Jedna z największych zmian rynkowych ostatnich tygodni nie dotyczy samych cen ropy, lecz sposobu, w jaki inwestorzy zaczynają postrzegać drugą połowę 2026 roku. Analitycy Morgan Stanley po raz drugi w ciągu niespełna dwóch tygodni obniżyli prognozy dla rynku naftowego, argumentując, że ryzyko niedoborów surowca wyraźnie osłabło. Według banku szybkie przywracanie transportu przez Cieśninę Ormuz, utrzymująca się wysoka produkcja w Stanach Zjednoczonych oraz słaby popyt z Chin mogą ponownie doprowadzić globalny rynek do nadwyżki podaży. Jednocześnie Morgan Stanley nie ogranicza się wyłącznie do prognoz dla ropy. Bank uważa, że zmienia się także układ sił na światowych rynkach akcji, a coraz większą rolę zaczynają odgrywać Europa oraz sektory, które do tej pory pozostawały w cieniu amerykańskich gigantów technologicznych.
Najważniejsze informacje
- Morgan Stanley po raz drugi w ciągu dwóch tygodni obniżył prognozy cen ropy, wskazując na ryzyko nadwyżki podaży już w kolejnych kwartałach.
- Bank oczekuje średniej ceny ropy Brent na poziomie 75 dolarów za baryłkę w trzecim i czwartym kwartale oraz około 70 dolarów pod koniec 2027 roku.
- Zdaniem analityków zmiana sytuacji na rynku surowców może uruchomić szerszą rotację kapitału w kierunku akcji spółek europejskich firm
Morgan Stanley uważa, że rynek ropy wraca do nadwyżki podaży
Jeszcze kilka tygodni temu inwestorzy przygotowywali się na scenariusz, w którym konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem doprowadzi do długotrwałych zakłóceń dostaw ropy przez Cieśninę Ormuz. W szczytowym momencie notowania Brent przekraczały 126 dolarów za baryłkę, a na rynku dominowały obawy o gwałtowny wzrost kosztów energii i kolejny impuls inflacyjny.
Według Morgan Stanley taki scenariusz staje się dziś coraz mniej prawdopodobny. Bank zwraca uwagę, że ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz odbudowuje się znacznie szybciej, niż zakładano jeszcze w połowie czerwca. W ubiegłym tygodniu przez strategiczny szlak transportowy przepłynęło 35 tankowców z ropą i gazem, czyli liczba zbliżona do poziomów obserwowanych przed rozpoczęciem konfliktu.
To jednak tylko jeden z elementów układanki. Analitycy wskazują również na dwa czynniki, które od miesięcy wywierają presję na rynek. Pierwszym pozostaje wysoka produkcja oraz eksport ropy ze Stanów Zjednoczonych. Drugim jest utrzymujący się słaby popyt importowy ze strony Chin, które pozostają największym światowym odbiorcą surowca. W ocenie Morgan Stanley właśnie połączenie tych trzech elementów zwiększa ryzyko, że rynek ponownie wejdzie w fazę nadwyżki podaży.
Dlatego bank obniżył prognozy cen ropy Brent już po raz drugi w ciągu dwóch tygodni. Średnia cena fizycznej ropy Brent ma wynieść około 75 dolarów za baryłkę zarówno w trzecim, jak i czwartym kwartale tego roku, a w dłuższym terminie analitycy spodziewają się dalszego stopniowego spadku notowań. W ich scenariuszu bazowym pod koniec 2027 roku Brent ma kosztować około 70 dolarów za baryłkę.
To znacznie więcej niż zwykła korekta prognoz dla jednego surowca. Niższe ceny energii wpływają na oczekiwania inflacyjne, politykę banków centralnych oraz perspektywy zysków wielu sektorów gospodarki. Właśnie dlatego zmiana stanowiska Morgan Stanley może mieć znaczenie daleko wykraczające poza sam rynek ropy.
Europa przestaje być jedynie alternatywą dla Wall Street
Zmiana prognoz dla rynku ropy to tylko część szerszej strategii przedstawionej przez Morgan Stanley. Analitycy banku uważają, że druga połowa 2026 roku może przynieść wyraźniejszą rotację kapitału pomiędzy regionami, a jednym z głównych beneficjentów tego procesu może być europejski rynek akcji.
Jeszcze do niedawna Europa była postrzegana przede wszystkim jako rynek pozostający w tyle za Stanami Zjednoczonymi. Słaby wzrost gospodarczy, niskie odczyty wskaźników PMI oraz ograniczona ekspozycja na największe spółki technologiczne sprawiały, że globalny kapitał koncentrował się głównie na Wall Street. Morgan Stanley zwraca jednak uwagę, że ten obraz zaczyna się zmieniać.
Od początku roku europejskie indeksy praktycznie zrównały się stopą zwrotu z amerykańskim S&P 500. Oba rynki zyskały około 7–8%, odrabiając straty poniesione podczas eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Co istotne, za wzrostami Europy nie stoi wyłącznie poprawa nastrojów po zawarciu porozumienia pomiędzy USA i Iranem.
Zdaniem Morgan Stanley głównym motorem napływu kapitału jest rosnąca potrzeba dywersyfikacji. Po kilku latach dominacji amerykańskich spółek technologicznych inwestorzy coraz częściej szukają ekspozycji na podobne trendy, ale przy niższych wycenach i mniejszej koncentracji ryzyka.
Boom na AI nie słabnie, ale inwestorzy szukają nowych beneficjentów
Jednym z najciekawszych wniosków płynących z analizy Morgan Stanley jest to, że rotacja kapitału nie oznacza odwrotu od sztucznej inteligencji. Wręcz przeciwnie – bank uważa, że inwestorzy nadal chcą korzystać z rozwoju AI, jednak coraz rzadziej ograniczają się wyłącznie do największych spółek technologicznych z USA.
To tłumaczy, dlaczego europejskie akcje zachowują się lepiej, niż sugerowałyby dane makroekonomiczne. Według Morgan Stanley około 90% tegorocznych wzrostów europejskich indeksów pochodzi z sektorów bezpośrednio powiązanych z rozwojem sztucznej inteligencji. Chodzi przede wszystkim o producentów półprzewodników, firmy technologiczne, spółki przemysłowe dostarczające zaawansowane urządzenia oraz producentów metali wykorzystywanych przy budowie centrów danych i infrastruktury energetycznej.
W praktyce oznacza to, że europejska giełda również korzysta na globalnym boomie inwestycyjnym związanym z AI, choć w inny sposób niż Wall Street. Zamiast największych platform cyfrowych większy udział we wzrostach mają przedsiębiorstwa dostarczające komponenty, maszyny oraz surowce niezbędne do rozwoju nowych technologii.
To również jeden z powodów, dla których Morgan Stanley nie zgadza się z opinią, że słabszy wzrost gospodarczy w Europie automatycznie przekłada się na gorsze perspektywy dla tamtejszych giełd. Bank przypomina, że około 55% przychodów spółek wchodzących w skład europejskich indeksów pochodzi spoza Europy, dzięki czemu ich wyniki w dużym stopniu zależą od globalnej koniunktury, a nie wyłącznie od sytuacji gospodarczej w strefie euro.
Banki, miedź i półprzewodniki należą do faworytów Morgan Stanley
Wśród sektorów, które mają największy potencjał w drugiej połowie roku, Morgan Stanley wymienia przede wszystkim producentów półprzewodników, spółki związane z wydobyciem metali przemysłowych – zwłaszcza miedzi – banki, firmy przemysłowe oraz sektor użyteczności publicznej.
Analitycy zwracają uwagę, że banki korzystają z relatywnie wysokich stóp procentowych, poprawiają wyniki finansowe i nadal pozostają wyceniane znacznie niżej niż wiele spółek technologicznych. Z kolei producenci miedzi i innych metali przemysłowych mogą pozostawać beneficjentami wieloletnich inwestycji w centra danych, sieci energetyczne i infrastrukturę potrzebną do rozwoju sztucznej inteligencji.
Morgan Stanley podkreśla również, że europejskie akcje nadal notowane są z dyskontem względem rynku amerykańskiego, choć różnica ta zaczęła się zmniejszać na początku 2026 roku. Zdaniem banku proces stopniowego domykania tej luki może potrwać dłużej, jeśli inwestorzy będą kontynuować dywersyfikację portfeli poza najbardziej popularne spółki z Wall Street.
Deeskalacja konfliktu zmienia układ sił na rynkach
Morgan Stanley zwraca uwagę, że poprawa nastrojów nie ogranicza się wyłącznie do rynku ropy czy europejskich akcji. W ocenie banku rozpoczęcie procesu deeskalacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem uruchomiło szerszą rotację kapitału na rynkach finansowych.
Najbardziej skorzystały sektory, które wcześniej najmocniej ucierpiały na wzroście premii za ryzyko. Bank wskazuje między innymi na banki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Republice Południowej Afryki, Turcji i na Węgrzech, a także spółki związane z rynkiem nieruchomości w Abu Zabi. Jednocześnie słabiej zachowują się przedsiębiorstwa energetyczne i chemiczne, dla których niższe ceny ropy oznaczają mniej korzystne perspektywy przychodów.
To pokazuje, że rynek coraz wyraźniej odchodzi od prostego podziału na zwycięzców i przegranych wynikającego z konfliktu na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy ponownie koncentrują się na fundamentach poszczególnych sektorów oraz ich zdolności do generowania zysków w otoczeniu stabilniejszych cen energii.
Największym ryzykiem pozostaje zmiana otoczenia makroekonomicznego
Choć scenariusz Morgan Stanley zakłada poprawę perspektyw dla europejskich akcji i stopniowy spadek cen ropy, bank nie traktuje go jako przesądzonego. Pierwszym czynnikiem ryzyka pozostaje polityka Rezerwy Federalnej. Jeżeli dane z amerykańskiej gospodarki ponownie zwiększą prawdopodobieństwo dalszych podwyżek stóp procentowych, może to umocnić dolara i ograniczyć napływ kapitału na bardziej ryzykowne rynki.
Drugim zagrożeniem jest popyt z Chin. Obecne prognozy niższych cen ropy w dużej mierze opierają się na założeniu, że chiński import pozostanie słaby. Ewentualne przyspieszenie gospodarcze lub większy program stymulacyjny mogłyby szybko zmienić równowagę pomiędzy podażą i popytem na światowym rynku surowców.
Nie można również całkowicie wykluczyć ponownego wzrostu napięć na Bliskim Wschodzie. Obecna poprawa nastrojów wynika z przekonania, że rozmowy pomiędzy USA i Iranem zmniejszają ryzyko zakłóceń transportu przez Cieśninę Ormuz. Każde wydarzenie podważające ten scenariusz mogłoby ponownie podnieść ceny ropy i zwiększyć zmienność na światowych giełdach.
Wnioski: do kogo należeć będzie druga połowa roku?
Najnowsza analiza Morgan Stanley pokazuje, że bank nie spodziewa się gwałtownego odwrócenia trendów obserwowanych na światowych rynkach, lecz stopniowej zmiany ich charakteru. Niższe ceny ropy, deeskalacja napięć geopolitycznych oraz utrzymujące się inwestycje związane ze sztuczną inteligencją tworzą otoczenie, w którym coraz większego znaczenia nabiera selekcja sektorów i regionów, a nie wyłącznie wybór pojedynczych spółek.
To również sygnał, że dominacja amerykańskich gigantów technologicznych może stopniowo ustępować miejsca bardziej zrównoważonemu podejściu. Europa, producenci półprzewodników, banki czy spółki powiązane z transformacją energetyczną nie zastępują Wall Street jako głównego motoru wzrostów, ale coraz częściej stają się jego uzupełnieniem.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy ten kierunek zostanie utrzymany. Kluczowe będą dalszy przebieg rozmów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem, dane dotyczące światowego popytu na ropę oraz wyniki spółek za drugi kwartał. To one zweryfikują, czy scenariusz przedstawiony przez Morgan Stanley okaże się trwałą zmianą rynkowej narracji, czy jedynie krótkoterminową reakcją na poprawę nastrojów po wygaszeniu konfliktu.
Czy do spadków na giełdach, przed którymi ostrzegły Chiny finalnie .. Nie dojdzie? Pisaliśmy o tym w artykule Chińskie fundusze hedgingowe ostrzegają: bańka na giełdzie zaraz pęknie. Dlaczego?