Kryzys branży alkoholowej: 'Zapasy dojrzewających trunków warte 22 mld USD’ – i rosną’. Akcje krwawią!

Globalny rynek alkoholi wysokoprocentowych wchodzi w fazę, której branża nie widziała od lat. Dane finansowe największych producentów pokazują jednoznacznie: zapasy rosną szybciej niż sprzedaż, a popyt zamiast odbijać … Dalej się kurczy. Efektem jest narastający problem strukturalnej nadpodaży, który zaczyna ciążyć zarówno na wynikach operacyjnych spółek, jak i na ich wycenach giełdowych.

Pięciu największych notowanych producentów alkoholi: Diageo, Pernod Ricard, Campari, Brown-Forman i Rémy Cointreau posiada dziś łącznie około 22 mld dolarów zapasów dojrzewających alkoholi, co stanowi najwyższy poziom od ponad dekady. To nie są zapasy, które można szybko „przepchnąć” promocją.

Mówimy o whisky, koniaku czy tequili, które latami leżakują w beczkach i których koszt kapitału rośnie z każdym kwartałem. Wszystkie akcje wspomnianych firm, czasami wręcz ikonicznych mają za sobą bezprecedenoswe spadki. Te w horyzoncie roku przekraczają zwykle 30% a w odniesieniu do historycznych szczytów nierzadko sięgają już 70%. Wyjątkiem jest Davide Campari Milano, ale nawet tam spadek 5-letni sięga 35%, a od szczytu wynosi ponad 60%. Czy sprzedaż się kończy?

Źródlo: Bernstein, Pernod Ricard, Remy Cointreau, Diageo, Campari, Brown-Forman, X Holger Zschaepitz, Financial Times

Pandemiczna euforia, która zderzyła się z realną gospodarką

Źródłem obecnego kryzysu była decyzja producentów, by po pandemicznym boomie gwałtownie zwiększyć moce produkcyjne. Lata 2021–2022 przyniosły eksplozję konsumpcji alkoholu premium. Miało to miejsce szczególnie w USA. To skłoniło firmy do agresywnych inwestycji w destylarnie, magazyny i zapasy starzejących się alkoholi.

Problem polega na tym, że popyt nie okazał się strukturalny, lecz cykliczny. Wysoka inflacja, spadek realnych dochodów oraz zmiana zachowań konsumentów brutalnie sprowadziły rynek na ziemię. Bernstein ocenił, że: „wszyscy uwierzyli, że boom będzie trwał wiecznie”. Jednak nie trwał.

Remy Cointreau, czyli zapasy równe … Kapitalizacji giełdowej?

Najbardziej jaskrawym przykładem skali problemu jest Remy Cointreau. Francuski producent koniaku posiada dziś 1,8 mld euro zapasów dojrzewających alkoholi, co oznacza:

  • niemal dwukrotność jego rocznych przychodów,
  • wartość zbliżoną do całej kapitalizacji giełdowej spółki.

To sytuacja skrajnie niekomfortowa dla inwestorów. Każdy kolejny kwartał oznacza zamrożony kapitał, rosnące koszty finansowe i coraz większą presję na ceny. Sam prezes spółki, Franck Marilly, przyznał wprost, że ceny będą musiały spaść, bo branża znalazła się „w innym świecie” niż jeszcze trzy lata temu.

Wojna cenowa coraz bliżej, choć producenci wciąż się bronią

Na razie największe koncerny unikają agresywnych przecen, pamiętając traumę tzw. whisky loch z lat 80. Jednak sygnały ostrzegawcze są coraz wyraźniejsze:

  • Diageo: zapasy dojrzewających alkoholi wzrosły do 43% rocznych przychodów, a ich wartość sięga 8,6 mld dolarów.
  • Leverage Diageo: 3,4× EBITDA (powyżej celu).
  • Pernod Ricard: dźwignia finansowa 3,3× EBITDA, istotnie powyżej historycznej normy.

Rosnące zadłużenie w połączeniu z malejącą sprzedażą tworzy klasyczną mieszankę prowadzącą do presji cenowej. Nawet jeśli dziś jest ona maskowana „promocjami” i zmianą polityki dystrybucyjnej.

Tequila i koniak: symbole boomu i epicentra kryzysu

Szczególnie dotknięte są segmenty, które jeszcze niedawno uchodziły za niezniszczalne. Tequila – napędzana celebrytami i modą na premium znalazła się w ślepym zaułku. Meksyk posiada obecnie ponad 500 mln litrów niesprzedanej tequili, niemal tyle, ile wynosi jego roczna produkcja.

Koniak w znacznym stopniu zależny od Chin został dodatkowo uderzony przez 34,9% cło nałożone przez Pekin. To doprowadziło do 72-proc. spadku eksportu r/r w lutym 2025. Nawet czasowe zwolnienia celne dla największych graczy nie zmieniają faktu: popyt załamał się strukturalnie.

Co to oznacza dla inwestorów?

Branża alkoholi premium wchodzi w fazę delewarowania i normalizacji, a nie szybkiego odbicia. Cięcia produkcji (jak zamykanie destylarni Jim Beam czy wstrzymanie pracy zakładów Diageo) są ruchem defensywnym, ale niosą ryzyko przyszłych niedoborów, jeśli cykl się odwróci. Dla inwestorów oznacza to jedno: alkohol przestał być bezpieczną przystanią defensywną. Stare przysłowie mówi, że jeśli dziś tniesz zapasy, jutro możesz nie mieć czego sprzedać… Ale problem w tym, że dziś branża ma dokładnie odwrotny kłopot – ma za dużo wszystkiego.