Szokująca anomalia rynku akcji: to się nie zdarzyło od 1950 roku. Rekordy na Wall Street!

W ostatnich dniach Wall Street znalazła się w stanie, który trudno opisać jako „normalne odbicie”. Skala i tempo ruchu sugerują raczej rynkową anomalię niż zdrową kontynuację trendu. Wystarczy spojrzeć na liczby: S&P 500 wzrósł o około 9,8% w zaledwie 10 sesji, co historycznie plasuje ten ruch w 99,7 percentylu wszystkich 10-dniowych okresów od 1950 roku. Innymi słowy, coś takiego zdarza się niemal nigdy. Indeks zbliżył się do swojego rekordu wszech czasów na poziomie 7002,28 punktów. Ostatnie sesje przyniosły serię niemal nieprzerwanego wzrostu.

Najważniejsze fakty

  • S&P 500 wzrósł ok. 9,8% w 10 dni (ekstremum historyczne od 1950 r.). Indeks jest ok. 0,1% poniżej historycznego rekordu
  • Nasdaq notuje serię 10 kolejnych wzrostowych sesji Dow Jones spadł w ostatniej sesji, ale pozostaje w trendzie odbicia
  • Fundusz ETF na spółki z branży oprogramawnia wzrósł 10% w tydzień – dzięki perpsektywie pokoju na Bliskim Wschodzie
  • Microsoft i Salesforce notują dwucyfrowe odbicie tygodniowe Datadog i ServiceNow rosną po ponad 12% w kilka sesji
  • Broadcom zyskuje na współpracy z Meta w obszarze custom chipów
  • Brakuje stabilnych „safe haven” w obecnym cyklu rynkowym USD pozostaje relatywnie najsilniejszą przystanią kapitału

Rynek, który odrobił straty szybciej, niż zdążył się ich przestraszyć

Jeszcze niedawno dominował strach związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie i ryzykiem eskalacji. Teraz rynek zachowuje się tak, jakby ten epizod był jedynie krótką przerwą w trendzie wzrostowym.

S&P 500 nie tylko odrobił straty związane z początkiem napięć geopolitycznych, ale wrócił w okolice historycznych szczytów. Co więcej, cały ruch odbył się w bardzo krótkim czasie i przy wyjątkowo wysokiej dynamice.

To właśnie tempo jest tutaj kluczowe. Rynek nie wspina się stopniowo, tylko „przeskakuje” poziomy, co zwykle nie jest oznaką stabilnego trendu, lecz raczej emocjonalnego resetu po wcześniejszym szoku.

Narracja geopolityczna zmienia się szybciej niż ceny

Cały ruch został uruchomiony przez zmianę oczekiwań dotyczących konfliktu Iran–USA. Wystarczyły sygnały, że możliwy jest powrót do rozmów, by inwestorzy zaczęli agresywnie wyceniać scenariusz deeskalacji.

Pojawiły się wypowiedzi Donalda Trumpa o tym, że druga strona „chce porozumienia”, a z otoczenia administracji USA zaczęły płynąć informacje o możliwych kolejnych rundach rozmów. Rynek natychmiast zareagował.

Problem w tym, że fundamenty tej narracji są nadal niepewne. Brak oficjalnych ustaleń, brak harmonogramu, dużo spekulacji. A mimo to indeksy zachowują się tak, jakby porozumienie było tylko kwestią czasu.

Technologia błyskawicznie wraca na pierwszą linię

Najmocniej w tym ruchu widać powrót technologii. Microsoft oraz Salesforce należą do największych beneficjentów odbicia, notując odpowiednio około 10% i 7% wzrostu w skali tygodnia.

Jeszcze wyraźniej widać to w sektorze software. ETF obejmujący spółki programistyczne zyskał około 10% w tydzień, po wcześniejszym spadku o ponad 7% wywołanym obawami o wpływ nowych modeli AI na tradycyjny model SaaS.

To ważne, bo pokazuje jak szybko zmienia się narracja. Jeszcze chwilę temu rynek obawiał się destrukcji modelu software, dziś wraca do tych samych spółek, jakby tamta obawa była tylko krótkim epizodem.

Wśród pojedynczych nazw wyróżniają się Datadog i ServiceNow, które rosną po ponad 12% w kilka sesji. To klasyczny przykład agresywnego powrotu kapitału do wcześniej przecenionych liderów wzrostu.

Broadcom zyskuje około 3% w jednej sesji po informacji o rozszerzeniu współpracy z Meta w zakresie niestandardowych układów scalonych. To kolejny sygnał, że temat AI nadal jest głównym motorem przepływów, ale zmienia się jego struktura. Rynek nie kupuje już „AI jako historii”, tylko zaczyna selekcjonować konkretne zastosowania i beneficjentów.

Problem, który narasta pod powierzchnią: brak bezpiecznych przystani

Zespół strategów UBS zwraca uwagę na coś, co w obecnym cyklu staje się coraz bardziej widoczne: tradycyjne „safe haveny” przestały działać w sposób spójny. Złoto, obligacje skarbowe USA, Bundy czy jen japoński – wszystkie te aktywa w różnych momentach ostatnich dwóch lat zachowywały się inaczej w podobnych warunkach stresu. W jednym epizodzie chroniły kapitał, w innym kompletnie zawodziły.

Jedynym aktywem, które relatywnie konsekwentnie pełni rolę schronienia, pozostaje dolar amerykański. Ale nawet on, jak zauważa UBS, często umacnia się bardziej z powodu technicznego „rozplątania pozycji” niż klasycznego uciekania w bezpieczeństwo. To istotna zmiana strukturalna. Rynek bez stabilnych przystani staje się bardziej chaotyczny i reaguje ostrzej na pojedyncze impulsy.

Czy to jeszcze trend, czy już anomalia?

Patrząc na skalę i tempo ruchu, coraz trudniej mówić o klasycznym trendzie wzrostowym. To, co widzimy, przypomina raczej gwałtowną rekalkulację ryzyka po okresie niepewności geopolitycznej.

Problem w tym, że takie ruchy rzadko są stabilne. Historycznie podobne epizody bardzo często kończyły się krótką fazą euforii, po której przychodziło równie szybkie ochłodzenie.

Rynek zachowuje się dziś tak, jakby chciał jednocześnie wycenić koniec konfliktu i powrót do wzrostów technologicznych. Ale te dwa scenariusze nakładają się na siebie w sposób, który wygląda bardziej jak emocjonalne przeciążenie niż uporządkowana wycena.

I właśnie dlatego obecna fala wzrostów, mimo że imponująca na wykresie, ma w sobie coś nienaturalnego. Nie przypomina spokojnej hossy. Przypomina raczej rynek, który biegnie szybciej, niż sam jest w stanie wytłumaczyć dlaczego.