Z ostatniej chwili: Zaskakujące dane Conference Board z USA. Wall Street odbija, Bitcoin odrabia straty

Lutowy odczyt nastrojów konsumenckich w Stanach Zjednoczonych przynosi coś, czego rynki finansowe wyraźnie potrzebowały po nerwowym styczniu. Indeks zaufania konsumentów publikowany przez The Conference Board wzrósł w lutym o 2,2 punktu do poziomu 91,2. To poprawa względem stycznia, który po korekcie w górę zamknął się na poziomie 84,5 punktu. Rynek oczekiwał niewielkiego odbicia do 87.

Wciąż jednak jest to poziom wyraźnie niższy od czteroletniego maksimum z listopada 2024 roku, gdy wskaźnik sięgał 112,8. Krótko mówiąc, Amerykanie przestali się pogrążać w pesymizmie, ale entuzjazm pozostaje towarem deficytowym. Nie jest to powrót optymizmu, ale sygnał stabilizacji.

Nastroje wreszcie przestały spadać, choć daleko im do poczucia komfortu znanego z okresu sprzed dwóch lat. Poza danymi CB opublikowano też sprzedaż hurtową, która ku zaskoczeniu wzrosła o 1% m/m, podczas gdy oczekiwano 0,2%. Z kolei indeks Richmond Fed mocno spadł do -10 wobec -5 oczekiwań, pogłębiając spadek z -6 poprzednio. Po danych Bitcoin wzrósł z 62,5 do prawie 64 tys. USD, a indeksy giełdowe rosną po wczorajszych, mocnych spadkach.

Dwie Ameryki w jednym raporcie

Struktura raportu po raz kolejny pokazuje pęknięcie, które od miesięcy charakteryzuje amerykańską gospodarkę. Indeks sytuacji bieżącej spadł w lutym o 1,8 punktu, do poziomu 120. Konsumenci coraz chłodniej oceniają to, co dzieje się tu i teraz, szczególnie w obszarze warunków prowadzenia działalności gospodarczej.

Odsetek respondentów uznających obecne warunki biznesowe za dobre ledwie drgnął, do 19,7 procent, podczas gdy udział tych, którzy określają je jako złe, wzrósł do 19 procent. To drobne liczby, ale ich kierunek mówi wiele o nastrojach. Jednocześnie rynek pracy, choć daleki od euforii, nie wysyła sygnałów alarmowych.

Odsetek Amerykanów twierdzących, że pracy jest pod dostatkiem, wzrósł do 28 procent z 25,8 procent w styczniu. Równolegle jednak więcej osób niż miesiąc wcześniej uważa, że znalezienie pracy jest trudne. Wypadkowa tych ocen, czyli tzw. różnica rynku pracy, poprawiła się nieznacznie do plus 7,4 punktu procentowego.

Oczekiwania mniej ponure, choć nadal pod kreską

Znacznie ciekawsze są dane dotyczące przyszłości. Indeks oczekiwań wzrósł aż o 4,8 punktu, do poziomu 72,0. To wciąż wartość poniżej granicy uznawanej przez ekonomistów za ostrzegawczą, ale sam kierunek zmiany ma znaczenie. Konsumenci są mniej pesymistyczni co do warunków biznesowych i rynku pracy w perspektywie sześciu miesięcy, a oczekiwania dochodowe delikatnie się poprawiły.

Odsetek osób spodziewających się poprawy warunków gospodarczych wzrósł do 17,6 procent, podczas gdy udział przewidujących pogorszenie spadł do 21,0 procent. Podobny ruch widać w ocenach rynku pracy. Mniej respondentów obawia się spadku liczby miejsc pracy, a nieco więcej liczy na ich wzrost. W kwestii dochodów przewaga umiarkowanego optymizmu nad pesymizmem również się zwiększyła, choć pozostaje ograniczona.

Jak ujęła to Dana M Peterson, główna ekonomistka Conference Board, lutowy wzrost zaufania wynika przede wszystkim z osłabienia najbardziej pesymistycznych scenariuszy, a nie z nagłego przypływu wiary w silne ożywienie. Co istotne, cztery z pięciu komponentów indeksu uległy poprawie, co sugeruje, że zmiana nastroju ma charakter szeroki, a nie punktowy.

Inflacja, polityka i ceny wciąż w centrum uwagi

Choć wskaźniki się poprawiły, ton odpowiedzi otwartych pozostaje wyraźnie defensywny. Amerykanie wciąż najczęściej wskazują ceny, inflację i ogólny koszt życia jako kluczowe czynniki wpływające na ich ocenę sytuacji gospodarczej. W lutym wzrosła również liczba odniesień do handlu międzynarodowego i polityki, co pokazuje, że niepewność geopolityczna oraz kampania wyborcza coraz mocniej przenikają do codziennych decyzji konsumenckich.

Oczekiwania inflacyjne na kolejne 12 miesięcy, zarówno średnie, jak i medianowe, pozostały podwyższone i praktycznie się nie zmieniły. Konsumenci zakładają również, że stopy procentowe utrzymają się na relatywnie wysokich poziomach. To ważny sygnał dla Rezerwy Federalnej, bo pokazuje, że wiara w szybki powrót taniego pieniądza jest ograniczona.

Mimo to większość respondentów nadal oczekuje, że ceny akcji za rok będą wyższe niż obecnie, choć odsetek takich odpowiedzi był nieco mniejszy niż w styczniu. Wall Street wciąż jawi się jako miejsce potencjalnych zysków, nawet jeśli codzienne rachunki domowe budzą frustrację.

Konsument ostrożny, ale nie sparaliżowany

Na poziomie gospodarstw domowych obraz staje się bardziej zniuansowany. Ocena bieżącej sytuacji finansowej rodzin pogorszyła się po styczniowym, zaskakującym skoku, a oczekiwania dotyczące przyszłych finansów pozostają stonowane. Jednocześnie spadła liczba osób przekonanych, że recesja w USA w ciągu najbliższych 12 miesięcy jest bardzo prawdopodobna. Przybyło tych, którzy uznają ją za mało likely, a ubyło respondentów twierdzących, że gospodarka już znajduje się w recesji.

To klasyczny przykład psychologii późnego etapu cyklu koniunkturalnego. Nieufność miesza się z adaptacją do nowych realiów.

Wydatki: taniej, praktycznie i z głową

Lutowe dane pokazują również, że Amerykanie nie zamierzają całkowicie zamykać portfeli. Plany zakupów dóbr trwałego użytku wzrosły. Coraz więcej osób rozważa zakup samochodów używanych, mebli, telewizorów i smartfonów. Preferencja dla aut z drugiej ręki utrzymuje się, a zainteresowanie nowymi pojazdami pozostaje bez zmian.

Rynek nieruchomości nadal chłodnieje w ujęciu sześciomiesięcznym, choć poziom zainteresowania zakupem domów pozostaje wyższy niż rok temu. W segmencie AGD widać lekkie ożywienie w kategoriach takich jak meble, zmywarki czy kuchenki, przy jednoczesnym spadku planów zakupu lodówek i pralek.

W usługach dominuje pragmatyzm. Planowane wydatki nieco się obniżyły, ale wciąż pozostają na zdrowym poziomie. Konsumenci stawiają na tzw. tanie przyjemności i usługi niezbędne. Restauracje, bary i jedzenie na wynos nadal są najpopularniejszą kategorią wydatkową. Stabilne pozostają też wydatki na streaming, internet i usługi mobilne, choć dynamika ich wzrostu wyraźnie słabnie. Plany urlopowe, zarówno krajowe, jak i zagraniczne, lekko się skurczyły.

Co z tego wynika dla rynków?

Lutowy raport Conference Board nie daje powodów do hurraoptymizmu, ale też nie potwierdza narracji o gwałtownym załamaniu konsumpcji. Amerykański konsument wyraźnie dostosowuje się do świata wyższych cen i wyższych stóp procentowych. Ogranicza nadmiarowe wydatki, ale nie wycofuje się z rynku. Zatem 2026 rok raczej nie będzie czasem spektakularnego odbicia popytu, lecz okresem powolnego wzrostu, opartego na usługach, tańszej technologii i racjonalizacji kosztów.