Brytyjski rząd zażyczył sobie – grożąc „konsekwencjami prawnymi” – by Apple otworzył mu możliwość totalnego szpiegowania swoich klientów. Nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale na całym świecie. Bezprecedensowe w tzw. demokratycznym świecie roszczenie wobec firmy zawiera nawet żądanie, aby firma sama stworzyła dla rządu backdoora umożliwiającego obejście szyfrowania.
Trzeba przyznać, że rządowi Wielkiej Brytanii nie można odmówić bezczelności. I nieprawdopodobnej wręcz arogancji. A warto pamiętać, że w dziedzinie pychy okazywanej przez przedstawicieli państw indywidualnym obywatelom konkurencja jest ogromna, i niełatwo się w tej kwestii wyróżnić.
Nie w towarzystwie USAID finansującej, jak się okazało, stronniczy przekaz medialny na całym świecie, Komisji Europejskiej wduszającej w gardła mieszkańcom Europy obmierzły im „Zielony Ład” czy rządzie Partii Liberalnej w Kanadzie, zamrażającej konta bankowe obywatelom za krytykę łamania prawa przez władze. O Rosji czy Chinach, traktujących swych obywateli jak własność państwa, nawet nie wspominając.
Tym niemniej ekipie Partii Pracy, rządzącej raptem od nieco pół roku, i na tym tle wyróżnić się udało. Nie chodzi przy o demonstrowanie buty i sobiepaństwa własnym obywatelom – choć to z pewnością jest fakt. Ci ostatni czuli ową butę wystarczająco dobitnie, by zaledwie w ciągu kilku miesięcy miały tam miejsce największe od lat protesty, przeciągające się strajki, a także fala emigracji z Wielkiej Brytanii.
W tym konkretnym przypadku chodzi jednak o to, że w podobnie pogardliwy i sobiepański sposób brytyjski rząd zdaje się podchodzić także do mieszkańców innych krajów. Zupełnie jakby żył on w przekonaniu o swojej wszechwładzy.
Nakazujemy, by Apple było naszym konfidentem
Oto bowiem koncern Apple otrzymał od rządu Jej Królewskiej Mości powalające w swej bezczelności żądanie. Jaśnie wielmożni ministrowie brytyjskiego rządu mieli kaprys zażyczyć sobie, by Apple oddało im klucze do królestwa zapewniło im całkowity, nieskrępowany dostęp do szyfrowanych danych znajdujących się w firmowej chmurze. Wszystkich.
Przechowywane są tam kopie zapasowe treści milionów użytkowników. Ci zdecydowali się na skorzystanie z tej usługi, mając na względzie (także) wspomniane szyfrowanie. Zabezpieczać ono miało te treści przed zagrożeniem stwarzanym przez wszechobecną inwigilację. Naturalnie, właśnie państwa i rządy są pod względem tego zagrożenia najgorsze.
I wychodzi na to, że firmowa chmura spełniała swoją rolę dobrze. Według brytyjskich urzędników i polityków – zdecydowanie za dobrze. Zażądali oni bowiem, by Apple specjalnie dla nich utworzyła backdoora, z absolutnym, niekontrolowanym dostępem do wszystkiego. Nie chodzi tutaj nawet o przeszukanie treści jakiegoś konta, lecz totalne szpiegowanie wszystkich użytkowników chmury Apple’a na świecie. Bo tak.
Podstawą (pseudo)prawną stanowić ma jakoby brytyjska ustawa Investigatory Powers Act of 2016. Ustawa ta znana jest pośród Brytyjczyków jako Karta Szpicli („Snoopers’ Charter”). I choć przyznaje ona totalitarne wręcz uprawnienia rządowi w zakresie inwigilacji – w tym także prawo do przymuszenia firm do pomocy – to przecież nie obowiązuje poza granicami Wielkiej Brytanii.
Najwyraźniej brytyjski rząd uważa się za władnego, by rozkazywać dowolnemu podmiotowi na globie. I dowolny podmiot (oraz człowieka) w orwellowski sposób inwigilować. Trudno określić to inaczej niż bezczelność nie mieszczącą się wręcz w głowie, ale na tym nie koniec. Nawet sam nakaz, w myśl wspomnianej Karty Szpicli, był tajny, zaś za jego ujawnienie brytyjskie państwo grozi represjami.
To wszystko w kraju, z którego wywodzą się Magna Charta Libertatum czy Bill of Rights, i który niegdyś słynął z wolności i podmiotowości swoich obywateli…
Socjaliści o lordowskim ego
I choć obrzydliwa inwigilacja (czy przynajmniej jej próby) są dziś niestety normą, to mało która jej próba ma charakter tak pełen buty. W końcu nawet amerykańskie agencje wywiadowcze, dopuszczając się nielegalnych działań, które niegdyś ujawnił Edward Snowden (za co wciąż jest ścigany), czynili to po kryjomu. Tymczasem brytyjski rząd, choć chce utrzymać w niewiedzy ofiary swej inwigilacji, ma czelność domagać się serwilistycznego współudziału w tym procesie.
Warto też przypomnieć, że – jakkolwiek Apple bywało nieraz obiektem uzasadnionej krytyki – to akurat w zakresie stosunku do prywatności oferowanej przez szyfrowanie swoich urządzeń firma zachowywała standard przyzwoitości. To znaczy – podejmowała chociaż próby, by prywatność ta cokolwiek znaczyła również w obliczu wścibstwa organów państwowych.
Nawet w tak zapalnych sytuacjach, jak np. kwestia telefonów zamachowców z San Bernardino w 2015 r. Pomimo natarczywych żądań FBI oraz egzaltowanych uzasadnień odnoszących się do „dobra śledztwa”, Apple nie udostępniło wówczas backdoora do telefonów pary islamistycznych terrorystów. I choć blokady tych telefonów finalnie złamano (dużym nakładem sił i środków), to bez współpracy producenta.
Wedle komentarzy prasowych, by nie stosować się do nakazu, Apple może nawet wycofać się z brytyjskiego rynku (w każdym razie jeśli chodzi o usługę backup’u w chmurze). Nie wiadomo jednak, czy dla napęczniałego w swej arogancji brytyjskiego rządu będzie to miało jakiekolwiek znaczenie. W końcu zdaje się on tkwić w przekonaniu, że jego władza bynajmniej nie ogranicza się do granic Wielkiej Brytanii.
Czy komuś na Downing Street (pomimo agresywnie lewicowej retoryki obecnych lokatorów tego adresu) naprawdę ubzdurało się, że Imperium Brytyjskie jest wciąż u szczytu chwały i cały świat się przed nim kłania?