Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejne uderzenia na irańskie cele wojskowe po ataku na statek handlowy w Cieśninie Ormuz. Iran odpowiedział ostrzałem rakietowym i atakami dronów na cele związane z USA w Bahrajnie i Kuwejcie, a Donald Trump ponownie zagroził całkowitym zniszczeniem Islamskiej Republiki. Mimo rosnących napięć inwestorzy nie reagowali dotąd jednak, co sugeruje, że rynek nadal zakłada ograniczony charakter konfliktu. Jednak wydarzenia z weekendu wskazują na istotną eskalację, w trakcie której między USA a Iranem doszło do wymiany ognia.
Według Toma McClellana, na podstawie wstępnych danych dotyczących szerokości rynku (market breadth) z NYSE, w ubiegłym tydodniu mieliśmy piąty sygnał Hindenburg Omen. Historycznie pojawienie sie kilku tych wskaźników w krótkim czasie poprzedzało wszystkie większe okresy giełdowych panik. Wobec ponownej „narracji wojennej” na Bliskim Wschodzie, otwarcie rynków w poniedziałek może być bardzo nerwowe – zwłaszcza w Korei Południowej, gdzie w ostatnich dniach akcje mocno traciły na fali paniczych spadków kursów akcji Samsunga i SK Hynix – korzystających na boomie AI.
Najważniejsze fakty
- USA i Iran ponownie oskarżają się o złamanie zawieszenia broni, oddalając perspektywę powrotu do negocjacji.
- Ataki koncentrują się wokół Cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla światowego handlu ropą.
- Piątkowy spaek cen ropy pokazuje, że inwestorzy przynajmniej na razie nie spodziewają się obecnie trwałych zakłóceń dostaw.
- Seria ostrzegawczych wskaźników znanych jako „Hindenburg Omen” pojawiła się na giełdzie nowojorskiej (NYSE) w czerwcu – wskaźniki wskazują, że „szerokość rynku” się pogarsza
USA i Iran ponownie podnoszą stawkę
Amerykańskie Centralne Dowództwo poinformowało, że lotnictwo USA zaatakowało dziesięć irańskich celów wojskowych w rejonie Cieśniny Ormuz. Według Waszyngtonu była to odpowiedź na wcześniejsze uderzenie dronem w tankowiec M/T Kiku, przewożący ponad dwa miliony baryłek ropy. Celem nalotów były magazyny dronów i rakiet, systemy łączności, infrastruktura rozpoznawcza oraz stanowiska obrony przeciwlotniczej. Zdaniem amerykańskiej armii działania miały ograniczyć zdolność Iranu do kolejnych ataków na żeglugę w Zatoce Perskiej.
Teheran odrzucił tę argumentację. Irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło amerykańskie naloty jako naruszenie zawartego wcześniej porozumienia o zawieszeniu broni, podkreślając, że to Waszyngton odpowiada za kolejną eskalację. Iran odpowiedział atakami rakietowymi i z użyciem dronów na cele związane z USA w Bahrajnie i Kuwejcie. Oba państwa poinformowały o aktywacji systemów obrony powietrznej, jednak według amerykańskich władz ataki nie spowodowały ofiar ani poważniejszych zniszczeń.
Dlaczego ropa nie reaguje na eskalację?
Najciekawsza reakcja nie pojawiła się na polu walki, lecz na rynku surowców. Mimo kolejnej wymiany ognia ceny ropy pozostają znacznie niższe niż jeszcze kilka tygodni temu. To może wydawać się zaskakujące, ponieważ Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. Każde zagrożenie dla swobody żeglugi zwykle podnosi obawy o ograniczenie podaży i prowadzi do wzrostu cen.
Tym razem rynek patrzy jednak przede wszystkim na fakty. Amerykańskie dowództwo podkreśla, że tankowce nadal przepływają przez cieśninę, a eksport surowca nie został istotnie zakłócony. Dopóki konflikt nie przełoży się na realne ograniczenie dostaw, inwestorzy nie widzą powodów do wyceny trwałej premii za ryzyko.
To pokazuje różnicę między nagłówkami a oceną rynku. Inwestorzy reagują nie na samą eskalację militarną, lecz na jej wpływ na globalną podaż ropy.
Ostre słowa Trumpa utrudniają powrót do rozmów
Po amerykańskich nalotach Donald Trump ponownie zaostrzył retorykę wobec Iranu. Prezydent USA stwierdził, że jeśli Stany Zjednoczone zostaną zmuszone do kolejnej interwencji, Iran „przestanie istnieć”.
Takie deklaracje zwiększają napięcie polityczne, ale równie istotne jest to, że obie strony wzajemnie oskarżają się o złamanie zawieszenia broni. To oznacza, że porozumienie, które jeszcze niedawno miało stworzyć przestrzeń do negocjacji, w praktyce przestaje pełnić swoją funkcję.
Dla rynków oznacza to utrzymanie wysokiej niepewności geopolitycznej. Jednocześnie brak większych strat po obu stronach ogranicza ryzyko natychmiastowego przejścia do pełnoskalowej konfrontację. Inwestorzy zakładali, że konflikt pozostanie ograniczony i nie doprowadzi do zamknięcia Cieśniny Ormuz. To właśnie dlatego reakcja cen ropy pozostaje umiarkowana mimo coraz ostrzejszej retoryki.
Ten scenariusz może jednak szybko się zmienić i jeśli tak się stanie – globalne akcje mogą stać się wielką ofiarą tego zjawiska. Największym ryzykiem nie są dziś kolejne deklaracje Iranu, Izraela czy USA, lecz ewentualne zakłócenia żeglugi lub ataki na infrastrukturę energetyczną w regionie. Dopiero wydarzenia typu ponowne zamknięcie Cieśniny Ormuz mogłyby przełożyć się na trwały wzrost cen ropy i silniejszą reakcję światowych rynków.