Sytuacja na rynkach światowych uległa gwałtownemu ochłodzeniu po tym, jak nadzieje na stabilizację w regionie Bliskiego Wschodu zaczęły pryskać niczym bańka spekulacyjna.
Inwestorzy, którzy jeszcze niedawno liczyli na odblokowanie strategicznego szlaku w Cieśninie Ormuz, muszą teraz mierzyć się z brutalną rzeczywistością polityczną. Prezydent Donald Trump otwarcie przyznał, że trwające od miesiąca zawieszenie broni z Iranem znajduje się obecnie w stanie krytycznym, co natychmiast przełożyło się na wzrost niepokoju na parkietach. Brent crude futures odnotowały wzrost o 0,6 proc. osiągając poziom około 105 USD za baryłkę, co stanowi wyraźny sygnał ostrzegawczy dla globalnej gospodarki. Reakcja rynków terminowych była równie wymowna, ponieważ kontrakty na S&P 500 spadły o 0,2 proc., natomiast w Europie indeksy FTSE i inne kontrakty terminowe traciły od 0,5 proc. do 0,6 proc.
Eksperci zauważają, że rynek zbyt optymistycznie wyceniał scenariusz deeskalacji, ignorując głębokie podziały między Waszyngtonem a Teheranem. Jak zauważył jeden z analityków obserwujących napięcia geopolityczne, obecna sytuacja to klasyczny przykład powrotu premii za ryzyko, która może utrzymać się znacznie dłużej, niż zakładali optymiści.
Gwałtowna korekta na azjatyckich tygrysach
Szczególnie bolesne przebudzenie dotknęło inwestorów na giełdzie w Seulu, gdzie indeks KOSPI zaliczył spektakularne cofnięcie po zbliżeniu się do psychologicznej bariery 8000 punktów. Spadek o około 3,5 proc. pociągnął za sobą inne rynki regionalne, kończąc tym samym okres niebywałych wzrostów, które od marca wywindowały koreańskie akcje o blisko 60 proc. Analityk firmy Eugene Investment Securities, Huh Jae-hwan, podkreśla, że tak dynamiczny rajd z poziomu 5000 punktów nie jest zjawiskiem powszechnym i wymagał naturalnego schłodzenia nastrojów.
Mimo dzisiejszej wyprzedaży, okres boomu przyniósł rekordowe zyski instytucjom finansowym, takim jak Mirae Asset Securities, która dzięki ogromnemu skokowi prowizji niemal czterokrotnie zwiększyła swój zysk w pierwszym kwartale. Bitcoin i inne aktywa cyfrowe również reagują na te wahania, choć w Azji to głównie sektor półprzewodników tracił dzisiaj najwięcej blasku. Na tle spadkowego trendu w regionie wyróżniało się jedynie Tokio, gdzie Nikkei zdołał wypracować skromny wzrost o 0,6 proc., mimo dużej zmienności w trakcie sesji.
Inwestorzy z niepokojem patrzą teraz na nadchodzącą wizytę prezydenta Trumpa w Chinach, która rozpoczyna się już jutro, choć oczekiwania na przełom dyplomatyczny są bliskie zeru. Daniel Casali z firmy Evelyn Partners sugeruje, że sukcesem będzie już sam brak nowych ceł lub kontroli eksportu, co mogłoby przynieść choć odrobinę stabilizacji na marginesie wielkiej polityki.
Widmo inflacji paraliżuje Wall Street
Wszystkie oczy zwrócone są teraz na Stany Zjednoczone, gdzie publikacja danych o inflacji CPI może wyznaczyć kierunek dla rynków na kolejne miesiące. Prognozy zakładają wzrost wskaźnika do poziomu 3,7 proc. w skali roku, co po marżowym odczycie 3,3 proc. budzi obawy o konieczność dalszych kroków ze strony Rezerwy Federalnej. Rynek, który jeszcze niedawno wyceniał obniżki stóp procentowych, teraz z przerażeniem rozważa scenariusz, w którym Fed zostanie zmuszony do ich podniesienia jeszcze w tym roku. Rentowności obligacji skarbowych już teraz odzwierciedlają te obawy, a 10-letnie obligacje USA utrzymują się na poziomie 4,42 proc.
Sytuację komplikują wydarzenia w Wielkiej Brytanii, gdzie rentowności obligacji typu gilts gwałtownie wzrosły po wystąpieniu premiera Keira Starmera, które nie uspokoiło rynków po dotkliwej porażce Partii Pracy w wyborach lokalnych. W Japonii rentowność 10-letnich obligacji rządowych osiągnęła najwyższy poziom od 29 lat, wynoszący 2,54 proc., co otwiera drzwi do czerwcowej podwyżki stóp przez Bank of Japan. Jak wskazuje znany komentator rynkowy, jastrzębia retoryka banków centralnych w obliczu rosnących cen ropy staje się nowym paradygmatem, z którym muszą mierzyć się fundusze inwestycyjne.
Dominacja dolara i presja na waluty egzotyczne
Na rynku walutowym niekwestionowanym liderem pozostaje dolar amerykański, który spycha waluty rynków wschodzących do defensywy. Indonezyjska rupia oraz indyjska rupia osiągnęły historyczne minima względem „zielonego”, co wywołuje presję na lokalne banki centralne. Dolar umocnił się także względem japońskiego jena, osiągając kurs 157,62, co stało się tematem rozmów na najwyższym szczeblu w Tokio. Sekretarz skarbu USA Scott Bessent po spotkaniu z japońską minister finansów Satsuki Katayamą zapewnił, że współpraca w zakresie zwalczania nadmiernej zmienności walutowej jest stała i solidna. Ethereum oraz inne kryptowaluty również odczuwają siłę dolara, co ogranicza ich potencjał wzrostowy w krótkim terminie. Euro straciło 0,2 proc. spadając do poziomu 1,1762 USD, podczas gdy dolar australijski osunął się o 0,25 proc. do 0,7232 USD w oczekiwaniu na dane budżetowe rządu w Canberze. Globalna gospodarka znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym, gdzie cena ropy przekraczająca 100 USD za baryłkę zaczyna realnie zagrażać planom walki z inflacją. Inwestorzy muszą przygotować się na okres podwyższonej zmienności, zwłaszcza jeśli dane z USA potwierdzą czarny scenariusz o utrwaleniu się wysokiej dynamiki cen.
Przeczytaj o nie do końca jasnym zachowaniu entuzjastów kryptowalut, z jakim obecnie mamy do czynienia:
Koniec marzeń o tanim życiu? Bitcoin bije rekordy, ale konsumenci nigdy nie byli w gorszych nastrojach
oraz o tym, jak kończy się pewna epoka w rozwoju sztucznej inteligencji:
Bruksela bierze się za AI – giganci muszą ujawnić swoje tajemnice!