Z ostatniej chwili: Wall Street nurkuje, spółki software znowu krwawią. Co się dzieje?

statnie godziny na Wall Street pokazują, że rynek znów obawia się kryzysu w branży oprogramowania. Tak oto na giełdzie sztuczna inteligencja jednych wynosi na rekordy, a innych bezlitośnie spycha w dół. Indeksy giełdowe cofnęły się wobec realizacji zysków na amerykańskiej giełdzie. Po wzrostowym otwarciu indeks S&P 500 oddał zyski i traci 0,6%, podczas gdy Nasdaq 100 spada prawie 0,8%.

Najważniejsze fakty

  • Akcje spółek software’owych gwałtownie spadają mimo solidnych wyników kwartalnych, co pokazuje rosnący strach przed wpływem AI na ich modele biznesowe.
  • Segment półprzewodników dynamicznie rósł w ostatnim czasie, wspierany przez popyt na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji.
  • Napięcia geopolityczne wokół Iranu i cieśniny Ormuz zwiększają zmienność i ograniczają apetyt na ryzyko.

Wcześniej inwestorzy otrzymali też kolejny argument, nieprzemawiający za kolejnymi rekordami na giełdzie. Dane PMI wskazały rekordowy wzrost cen w kwietniu. Opisaliśmy je dokładnie w artykule Niepokojące dane PMI z USA. „Ceny rosną najszybciej od 2022 roku”. Inflacja straszy Fed?

Pęknięcie w sercu technologii

Czwartkowa sesja na Wall Street przyniosła coś więcej niż tylko zwykłe wahania notowań. Pokazała głębsze pęknięcie w sektorze technologicznym, które dojrzewało od miesięcy. Wyniki takich firm jak IBM czy ServiceNow, choć na papierze przyzwoite, zostały przez rynek odebrane chłodno, wręcz brutalnie.

IBM stracił ponad 10%, gdy inwestorzy dostrzegli wyraźne spowolnienie wzrostu przychodów w pierwszym kwartale. Szczególnie niepokoiła słabość segmentu oprogramowania, w tym jednostki Red Hat. Problem nie polegał na tym, że wyniki były złe. Problem polegał na tym, że nie były wystarczająco dobre w świecie, w którym oczekiwania wobec AI są wyśrubowane.

Jeszcze mocniej oberwał ServiceNow, którego akcje runęły o niemal 15%. Spółka co prawda przebiła prognozy przychodów i zysków, ale ostrzegła przed spowolnieniem wzrostu przychodów subskrypcyjnych w pierwszym kwartale. Powód? Opóźnienia w zawieraniu kontraktów na Bliskim Wschodzie, związane z konfliktem wokół Iranu.

Efekt domina w software

Wyprzedaż szybko rozlała się na cały sektor. Microsoft spadł o około 3% w jednej części sesji, a w szerszym ujęciu nawet o 4%. Adobe stracił 3%, CrowdStrike również około 3%, Intuit spadł o 6,2%, a Datadog o 3,6%. Palantir potaniał o 6%, Oracle o 5%.

ETF skupiający spółki software’owe stracił około 5%, a cały indeks S&P 500 Software & Services zanurkował o ponad 4%. W ujęciu rocznym sytuacja wygląda jeszcze gorzej. iShares Expanded Tech-Software ETF jest na minusie około 16% od początku 2026 roku.

To nie jest przypadek. Inwestorzy coraz wyraźniej zaczynają kwestionować trwałość modeli biznesowych firm software’owych w obliczu nowych narzędzi AI. Szczególnie po tym, jak w lutym firma Anthropic zaprezentowała rozwiązania automatyzujące zadania w marketingu i analizie danych.

To właśnie te obszary przez lata były źródłem przychodów dla wielu spółek SaaS. Na rynku czuć nerwowość. Nawet po głębokiej przecenie inwestorzy nie mają pewności, czy wyceny uwzględniają już pełną skalę zmian.

Chipy wygrywają wyścig o AI

Po drugiej stronie barykady mamy półprzewodniki, które przeżywają zupełnie inną historię. iShares Semiconductor ETF wzrósł w tym roku o ponad 43%, wyraźnie dystansując sektor software. Symbolem tej siły stał się Texas Instruments. Spółka zyskała około 10% po tym, jak zaprezentowała prognozy na drugi kwartał powyżej oczekiwań rynku. Kluczowy był popyt na chipy wykorzystywane w centrach danych, które stanowią fundament infrastruktury AI.

Ruch Texas Instruments pociągnął za sobą inne firmy z segmentu analogowego. ON Semiconductor, Microchip Technology, NXP Semiconductors i Analog Devices zyskały od około 3,5% do 4,5%. Indeks Philadelphia SE Semiconductor wzrósł o około 2% i osiągnął rekordowy poziom. To pokazuje skalę kapitału, który przepływa dziś w stronę „twardej” strony technologii.

Jeszcze niedawno wystarczyło mieć ekspozycję na AI, by korzystać z hossy. Dziś to już nie działa. Rynek zaczyna rozróżniać, kto jest bezpośrednim beneficjentem tej transformacji, a kto może stać się jej ofiarą. Różnice w stopach zwrotu zaczynają być coraz bardziej widoczne. I to właśnie ten podział, zdaniem strategów rynkowych, będzie jednym z kluczowych motorów rynku w kolejnych latach. Rozpiętość wyników między spółkami może być znacznie większa niż w ostatnim cyklu.

Geopolityka wraca na pierwszy plan

Na to wszystko nakłada się napięcie geopolityczne. Konflikt wokół Iranu nie jest już tylko odległym nagłówkiem. Przerodził się w realny impas morski między USA a Iranem, mimo kruchego zawieszenia broni. Obie strony rywalizują o kontrolę nad cieśniną Ormuz i w ostatnich dniach doszło do przejęć statków handlowych. Sytuacja zaostrzyła się po tym, jak prezydent Donald Trump nakazał marynarce wojennej „strzelać i niszczyć” jednostki stawiające miny w tym rejonie.

Jeszcze kilka dni wcześniej rynek reagował euforycznie na informacje o otwarciu cieśniny po zawieszeniu broni między Libanem a Izraelem. Indeksy w Nowym Jorku rosły wtedy dynamicznie, a Dow Jones otworzył się wzrostem o ponad 700 punktów. Dziś ten optymizm jest znacznie bardziej kruchy.

Obecna sytuacja to klasyczny „balancing act”. Przez większą część sezonu wyników uwaga inwestorów przesunęła się z geopolityki na wyniki spółek, co sprzyjało rynkom. Ale jak pokazują ostatnie dni, ignorowanie globalnych napięć ma swoje granice. Wystarczy jeden impuls, nawet pojedynczy komunikat w mediach społecznościowych, by sentyment gwałtownie się zmienił. Rynek pamięta, jak szybko takie informacje potrafią przestawić nastroje.

Po mocnym odbiciu od marcowych minimów inwestorzy próbują dziś znaleźć nowy punkt równowagi. Problem w tym, że kolejny katalizator wciąż nie jest jasny. Jedno natomiast wydaje się coraz bardziej oczywiste. Era szerokiej, bezrefleksyjnej hossy w technologii dobiegła końca. Zaczyna się czas selekcji, w którym każdy błąd i każda słabość będą natychmiast karane.

W ostatnich tygodniach wieści ze świata sprawiają, że nie brakuje pesymistów. Sytuację geopolityczną skomentował CEO LVMH, Bernard Arnault. Opisaliśmy to w artykule Najbogatszy Europejczyk ostrzega przed „światową katastrofą”. Czego boi się szef LVMH?