W ostatnich tygodniach rynki upewniły się, że nowym szefem Fed, zastępującym Jerome’a Powella w maju 2026 roku będzie Kevin Hassett. Ale Donald Trump rozpoczyna ostatnią rundę rozmów przed wyborem nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej.
Ku zaskoczeniu, w tym tygodniu w Białym Domu pojawi się Rick Rieder. To szef działu globalnych inwestycji obligacyjnych w BlackRock, największym na świecie funduszu inwestycyjnym. BlackRock kontroluje ponad 13,52 bilionów dolarów.
Rieder to dziś kolejny kandydat do objęcia najważniejszego stanowiska w amerykańskiej polityce pieniężnej… A dla BlackRock i jego twórcy, Larry’ego Finka opcja 'bezpośrednie kontaktu’ na szczytach polityki monetarnej.
Rozmowa z Riederem ma odbyć się w czwartek i będzie prowadzona w wąskim, decyzyjnym gronie. Oprócz prezydenta Trumpa wezmą w niej udział m.in. szefowa sztabu Susie Wiles, sekretarz skarbu Scott Bessent oraz wiceszef gabinetu Dan Scavino.
Według źródeł administracji ma to być czwarty i zarazem ostatni wywiad w procesie selekcji następcy Jerome’a Powella, którego kadencja na stanowisku przewodniczącego Fed kończy się dokładnie 15 maja, tego roku. Nagle rynek zaczął oceniać wyższe szanse Riedera na fotel szefa Rezerwy Federalnej.
Człowiek rynków, nie banku
Rick Rieder to postać dobrze znana Wall Street, choć dotąd stojąca raczej po drugiej stronie barykady niż bank centralny. Jako główny inwestor obligacyjny BlackRocka zarządzał jednymi z największych portfeli długu na świecie i przez lata uchodził za jednego z najbardziej wpływowych komentatorów globalnej polityki monetarnej. Jego ewentualna nominacja byłaby wyraźnym sygnałem, że Trump rozważa oddanie sterów Fed osobie o silnie rynkowym, a nie instytucjonalnym rodowodzie.
Na krótkiej liście kandydatów pozostają także byli i obecni decydenci z Waszyngtonu: były gubernator Fed Kevin Warsh, dyrektor Narodowej Rady Gospodarczej Kevin Hassett… Oraz urzędujący członek zarządu Fed Christopher Waller. Prezydent zapowiedział, że decyzję ogłosi jeszcze w styczniu. Rynki czekają na nią z zapartym tchem.
Polityka pieniężna pod presją
Wybór nowego szefa Fed odbywa się w wyjątkowo napiętym momencie. Tempo wzrostu gospodarczego w USA hamuje, ale pozostaje solidne. Jednak rynek pracy nieco wytracił impet, a presja polityczna na luzowanie polityki pieniężnej narasta, mimo podwyższonej inflacji. W administracji Trumpa coraz głośniej słychać głosy, że obecny poziom stóp procentowych pozostaje zbyt restrykcyjny.
Dobitnie wyraził to Stephen Miran, przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych, którego kadencja w Fed wygasa z końcem stycznia. Miran otwarcie mówi o potrzebie agresywnych obniżek stóp – nawet o ponad 100 punktów bazowych w skali rok… Argumentując, że obecna polityka dławi wzrost gospodarczy.
To właśnie wygasająca kadencja Mirana może otworzyć Trumpowi techniczną drogę do powołania nowego przewodniczącego spoza obecnego składu Rady Gubernatorów Fed, jeśli zdecyduje się na taki ruch. Mimo medialnego zainteresowania, rynki zakładów politycznych pozostają na ten moment sceptyczne.
Platforma Kalshi wycenia obecnie szanse Ricka Riedera na nominację na zaledwie 4%, czyniąc go outsiderem na tym etapie wyścigu. Faworytami pozostają kandydaci z wcześniejszym doświadczeniem w samej Rezerwie Federalnej. Nie zmienia to faktu, że sam udział szefa BlackRocka w finałowej rundzie rozmów jest sygnałem, iż Trump poważnie rozważa zmianę filozofii prowadzenia polityki pieniężnej. Ale Trump lubi otaczać się 'praktykami’. Dowodem tego jest Scott Bessent w roli sekretarza skarbu USA.