Polska nie zmieni swojego położenia na mapie, co w kontekście konfrontacji Rosji z Ukrainą i szerzej – geopolitycznych roszad niesie ze sobą oczywiste implikacje. Na szczęście dla naszego kraju i dla GPW – giełda i złoty na razie nie zdradzają powodów do obaw. Jeśli przyjmiemy założożenie, że ceny aktywów w kontekście poważnych ryzyk natury geopolitycznej odzwierciedlają informacje z wyprzedzeniem (poniekąd agregując wpływ scenariuszy, o których nieliczni wiedzą, że mogą się wydarzyć) – sytuacja na polskiej giełdzie jest nadwyraz spokojna. Przypomnijmy jak bardzo sytuacja ta różni się od tego, co obserwowaliśmy w latach 1938 i 1939, gdy złoty tonął wraz z akcjami na polskiej giełdzie.
Co powinno nas cieszyć?
Tak wiec, jeśli Stany Zjednoczone posiadają dziś informacje na temat tego, że atak Rosji na państwa bałtyckie czy innego członka NATO jest nieuchronny – powinniśmy sie spodziewać, że wyceny polskich aktywów oddadzą sporą część wzrostów nim taki scenariusz się zmaterializuje. Na razie tego nie zrobiły i to akurat powinno być budujące.
Tajemnicą poliszynela jest, że „londyńskie City” wie o takich rzeczach jak planowane konflikty geopolityczne z wyprzedzeniem. Nim rozpocząłby się konflikt (choćby hybrydowy, przeciwko Bałtom) spodziewalibyśmy się osłabienia złotego o co najmniej 10% lub więcej w relacji do euro czy dolara. Tymczasem polski złoty osłabił się nieznacznie, a piątkowa sesja przyniosła spore wzrosty o prawie 0,9% do blisko 4000 punktów. Dobrze radzą sobie też polskie obligacje.
Tak więc warianty są trzy: albo „globalni spekulanci” jeszcze nie są pewni co do treści rozmów Johna Ratcliffe’a z przedstawicielami wywiadu Rosji (ani tym bardziej ich skutków), albo informacje, które posiadają nie uzasadniają nagłej zmianu sentymentów, albo zupełnie bagatelizują to ryzyko i postanowili nie sprzedawać polskich aktywów.
Znaków zapytanie jest wiele, ale nadzieja ma dwie strony
Donald Tusk potwierdził dziś, że sojusz Północnoatlantycki musi być gotowy na taki scenariusz, ale na tą chwilę nie wiemy, czy to tylko część strategii, którą podejmuje NATO w kontekście negocjacji między Stanami Zjednoczonymi, Ukrainą i Rosją. W końcu intensywne manewry NATO i „demonstracje siły” jak najbardziej mogłyby się odbywać także wtedy, jeśli USA chciałyby uzyskać jak najlepszą ofertę dla swoich wpływów w środkowej Europie i Ukrainie.
Dochodzimy wiec do wniosku, że niezależnie od tego, czy Ratcliffe wybrał się na Kreml by ostrzec, czy może złożyć ofertę – ćwiczenia wojskowe wydają się zupełnie naturalnym „tłem” dla każdego z tych wariantów zdarzeń. Tak więc zbyt mało czasu minęło, by wieścić kryzys bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO. Z drugiej strony, WIG20 wzrósł w tym roku ponad 20% i jest jednym z najmocniejszych benchmarków akcji globalnie, więc jeśli ryzyko się zmaterialuzuje – spadek nawet w okolice 3000 punktów jest realny.
Z drugiej strony – jeśli nieoczekiwanie pojawi się „oferta” pokoju w Ukrainie (a Władimir Zełenski ostatnio sygnalizował, że Ukraina mogłaby zrezygnować z bezpośredniego zwierzchnictwa nad Donbasem), WIG może rozpocząć marsz na północ, a dyskonto wycen polskich aktywów względem europejskich średnich – mogłoby ulec zmniejszeniu.