Netflix nagle w dół, fuzja potencjalnie zagrożona po rażących groźbach ze strony członka zarządu

Z początkiem tego tygodnia notowania firmy Netflixa Inc. doznały raptownego załamania, tracąc z poniedziałek 3,37 proc., i zamykając dzień na poziomie 76,02 dol. – by mozolnie, choć niespiesznie odzyskiwać straty w przeciągu wtorku.. Spadek zbiegł się w czasie z odmową usunięcia z rady nadzorczej firmy Susan Rice – byłej wysokiej urzędniczki administracji Obamy i Bidena, od 2023 r. zasiadającej w organie spółki, która wywołała polityczny skandal bulwersującymi groźbami.

W podcaście „Stay Tuned with Preet Bharara” z 19 lutego 2026 r. Rice – uchodząca za jedną z szarych eminencji rządów Demokratów – zapowiedziała, że po ich ewentualnym powrocie do Białego Domu skupią się oni na „agendzie pociągnięcia do odpowiedzialności”. Dotyczyć ma ona przedsiębiorstw, kancelarii prawnych, uniwersytetów oraz mediów, które w jakikolwiek sposób współpracowały z administracją Donalda Trumpa w latach 2025–2029. Według niej podmioty te powinny już teraz gromadzić i zabezpieczać dokumentację, ponieważ czeka je seria wezwań, przesłuchań i postępowań administracyjnych. „Wybaczenie i zapomnienie” – jak to ujęła – nie jest opcją.

W istocie deklaracja ta sprowadza się do otwartej groźby nadużycia aparatu państwowego: wykorzystania legalnych, lecz arbitralnie i selektywnie stosowanych instrumentów władzy (jak postępowania antymonopolowe, audyty podatkowe, dochodzenia departamentalne, sankcje regulacyjne) przeciwko osobom i podmiotom uznanym za politycznych przeciwników. Mechanizm ten, choć opakowany w język „odpowiedzialności” i „rozliczeń”, w praktyce oznacza otwartą zapowiedz politycznych represji imię partyjnej zemsty, i sugeruje instrumentalne nadużywanie prawa w celu dyskredytacji, zastraszania i ograniczania możliwości oponentów.

Netflix nie widzi problemu – ale administracja i owszem

Praktyki takie, aż nader dobrze znane z kilku innych systemów politycznych (także, choć niestety nie wyłącznie, tych słusznie minionych), w USA przynajmniej deklaratywnie uchodziły do niedawna za prawno-polityczne tabu i zaprzeczenie zasad ustrojowych. Stąd też deklaracja Rice wywołała ogromną, i bardzo daleką od pozytywnych, falę reakcji. Sięgnęły one również Białego Domu – w przeciągu weekendu prezydent Donald Trump wezwał, aby Netflix natychmiast usunął Rice ze swojej rady nadzorczej. Spółka odmówiła jednak, zbywając zapowiedzi Trumpa dot. „konsekwencji” jako działania medialne i twierdząc, ze wypowiedzi Rice nie mają charakteru biznesowego.

Incydent nabiera jednak szczególnego znaczenia w świetle negocjacji ws. przejęcia Warner Bros. Discovery. Netflix złożył ofertę wartą 72 mld dol. (z wyłączeniem aktywów kablowych, w tym CNN), proponując 27,75 dol. za akcję, podczas gdy konkurencyjna propozycja Paramount Global i Skydance opiewa na 30 dol. za akcję. Perspektywa przejęcia Warner Bros wzbudziła już jednak liczne obawy o monopolizację sektora, zaś Departament Sprawiedliwości prowadzi już przegląd antymonopolowy obu propozycji. W tym kontekście, biorąc pod uwagę, że zgoda administracji Trumpa będzie niezbędna do finalizacji fuzji, afera związana z Rice może okazać się ważniejsza, niż by się mogło wydawać.

W obecnej atmosferze politycznej – wzmocnionej publicznymi groźbami członkini rady jednej z największych platform – administracja ma dodatkowy pretekst, by potraktować sprawę nie tylko przez pryzmat koncentracji rynku, lecz także szerszego „interesu narodowego” i ochrony przed podmiotami powiązanymi z kręgami zapowiadającymi represje wobec części elektoratu i biznesu. Stąd rynek zareagował obniżką wyceny, wyceniając ryzyko polityczno-regulacyjne na kilkaset milionów dolarów kapitalizacji w ciągu jednej sesji. W perspektywie średnioterminowej może to zaś spowolnić ekspansję Netflixa oraz skomplikować finalizację jakiejkolwiek dużej transakcji M&A w branży medialnej na terenie Stanów Zjednoczonych.