Tweetował, kasował miliony i wpadł. Słynny gracz z Wall Street skazany za oszustwo

Giełda lubi mocne opinie. Ktoś mówi, że spółka jest przewartościowana, ktoś inny krzyczy, że to okazja życia. Jedni wrzucają raporty, drudzy tweety, trzeci nagrywają filmiki i w kilka minut potrafią poruszyć tłum inwestorów. Problem zaczyna się wtedy, gdy za publiczną opinią stoi prywatna gra, o której odbiorcy nie wiedzą wszystkiego.

Wall Street dostała ostrzeżenie. Znany inwestor skazany za zarabianie na własnych tweetach

Andrew Left, założyciel Citron Research i jeden z najbardziej znanych short sellerów na świecie, został uznany winnym oszustwa giełdowego przez federalną ławę przysięgłych w Los Angeles. To głośny wyrok, bo dotyka nie tylko jednego inwestora, ale całego rynku żyjącego dziś z wpisów na X, krótkich komunikatów i natychmiastowych reakcji kursów.

Według prokuratorów Left używał mocnych wpisów o spółkach, by wpływać na ceny akcji i szybko zarabiać na ruchach rynku. Miał w ten sposób osiągnąć ponad 20 milionów dolarów zysku w latach 2018–2023. Ława przysięgłych uznała go winnym 13 z 17 zarzutów, w tym najpoważniejszego, czyli prowadzenia schematu oszustwa na papierach wartościowych.

Gdzie kończy się opinia, a zaczyna manipulacja?

Najmocniej wybrzmiał przykład Roku. Według oskarżenia Left najpierw otworzył krótkie pozycje na akcjach spółki, później opublikował wpis, że Roku jest „nieinwestowalne”, a następnie miał sugerować, że obserwuje sytuację „z boku”. Prokuratorzy twierdzili, że w rzeczywistości zarobił tego dnia około 700 tys. dolarów na shortach.

Left bronił się, że mówił to, w co wierzył. W sądzie przekonywał: „To giełda. Mówię to, w co wierzę. Mówię prawdę. Jeśli ludzie chcą to czytać, niech czytają”. Zapowiedział też dalszą walkę, sugerując apelację.

Ta sprawa jest ważna, bo short sellerzy od lat pełnią na rynku niejednoznaczną rolę. Z jednej strony potrafią ujawniać słabości spółek, przepalone modele biznesowe i zbyt napompowane wyceny. Z drugiej ich raporty i wpisy mogą wywoływać gwałtowne spadki, na których często… sami niejawnie zarabiają.

Wyrok w sprawie Lefta nie oznacza końca agresywnych opinii inwestycyjnych. Można mieć mocny pogląd na spółkę, można grać na spadki, można publikować krytyczne raporty. Problem zaczyna się wtedy, gdy publiczna narracja i prywatny portfel idą w dwie różne strony.

Czytaj również w dziale giełdy na bithub:

Wskaźnik Warrena Buffetta osiągnął historyczny rekord. Powód do obaw?

Z ostatniej chwili: Przemysł w USA przyspiesza. Indeks ISM najwyżej od trzech lat. Co z Wall Street?

Akcje LG wzrosły już o 300% i nie zwalniają tempa. Umowa z Nvidia na stole?