Banki w Ugandzie protestuje przeciw nowym przepisom, które zamarzyły sobie wprowadzić tamtejsze władze. Chodzi o projekt ustawy o ochronie suwerenności kraju przedstawiony parlamentowi w Kampali w połowie kwietnia tego roku. Co do zasady przepisy takie nie byłyby niczym nadzwyczajnym – większość krajów (przynajmniej tych traktujących się poważnie) ma w swym obrocie prawnym przepisy, które zapobiegać mają przed ingerencją ze strony podmiotów i państw trzecich. Clou w tym, jak skonstruowano przepisy ugandyjskie – w ten mianowicie sposób, że mogą one zdusić płynność obiegu finansowego.
Wspomniana ustawa nakłada bowiem obowiązek rejestracji jako „agenta zagranicznego” na wszystkie osoby fizyczne i podmioty gospodarcze otrzymujące środki z zagranicy. Wszystkie. Definicja obejmuje nie tylko pseudo-niezależne „organizacje pozarządowe”, często wykorzystywane do promowania określonych interesów, ale każdego, którego działalność jest bezpośrednio lub pośrednio nadzorowana, kierowana, kontrolowana, finansowana albo subsydiowana przez cudzoziemca – w tym obywatela Ugandy przebywającego za granicą, zagraniczne instytucje lub podmioty wskazane przez ministra.
Finansowa tyrania regulacyjna
Ustawa nie przewiduje żadnych wyłączeń dla transferów realizowanych na rzecz osób fizycznych. W 2025 r. wpływy z przekazów pieniężnych z zagranicy wyniosły 2,5 mld USD, co odpowiadało 3,8 proc. PKB Ugandy. Zarejestrowano ponad 16 mln transakcji o średniej wartości 152 USD. Największy udział miały przekazy z USA (702 mln USD, czyli 28 proc. całości), Arabii Saudyjskiej, Wielkiej Brytanii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kanady. Dane te pochodzą z ulepszonego systemu raportowania wdrożonego przez Bank Ugandy we współpracy z organizacjami międzynarodowymi w czerwcu 2025 r.
W efekcie akt ten może katastrofalnie ugodzić nie tylko NGO-sy, stowarzyszenia czy korporacje, ale nawet w prywatne osoby otrzymujące relatywnie mikroskopijne przelewy środków zza granicy (np. od członków rodziny na emigracji czy od zdalnego pracodawcy). Rejestracji dokonuje się w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych; wnioskodawca musi ujawnić szczegółowe informacje o źródłach finansowania i charakterze działalności, co już na wstępie odziera nawet niewinne podmioty z jakiejkolwiek poufności. Certyfikat rejestracyjny jest ważny przez dwa lata i może zostać zawieszony lub cofnięty.
Podmioty nadzorowane realizujący transfery transgraniczne, nie mogą dokonać wypłaty środków, dopóki odbiorca nie złoży deklaracji źródeł finansowania i nie przedłoży dowodu rejestracji. Ponadto muszą one składać comiesięczne raporty do ministerstwa dotyczące wszystkich transferów na rzecz zarejestrowanych agentów. Za naruszenie grozi kara grzywny do 200 tys. punktów walutowych (ok. 1,063 mln USD). Niezarejestrowanie się jako agent zagraniczny podlega karze grzywny do 50 tys. punktów lub 10 lat więzienia, albo obu karom łącznie. Środki wypłacone bez wymaganych zatwierdzeń podlegają konfiskacie.
Banki chcą swego – i tylko swego
Słowem, ustawa wprowadza biurokratyczny koszmar, który w praktyce uniemożliwia – biorąc pod uwagę tempo operacji – prowadzenie codziennej działalności gospodarczej o ekspozycji międzynarodowej i realnie odcina rodzime rynki finansowe od światowego obiegu. Co w tej sytuacji oczywiste, wywołała ona z miejsca protesty kręgów gospodarczych, nawet w tak, nazwijmy to, niesłynącym ze swobód politycznych kraju jak Uganda. Ugandyjskie banki, zrzeszone w Uganda Bankers Association (UBA), przekazały prokuratorowi generalnemu formalne stanowisko zawierające siedem szczegółowych zastrzeżeń.
Wskazują one na ryzyko podwójnego licencjonowania – instytucje są już regulowane przez Bank Ugandy oraz Urząd ds. Rynków Kapitałowych. Co najważniejsze, UBA wnioskuje o wyłączenie wszystkich instytucji finansowych licencjonowanych przez te organy z definicji „agenta zagranicznego”, o zwolnienie rutynowych operacji bankowych spod obowiązku weryfikacji deklaracji oraz miesięcznego raportowania, a także o podniesienie progów finansowania zagranicznego. Podnosi ponadto kwestię ograniczonej ważności certyfikatów i ryzyka przerwania ciągłości działalności.
Co jednak rzuca się w oczy – ugandyjskie banki nie protestują przeciwko ustawie jako takiej, jeśli tylko nie dotknie ich ona bezpośrednio. Trudno w tym kontekście pozbyć się podejrzenia, że sektorowi bankowemu przepisy te nawet mogą się podobać (o ile oczywiście sam zostanie on zeń wyłączony) – przepisy w praktyce zablokowałyby bowiem normalne kanały przepływów finansowych dla indywidualnych odbiorców, których ilość w Ugandzie jest znacząca ze względu na skalę emigracji zarobkowej (zresztą wychwalanej przez same władze, które najwyraźniej nie przewidziały konsekwencji własnej ustawy).
Pozostawałaby jedynie możliwość transferu realizowanego poprzez same, uprzywilejowane banki…