostępną natychmiast.

Jeszcze wyraźniejsze napięcie występuje na rynku diesla. Marże rafineryjne osiągnęły 31 lipca rekordowe 75 dolarów na baryłce, a choć spadły później w okolice 63 dolarów, nadal pozostają ponad 50% wyżej niż w połowie czerwca. Ograniczona dostępność diesla oznacza, że samo zwiększenie eksportu ropy nie rozwiąże szybko problemów transportu, przemysłu i rolnictwa.

Ropa może szybko wrócić do 90 dolarów, jeśli rozmowy zawiodą

Rynek ignoruje również rosnące ryzyko w innych szlakach transportowych. Huti ograniczają ruch przez Morze Czerwone, które po zamknięciu Ormuz stało się kluczową alternatywą dla Arabii Saudyjskiej. Tą drogą kraj był w stanie eksportować ponad 4 mln baryłek dziennie, czyli około 60% przepływów sprzed wojny.

Saudi Arabia ostrzega jednocześnie przed możliwymi atakami na infrastrukturę energetyczną, porty i lotniska, a ataki dronów na Morzu Czarnym ograniczyły w lipcu nawet jedną piątą załadunków ropy przez Caspian Pipeline Consortium. Ryzyko podażowe nie zniknęło więc wraz ze spadkiem Brent poniżej 82 dolarów.

Dla inwestorów to szczególnie ważne przed kolejnymi danymi inflacyjnymi z USA. Tańsza ropa może obniżyć oczekiwania dotyczące cen i wspierać akcje oraz obligacje. Jeśli jednak negocjacje zakończą się fiaskiem, rynek będzie musiał ponownie wycenić nie tylko Ormuz, ale również coraz mniejsze zapasy i napięty rynek paliw. Dzisiejsze 80 dolarów za baryłkę jest więc bardziej zakładem na skuteczność dyplomacji niż dowodem, że kryzys energetyczny został rozwiązany.