Krach na akcjach włoskiego giganta: stracił 70 mld USD na EV. Pobił rekord i szacuje 22,2 mld EUR odpisów przez elektryki

Stellantis właśnie zapłacił najwyższą cenę za wiarę w zbyt szybki i zbyt jednowymiarowy zwrot ku elektromobilności. Ogłoszone 6 lutego 2026 roku odpisy w wysokości 22,2 miliarda euro to nie tylko największy jednorazowy incudent w historii firmy. To największe tego typu uderzenie w całym globalnym sektorze motoryzacyjnym. Skala decyzji pokazuje, że nie mieliśmy do czynienia z korektą kursu.

Raczej z pełnym wycofaniem się z kluczowych założeń strategii EV narzuconej w poprzednich latach. Nowa prezes Stellantis, Antonia Filosa, wprost przyznała, że koncern przeszacował tempo transformacji energetycznej i oderwał ofertę produktową od realnych potrzeb klientów. To rzadki moment szczerości w branży, która przez lata wolała tłumaczyć słaby popyt „chwilowym spowolnieniem”, zamiast nazwać problem po imieniu.

Co dokładnie zostało odpisane i dlaczego?

Zdecydowana większość z 22,2 miliarda euro dotyczy projektów związanych z elektryfikacją, które nigdy nie miały szans na rentowność w obecnym otoczeniu rynkowym. Największe uderzenie, sięgające 14,7 miliarda euro, związane jest z anulowaniem i ograniczeniem programów EV ukierunkowanych na rynek amerykański. Wśród nich znalazł się między innymi Ram 1500 BEV, projekt symboliczny dla wcześniejszej strategii, który dziś oficjalnie trafia do kosza.

Pozostałe odpisy obejmują utratę wartości platform STLA projektowanych jako fundament masowej ofensywy BEV, koszty rekompensat dla dostawców oraz zmniejszenie skali inwestycji w segment baterii. To ważne, bo pokazuje, że problem nie dotyczy jednego nieudanego modelu, lecz całego ekosystemu inwestycji budowanych wokół założenia, że popyt na auta elektryczne będzie rósł niemal liniowo.

Rynek reaguje brutalnie, ale logicznie

Reakcja inwestorów była natychmiastowa i bezlitosna. Akcje Stellantis spadły w dniu publikacji wyników o około 25 procent, a kapitalizacja spółki skurczyła się w ujęciu rocznym o blisko 70 miliardów euro. Od początku 2026 roku kurs jest niższy o około 34 procent, a w skali dwunastu miesięcy spółka straciła około 45 procent wartości, podczas gdy szeroki rynek amerykański notował dwucyfrowe wzrosty.

To nie jest kara za sam write-down. Rynek karze brak wiarygodności strategicznej. Inwestorzy nie kwestionują zdolności Stellantis do generowania gotówki tu i teraz, lecz boją się, że firma przez kilka lat alokowała kapitał w projekty, które nie miały ekonomicznego sensu bez silnego wsparcia politycznego.

Stellantis nie jest wyjątkiem, ale rekordzistą

To, co wydarzyło się w Stellantis, wpisuje się w szerszy trend odwrotu legacy producentów od najbardziej agresywnych planów EV. Ford już wcześniej odpisał 19,5 miliarda dolarów, a General Motors ujął w wynikach 7,6 miliarda dolarów kosztów związanych z nadmiernymi inwestycjami w elektryfikację i restrukturyzacją w Chinach. Różnica polega na skali i tempie. Stellantis zrobił to jednym ruchem, zdejmując plaster zamiast go powoli odrywać.

Wspólnym mianownikiem dla całej branży okazały się zmiany polityczne w Stanach Zjednoczonych, wygaszenie subsydiów, złagodzenie presji regulacyjnej oraz zwykła, konsumencka niechęć do drogich samochodów o ograniczonej użyteczności. W czwartym kwartale 2025 roku sprzedaż EV GM w USA spadła o 43 procent, co dobitnie pokazało, że problem nie leży w marketingu, lecz w popycie.

Paradoksalnie tania wycena i pytanie o przyszłość

Na papierze Stellantis wygląda dziś jak marzenie inwestora typu value. Wskaźniki wyceny są wyraźnie poniżej średnich sektorowych, a relacja ceny do aktywów sugeruje głębokie niedowartościowanie. Problem w tym, że rynek przestał wyceniać Stellantis jako stabilnego producenta samochodów, a zaczął traktować go jak spółkę w fazie strategicznej rekonfiguracji, z podwyższonym ryzykiem błędów decyzyjnych.

Zapowiedziany zwrot w stronę hybryd i silników spalinowych, zawieszenie dywidendy oraz plan 13 miliardów dolarów inwestycji w nowe modele na rynku amerykańskim to próba odbudowy zaufania. Pytanie brzmi, czy ten ruch nie następuje zbyt późno i czy konkurencja, zwłaszcza azjatycka, nie zdążyła już zagospodarować przestrzeni, którą Stellantis sam sobie oddał.

Lekcja, która będzie długo ciążyć branży

Historia Stellantis to nie opowieść o technologii, lecz o błędnej alokacji kapitału. Elektryfikacja została potraktowana jak dogmat, a nie jak hipoteza rynkowa do przetestowania. W efekcie koncern zapłacił 22,2 miliarda euro za zderzenie strategii regulacyjnej z rzeczywistością konsumencką.

Stellantis nadal ma skalę, marki i globalną obecność. Nie jest firmą skazaną na marginalizację. Ale odpisy ogłoszone w lutym 2026 roku przejdą do historii jako moment, w którym cała branża musiała przyznać, że tempo transformacji zostało narzucone politycznie, a nie wypracowane przez rynek.

Jeśli chcesz, mogę teraz przerobić ten tekst na wersję stricte inwestorską albo napisać ostrzejszy komentarz porównujący Stellantis z Toyotą i Volkswagenem.