Koncern Apple chce kupić chipy. Te, których mu nie wolno – czyli chińskich. Firma właśnie złożyła formalny wniosek – poprzedzony, wedle doniesień prasowych, nieformalnym lobbingiem – o zgodę z Białego Domu na pozyskiwanie podzespołów produkowanych przez ChangXin Memory Technologies (CXMT). Rzecz w tym, że ta ostatnia firma znajduje się na czarnej liście Pentagonu – tzw. liście 1260H – z powodu bardzo prawdopodobnych powiązań z chińską armią, oraz związanego z tym zagrożenia dla „bezpieczeństwa informacyjnego” (czytaj: realnej groźby szpiegostwa elektronicznego). Jednak dla Apple’a większym zmartwieniem niż zmagania wywiadowcze między USA i ChRL jest sytuacja na rynku pamięci.
Sytuacja ta jest bowiem tragiczna, jeśli chodzi o koszty. W pierwszym kwartale b.r. ceny kontraktowe DRAM wzrosły o 90–95% kw./kw., w drugim prognozuje się kolejny wzrost, rzędu 58–63%. NAND Flash podrożał o 55–60%, zaś w kolejnym kwartale oczekuje się skoku o 70–75%. Analitycy przewidują, że w całym 2026 roku ceny DRAM mogą wzrosnąć o 125%, zaś NAND – o 234%. Przyczyną jest masowe przeorientowanie mocy produkcyjnych na pamięci HBM dla centrów danych AI, co drastycznie ogranicza podaż standardowych chipów. Apple, które podniosło ceny MacBooków i iPadów o 17–25% z powodu kosztów komponentów, szuka więc tańszej alternatywy – nawet kosztem ryzyka związanego z bezpieczeństwem i reputacją.
Tę alternatywę znaleziono oczywiście w Chinach, tj. u głównego niewykorzystanego dotąd – ze względów prawno-politycznych – źródła.
Z jakim się wdajesz, takim się stajesz
CXMT, największy chiński producent pamięci DRAM, został zidentyfikowany przez Pentagon jako podmiot powiązany z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą, a także innymi organami komunistycznych Chin, jak np. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego – i wpisany na listę 1260H, czyli zagrożeń dla łańcucha dostaw. Został zresztą wpisany na nią już dwukrotnie – po tym, jak w lutym, w atmosferze pewnej dezorientacji (czyżby pod wpływem działań lobbingowych…?) go z niej wykreślono. Na krótko jednak, bowiem szybko trafił tam ponownie. Obecność na liście 1260H formalnie nie stanowi przy tym objęcia danej firmy sankcjami ani zakazu współpracy handlowej z nią. Przynajmniej w teorii.
Oznacza to jednak, że Departament Wojny i inne federalne instytucje wykluczają taką współpracę w przypadku własnych kontraktów, i to w obrębie całego łańcucha dostaw. W praktyce zatem, dowolne zakupy lub inna współpraca z podmiotem figurującym na liście oznacza nie tylko uniemożliwienie ubiegania się o kontrakty rządowe, ale też w praktyce odcięcie od współpracy z większością amerykańskiego sektora prywatnego – tą, która bądź to takie kontrakty realizuje, bądź to dostarcza produkty tym, którzy to czynią. W przypadku Apple korzystanie z podzespołów firm na liście oznaczałoby, że, przykładowo, jego produkty nie mogłyby być używane w administracji federalnej – lub jakiejkolwiek firmie z tą administracją współpracującej.
Apple wierzy w swoją wyjątkowość?
Choć formalnie CXMT nie znajduje się jeszcze na najsurowszej liście handlowej (Entity List) – co oznacza zakaz współpracy z danym podmiotem bez specjalnej i trudnej do uzyskania licencji – to jego status „chińskiej firmy wojskowej” oznacza, że w praktyce amerykańskie firmy, kupując u niej cokolwiek, skazywałyby się na rynkowa marginalizację (zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak bardzo są dziś rozgałęzione łańcuchy dostaw). Na to zaś koncern tak duży jak Apple nie może sobie pozwolić. Od tygodni ma zatem zabiegać w Waszyngtonie – nie tylko w Białym Domu, ale także pośród życzliwych sobie polityków na Kapitolu – o zezwolenie na korzystanie z chipów chińskiego producenta bez narażania się na takie konsekwencje.
Warto przy tym odnotować, że Apple nie tylko domaga się zezwolenia na zakupy, ale także gwarancji, że CXMT nie zostanie w przyszłości dodane do Entity List. To zaś postulat bardzo daleko idący, oznaczający skrępowanie swej swobody politycznej przez amerykańską administrację w imię interesu jednej, konkretnej firmy. Apple bowiem nie zabiega o wyjątek dla branży, ale tylko dla siebie. Nie trzeba najprawdopodobniej dodawać, jaki taki uprzywilejowany dostęp do tańszych chipów dla jednego „wybrańca” miałby dla konkurencji na rynku. Można zatem założyć, że gdyby huraganowy lobbing firmy okazał się skuteczny i w restrykcjach specjalnie dla niej uczyniono by wyjątek, konkurenci ruszyliby z pozwami wobec władz federalnych.