Nieoczekiwane spadki na Wall Street w czwartek pojawiły się niemal natychmiast po otwarciu rynków – bez wyraźnego katalizatora ani jednoznacznej informacji, którą można byłoby wprost obarczyć odpowiedzialnością za taką skalę przeceny.
O sygnałach ostrzegawczych dla rynku pisaliśmy już wcześniej, między innymi w dwóch poprzednich analizach poświęconych omenowi Hindenburga oraz nasilonej sprzedaży ze strony funduszy systematycznych. Tym razem ponownie najsilniejsza presja spadkowa koncentruje się na akcjach spółek z sektora oprogramowania.
Wcześniej opublikowane dane makroekonomiczne nie tłumaczą jednak tak gwałtownej reakcji inwestorów. Sprzedaż domów faktycznie spadła miesiąc do miesiąca o blisko 9 proc., a liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazała się nieznacznie wyższa od prognoz, ale żadna z tych publikacji …
… Ani tym bardziej ich łączny efekt – nie uzasadnia skali obserwowanego ruchu na rynku akcji. Również sezon wyników finansowych nie dostarcza jednoznacznych powodów do paniki: raporty spółek pozostają w większości relatywnie solidne, a słabość części firm technologicznych jest jak dotąd skutecznie amortyzowana przez lepszą postawę sektora przemysłowego.
Wszystko to sugeruje, że obserwowana wyprzedaż ma charakter bardziej strukturalny niż reaktywny i wpisuje się w szerszy proces zmiany nastawienia inwestorów, a nie w odpowiedź na pojedynczy impuls makroekonomiczny czy korporacyjny.
Jutro poznamy styczniowe dane CPI z gospodarki amerykańskiej, a inwestorzy wydają się preferować być poza rynkiem w momencie ich publikacji. Indeks S&P 500 traci dziś ponad 1%, Nasdaq Composite prawie 1,5%, a Bitcoin spada do 65 tys. USD. Spadki obserwujemy też na rynku metali szlachetnych.
Rotacja, nie panika?
To nie klasyczny dzień ucieczki od ryzyka, lecz kolejny akt wyraźnej rotacji kapitału. Z technologii kapitał płynie w stronę spółek cyklicznych… Bardziej wrażliwych na realną kondycję amerykańskiej gospodarki. Na pierwszy plan wysunęły się firmy postrzegane jako beneficjenci wzrostu gospodarczego. Akcje Walmartu wzrosły o około 3%, zyskuje też Boeing. Z kolei presja sprzedażowa mocno dotknęła największe spółki technologiczne.
Akcje Apple (które rozczarowało aktualizacją Siri) i Amazon, należące do tzw. „Wspaniałej Siódemki”, tracą ponad 3%. Spora koncentracja kapitału w branży BigTech przynosi 'niechciane konsekwencje’. Szczególnie słabo wypada sektor software’u… Choć od kilku tygodni znajduje się w centrum wyprzedaży.
Obawy, że sztuczna inteligencja nie tylko wspiera, ale wręcz podkopuje tradycyjne modele biznesowe firm programistycznych, wyraźnie zmieniają sposób wyceny całej branży. Palantir Technologies, Oracle, Salesforce i inne gwiazdy hossy AI spadają. Indeksowy fundusz iShares Expanded Tech-Software Sector ETF zanotował dziś ponad 3% spadek. Aktualnie znajduje się już około 32% poniżej szczytów.
Baird zna odpowiedź?
Analitycy z Baird wskazją, że źródłem tej rotacji jest przede wszystkim odporna gospodarka amerykańska i branże, które radzą sobie a) dobrze, b) są bardziej odporne na ryzyko wtrząsu spowodowane AI. Kapitał opuszczający software nie znika z rynku, lecz znajduje nowe miejsce w sektorach takich jak przemysł, finanse czy energetyka. To klasyczny ruch w późniejszej fazie cyklu, kiedy inwestorzy zaczynają preferować firmy z bardziej namacalnym popytem. Oraz przewidywalnymi przepływami pieniężnymi.
Tłem dla tej zmiany nastrojów pozostają dane makroekonomiczne. Środowa sesja zakończyła się spadkami mimo wcześniejszego odbicia. W styczniu amerykańska gospodarka stworzyła 130 tys. miejsc pracy – więcej, niż oczekiwali ekonomiści, i wyraźnie powyżej w dół zrewidowanego wyniku z grudnia.
Jednocześnie silny rynek pracy komplikuje perspektywę polityki pieniężnej. Utrzymująca się presja płacowa i ryzyko uporczywej inflacji oznaczają, że Rezerwa Federalna może mieć mniejszą przestrzeń do obniżek stóp procentowych, niż jeszcze niedawno zakładali inwestorzy. To właśnie dlatego jutrzejsza publikacja danych o inflacji konsumenckiej nabiera kluczowego znaczenia.
Konsensus ekonomistów ankietowanych przez Dow Jones zakłada wzrost CPI w styczniu o 0,3 proc. zarówno w ujęciu ogólnym, jak i bazowym, z wyłączeniem cen żywności i energii. Baird uważa, że po mocnych danych z rynku pracy inflacja ma dziś nieco mniejsze znaczenie krótkoterminowe. Fed zyskał komfort pauzy i może pozwolić sobie na obserwowanie trendów przez miesiące. Dopiero wyraźnie „gorący” odczyt CPI mógłby realnie wstrząsnąć rynkiem akcji i kontraktami na stopy procentowe… Co za tym idzie także Bitcoinem. Ale takowy – nie jest niemożliwy.