Rentowność 30-letnich obligacji USA przekroczyła 5,3% i znalazła się najwyżej od 2007 roku, a problem przestał dotyczyć wyłącznie Stanów Zjednoczonych. Pod presją znalazł się dług Japonii, Niemiec i Wielkiej Brytanii, podczas gdy ropa Brent ponownie wspięła się w okolice 91 dolarów za baryłkę. Za ruchem stoi mieszanka, której rynek bardzo nie lubi: droższa energia, ogromna podaż długu publicznego i coraz większy apetyt Big Techu na finansowanie inwestycji w AI.
Najważniejsze fakty
- Rentowność amerykańskich obligacji 30-letnich doszła we wtorek do około 5,33%, najwyżej od czerwca 2007 roku.
- Japońskie 10-latki podeszły pod 3%, a niemieckie Bundy znalazły się na poziomach niewidzianych od 2011 roku.
- Hyperscalerzy wydali w 2026 roku już około 220 mld dolarów długu, finansując centra danych, chipy i infrastrukturę AI.
Ropa odpaliła problem, który już wcześniej siedział w obligacjach
Dzisiejszy ruch rozpoczął się od geopolityki, ale wyprzedaż długu ma znacznie głębsze fundamenty. Brak przełomu w konflikcie USA z Iranem ponownie podbił obawy o dostawy energii, a Brent utrzymywał się we wtorek w rejonie 91 dolarów. Dla rynku obligacji to kiepskie połączenie: droższa ropa może ponownie podbić inflację właśnie wtedy, gdy inwestorzy zaczynali liczyć na jej stopniowe wygaszanie.
Ale ciekawsza jest reakcja długiego końca krzywej. Rentowność 30-letnich Treasuries rośnie mimo tego, że rynek ograniczył oczekiwania dotyczące podwyżki stóp Fed we wrześniu. Według danych przytaczanych przez Reuters prawdopodobieństwo takiego ruchu spadło do około 35% z ponad 48% tydzień wcześniej. Obligacje teoretycznie powinny dostać trochę tlenu. Nie dostały.
Czy inwestorzy przestali więc patrzeć na Fed? Nie. Ale zaczynają patrzeć szerzej. Długi termin wycenia nie tylko stopę banku centralnego za miesiąc czy dwa, lecz także przyszłą inflację, deficyt, podaż nowych papierów i premię za trzymanie kapitału zamrożonego na kilkadziesiąt lat. I właśnie tam robi się nerwowo.
Caution: Ewentualne łagodniejsze stanowisko Fed nie musi automatycznie oznaczać mocnego spadku rentowności długoterminowych obligacji. Jeśli rynek nadal będzie żądał wyższej premii za inflację, zadłużenie i podaż papieru, długi koniec krzywej może pozostać pod presją.
USA mają konkurenta do kapitału. Nazywa się AI
Na rynku obligacji pojawił się nowy, potężny pożeracz kapitału: infrastruktura sztucznej inteligencji. Alphabet, Amazon, Meta i inni hyperscalerzy finansują centra danych, energetykę i sprzęt na skalę, która jeszcze niedawno byłaby trudna do wyobrażenia. Reuters szacował kilka dni temu, że emisje długu związane z największymi firmami AI sięgnęły w tym roku około 220 mld dolarów.
To zmienia układ sił. Jeszcze kilka lat temu największe spółki technologiczne były kojarzone z górami gotówki i finansowaniem ekspansji z własnych przepływów. Teraz rynek ma wchłonąć równocześnie ogromne emisje rządowe i kolejne miliardy papieru emitowanego przez korporacje budujące AI. Financial Times podaje, że emisja amerykańskich obligacji inwestycyjnych w dolarze przekroczyła już w połowie 2026 roku 1,5 bln dolarów, a całoroczny wynik może przebić 2,1 bln.
I tu pojawia się mało wygodny paradoks. Boom AI przez dwa lata pomagał akcjom, podbijał inwestycje i utrzymywał narrację o wyższej produktywności, ale teraz część rachunku zaczyna lądować na rynku długu. Więcej emisji oznacza większą konkurencję o kapitał. Cena tego kapitału może więc rosnąć właśnie dlatego, że gospodarka inwestuje za dużo, a nie dlatego, że inwestuje za mało.
Giełda może dostać rachunek z opóźnieniem
Rosnące rentowności zaczynają tworzyć dla akcji coraz mniej wygodną konkurencję. We wtorek Nasdaq otworzył się ponad 1% niżej, a pod największą presją znalazły się spółki związane z AI. Nvidia traciła około 1,6%, Broadcom ponad 2%, a Micron około 3,5%. Jednocześnie rentowność 10-letnich Treasuries utrzymywała się w pobliżu 4,7%.
Mechanizm jest prosty. Im więcej inwestor może dostać z obligacji bez brania pełnego ryzyka giełdowego, tym trudniej uzasadnić ekstremalnie wysokie mnożniki spółek, których zyski mają pojawić się daleko w przyszłości. Dotyczy to szczególnie technologii i AI. Rynek przez długi czas ignorował wzrost kosztu kapitału, bo wyniki firm rosły wystarczająco szybko. Granica tej odporności nie jest jednak nieskończona.
Dzisiejsza wyprzedaż obligacji wydaje się być ciekawsza niż kolejny spadek na Nasdaq. Jeśli ropa odpuści, napięcie może szybko opaść. Jeśli jednak rentowności pozostaną wysoko nawet po uspokojeniu geopolityki, rynek dostanie sygnał znacznie bardziej niewygodny: problemem nie jest już tylko Iran ani Fed, lecz strukturalna walka rządów i korporacji o ten sam kapitał. Wtedy 5,3% na amerykańskiej trzydziestolatce może przestać wyglądać jak chwilowy odpał i zacząć wyglądać jak nowa cena pieniądza.