Bank Światowy ogłasza nową strategię dla najmniejszych gospodarek świata. Chodzi głównie o państwa wyspiarskie i kraje, które mają jedną wspólną cechę. To najmniejszy margines błędu, gdy coś nieoczekiwanie nagle się sypie. Temat pojawił się przy okazji zamkniętego spotkania ministrów finansów i banków centralnych z około 50 państw podczas wiosennych obrad MFW i Banku Światowego w Waszyngtonie.
Najsłabsi zawsze dostają pierwsi. Bank Światowy na ratunek
Problem jest prosty: małe gospodarki nie mają buforów. Nie mają dużego rynku, nie mają zaplecza przemysłowego, często jadą na turystyce, importują energię. I teraz wyobraź sobie, co się dzieje, gdy przychodzi huragan, ceny paliw nagle wystrzeliwują albo turystyka siada z miesiąca na miesiąc. To nie jest spowolnienie. W ich przypadku to twardy reset.
Bank Światowy sam przyznaje, że jeden taki cios potrafi wymazać miesiące czy lata inwestycji w kilka dni. I to jest zasadnicza różnica między nimi a dużymi gospodarkami.
Plan wygląda dobrze. Pytanie, co jest pod spodem
Oficjalnie wszystko brzmi znajomo: więcej inwestycji prywatnych, prostsze przepisy, wsparcie dla firm i tworzenie miejsc pracy.
Do tego klasyczny zestaw sektorów. Energetyka, infrastruktura, zdrowie, małe biznesy. Tyle że jest jeden detal, który dużo mówi o skali problemu. Koszt działania w takich krajach potrafi być nawet cztery razy wyższy niż w większych gospodarkach. Cztery razy. To oznacza, że każdy projekt jest trudniejszy, droższy i bardziej ryzykowny. Dlatego Bank chce teraz kombinować: więcej elastycznego finansowania, mniej biurokracji, więcej partnerstw.
To nie jest tylko plan na papierze. W Tonga rusza na przykład projekt dotyczący odporności infrastruktury, realizowany wspólnie z Azjatyckim Bankiem Rozwoju. Podobne schematy mają pojawić się na Karaibach.
Z kolei w Botswanie udało się postawić dużą elektrownię słoneczną z udziałem prywatnego kapitału, przy wsparciu International Finance Corporation. Do tego dochodzą projekty magazynowania energii, które mają sens tylko wtedy, gdy myślisz o długoterminowej stabilności systemu.
Czytaj więcej w dziale gospodarka:
Trump ogłasza koniec wojny z Iranem, ropa nurkuje, a giełdy wystrzeliwują w górę
10 statków w 4 dni. Iran wstrzymuje eksport petrochemiczny, grozi kolejną blokadą
To nie wygląda jak przypadek
I tu dochodzimy do najciekawszego momentu. Bo takie działania rzadko pojawiają się „ot tak”. Zwłaszcza na poziomie Banku Światowego. Oficjalnie chodzi o rozwój, miejsca pracy i stabilność. Nieoficjalnie? To wygląda jak zabezpieczanie najbardziej wrażliwych punktów globalnej gospodarki.
Ostatnie lata pokazały, że kryzysy nie rozkładają się równomiernie. Najpierw uderzają w najsłabszych. Dlatego ruch ten można czytać na dwa sposoby. Albo jako standardowy program wsparcia. Albo jako sygnał, że ktoś na górze widzi ryzyko, które dopiero zaczyna się materializować. I próbuje je zdusić, zanim zrobi się naprawdę poważnie.