Z ostatniej chwili: Szokujące dane z USA. Inflacja wzrośnie? Bitcoin w górę, Wall Street w dół

Rynki finansowe z niepokojem przyjęły mocne dane z gospodarki amerykańskiej. Zarówno dane o inflacji cen produkcji (PPI) jak i sprzedaż detaliczna za listopad pobiły prognozy, sugerując, że ryzyko wzrostu cen w gospodarce USA istnieje. Raport stawia spory znak zapytania nad determinacją Powella do obniżek stóp procentowych po drugiej stronie Atlantyku. Mimo to Bitcoin wzrósł po publikacji, a indeksy giełdowe zachwiały się i skierowały na południe, choć skala spadków nie była znacząca.

Dane z USA

Sprzedaż detaliczna m/m w USA: 0,6% (prognoza 0,5%, poprzednio 0,0%, po rewizji -0,1%).

Dynamika r/r, za listopad: 3,3% (w październiku 3,47%)

Bazowa sprzedaż detaliczna m/m w USA: 0,5% (prognoza 0,4%, poprzednio 0,4%, po rewizji 0,2%).

PPI r/r w USA: 3,0% (prognoza 2,7%, poprzednio 2,7%)

  • PPI m/m w USA: 0,2% (zgodnie z prognozą, poprzednio 0,3%)

Bazowy PPI m/m w USA, za listopad: 0,0% (prognoza 0,2%, poprzednio 0,1%)

  • Dynamika PPI r/r w USA: 3,0% (prognoza 2,7%, poprzednio 2,6%).

Rachunek obrotów bieżących USA: -226,4 mld USD (oczekiwane -238 mld USD, poprzednio -251,3 mld USD, po rewizji -249,2 mld USD).

Źródło: US Census Bureau
Źródło: US Census Bureau

Sprzedaż detaliczna odporna na koniunkturę?

Listopadowe dane o sprzedaży detalicznej w USA pokazują, że amerykański konsument wciąż trzyma się zaskakująco dobrze, mimo wysokich stóp procentowych i coraz bardziej restrykcyjnych warunków finansowych. Wartość sprzedaży w handlu detalicznym i gastronomii sięgnęła 735,9 mld dolarów, rosnąc o 0,6 procent w ujęciu miesięcznym i o 3,3 procent rok do roku. To solidny wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dane nie są korygowane o zmiany cen.

Jeszcze ciekawiej wygląda szerszy obraz. W okresie od września do listopada sprzedaż była o 3,6 procent wyższa niż rok wcześniej, co sugeruje, że popyt konsumencki nie gaśnie, a jedynie zmienia strukturę. Rewizja danych za przełom września i października, z neutralnych na spadek o 0,1 procent, przypomina jednak, że momentum nie jest już tak jednokierunkowe jak na początku roku.

Najmocniejszym punktem pozostaje sprzedaż poza sklepami stacjonarnymi, która wzrosła aż o 7,2 procent rok do roku. To kolejny dowód, że e-commerce nadal odbiera udziały tradycyjnemu handlowi. Z kolei bary i restauracje zanotowały wzrost o 4,9 procent, co wskazuje, że Amerykanie wciąż są skłonni wydawać na usługi. Zatem widzimy, że konsument wspiera wzrost gospodarczy, ale tempo nie daje Rezerwie Federalnej komfortu szybkich obniżek stóp.

Co na to inflacja?

Listopadowy odczyt inflacji producenckiej w USA przynosi obraz znacznie bardziej złożony. Tak oto wskaźnik cen producentów dla popytu finalnego wzrósł o 0,2 procent miesiąc do miesiąca, po 0,1 procent w październiku i wyraźnym skoku we wrześniu. W ujęciu rocznym PPI sięgnął 3 procent. To potwierdza, że presja kosztowa w gospodarce nie zniknęła zupełnie. Kluczowym elementem listopadowego wzrostu były towary.

Ceny dóbr w popycie finalnym poszły w górę aż o 0,9 procent, co jest najsilniejszym ruchem od początku 2024 roku. Ponad 80 procent tego wzrostu odpowiadała energia, której ceny skoczyły o 4,6 procent. W samym centrum tego ruchu znalazła się benzyna, drożejąca o ponad 10 procent w ciągu jednego miesiąca. Amerykański koszyk inflacyjny jest bardzo wrażliwy na wahania na rynku paliw.

Inflacja bazowa producentów, liczona bez żywności, energii i usług handlowych, wzrosła o 0,2 procent miesiąc do miesiąca i aż o 3,5 procent rok do roku. To najwyższy wynik od wiosny i sygnał ostrzegawczy dla Rezerwy Federalnej, że presja cenowa w łańcuchu dostaw nie została jeszcze trwale zduszona. Usługi zachowały się znacznie spokojniej. Ich ceny w ujęciu miesięcznym nie zmieniły się, choć wewnątrz kategorii widać spore rozbieżności.

Rosły koszty telekomunikacji przewodowej, usług logistycznych i zarządzania portfelem, podczas gdy marże handlowe wyraźnie się skurczyły. Spadki w handlu detalicznym, hotelarstwie czy sprzedaży samochodów sugerują, że firmy w tych segmentach zaczynają brać na siebie część kosztów, zamiast przerzucać je na klienta. Z jednej strony inflacja producencka nie eksploduje, z drugiej trudno go uznać za argument za szybkim luzowaniem polityki pieniężnej w Fed.