Hossa na Wall Street nigdy się nie skończy? Oto dwa powody

Amerykański rynek akcji w kolejnych latach odegra wielką rolę w stabilności całej gospodarki USA, zatem hossa może nie skończyć się prędko z dwóch powodów: są nimi Fed i system emerytalny w USA. Dlaczego? Ponad połowa Amerykanów posiada akcje, a rosnące plany emerytalne sprawiają, że sytuacja na rynku akcji dotyka finansów niemal każdego gospodarstwa domowego. Eric Balchunas, starszy analityk ETF w Bloomberg Intelligence uważa, że w czasie kolejnego dużego kryzysu Rezerwa Federalna może sięgnąć po narzędzie dotąd niewyobrażalne. Mianowicie bezpośredni zakup funduszy ETF opartych na akcjach.

Brzmi kontrowersyjnie, ale historia ostatnich kryzysów pokazuje stopniowe rozszerzanie arsenału Fed. To nie znaczy, że nigdy więcej spadków na giełdzie nie będzie, ale o wieloletnią bessę możę być trudno. Z drugiej strony tego typu „stabilne systemy” mają tendencję do załamywania się w najmniej oczekiwanych momentach. Ryzyko tego rodzaju podkreśla m.in. dorobek Nassima Nicholasa Taleba i historia przeszłycy kryzysów. Od rosyjskiego i azjatyckiego z przełomu XX i XXI wieku po kryzys meksykańskiego peso.

Najważniejsze informacje

  • Eric Balchunas uważa, że Fed może w przyszłości kupować ETF-y akcyjne, podobnie jak wcześniej zaczął skupować obligacje korporacyjne i fundusze obligacyjne.
  • Ponad połowa Amerykanów posiada akcje, a wraz z planowanym rozszerzeniem programów oszczędnościowych odsetek ten może zbliżyć się do 70 proc., zwiększając polityczne znaczenie rynku akcji.
  • To na razie scenariusz, a nie prognoza, ale pokazuje, jak zmienia się sposób myślenia o roli giełdy w amerykańskiej gospodarce.

Dlaczego pojawia się pomysł, że Fed mógłby kupować akcje?

Balchunas zwraca uwagę, że każda większa recesja prowadziła do poszerzenia narzędzi wykorzystywanych przez Rezerwę Federalną. W czasie kryzysu finansowego z 2008 roku Fed uruchomił skup papierów zabezpieczonych hipotekami (MBS). Podczas pandemii COVID-19 zrobił kolejny krok, obejmując programem wsparcia obligacje korporacyjne oraz fundusze ETF inwestujące w ten segment rynku.

Autor argumentuje, że zakup ETF-ów akcyjnych nie byłby więc całkowitym zerwaniem z dotychczasową polityką. W jego ocenie byłby raczej kolejnym etapem rozszerzania instrumentów wykorzystywanych do stabilizacji rynku w czasie głębokiego kryzysu.

To nie oznacza, że taki scenariusz jest przesądzony. Fed wielokrotnie podkreślał swoją niezależność, a bezpośredni skup akcji budziłby poważne pytania o mandat banku centralnego oraz wpływ na funkcjonowanie wolnego rynku.

Giełda przypomina system emerytalny

Jednym z głównych argumentów Balchunasa jest zmieniająca się struktura amerykańskich oszczędności. Coraz większa część majątku gospodarstw domowych jest ulokowana na rynku akcji, przede wszystkim za pośrednictwem funduszy ETF i planów emerytalnych.

Według przywołanych danych akcje posiada obecnie około 55–58 proc. Amerykanów. Jeśli kolejne programy zachęcające do inwestowania obejmą miliony nowych uczestników, udział społeczeństwa posiadającego ekspozycję na giełdę może zbliżyć się do 70 proc.

Zmienia to perspektywę polityczną. Im większa część społeczeństwa uzależnia swoje oszczędności od kondycji Wall Street, tym większa może być presja na instytucje publiczne, aby ograniczać skutki długotrwałych rynków niedźwiedzia.

Japonia i Chiny pokazują – taki model już istnieje

Balchunas przypomina, że bezpośrednie zakupy ETF-ów przez bank centralny nie są rozwiązaniem bez precedensu. Tego typu działania były już wykorzystywane przez Bank Japonii, który przez lata kupował fundusze ETF jako element polityki monetarnej. Podobne instrumenty stosowano również w Chinach podczas okresów zwiększonej zmienności rynku.

To jednak ważne rozróżnienie. Ani struktura amerykańskiego rynku finansowego, ani mandat Rezerwy Federalnej nie są takie same jak w Japonii czy Chinach. Dlatego ewentualne wykorzystanie podobnego narzędzia wymagałoby nie tylko decyzji ekonomicznej, ale również szerokiej akceptacji politycznej i prawnej.

Aktualnie Bank Japonii przez wiele lat należał do największych posiadaczy funduszy ETF inwestujących w japońskie akcje. Był to jeden z najbardziej nietypowych elementów ultrałagodnej polityki pieniężnej prowadzonej po latach deflacji.

Dlaczego inwestorzy coraz częściej zakładają, że Fed uratuje rynek?

Balchunas uważa, że część inwestorów już dziś zakłada istnienie tzw. Fed put, czyli przekonania, że w czasie głębokiego załamania bank centralny ponownie wkroczy z pomocą.

Autor wskazuje na dwa sygnały. Pierwszym są utrzymujące się napływy środków do funduszy ETF nawet podczas większych korekt. Drugim jest badanie opinii, według którego około trzy czwarte respondentów spodziewa się interwencji Fed podczas kolejnego kryzysu.

To nie musi oznaczać, że rynek ma rację. Historia pokazuje jednak, że oczekiwania inwestorów potrafią wpływać na zachowanie rynku jeszcze zanim pojawią się realne działania banków centralnych. Największym problemem tej tezy jest to, że opiera się na zmianie sposobu działania Fed, a nie na oficjalnych planach banku centralnego.

Przeciwnicy takiego rozwiązania wskazują, że skup akcji oznaczałby jeszcze silniejsze zacieranie granic między polityką pieniężną a wspieraniem wycen aktywów. Pojawiłyby się także pytania o wybór sektorów, ryzyko faworyzowania części rynku oraz jeszcze większy problem tzw. moral hazard, czyli zachęcania inwestorów do podejmowania nadmiernego ryzyka w przekonaniu, że bank centralny i tak ograniczy skalę strat.

To sprawia, że analiza Balchunasa jest bardziej próbą opisania kierunku, w którym może zmierzać polityka kryzysowa, niż prognozą najbliższych działań Fed.

Co warto obserwować?

Dyskusja o ewentualnym skupie ETF-ów pokazuje przede wszystkim, jak bardzo zmieniła się rola amerykańskiej giełdy w gospodarce. Rynek akcji nie jest już postrzegany wyłącznie jako miejsce finansowania przedsiębiorstw, ale coraz częściej jako filar majątku gospodarstw domowych i systemu emerytalnego.

Jeżeli w przyszłości doszłoby do głębokiego kryzysu finansowego, inwestorzy będą uważnie obserwować nie tylko decyzje dotyczące stóp procentowych, ale również to, czy Fed ponownie zdecyduje się rozszerzyć swój zestaw narzędzi. Sam fakt, że taki scenariusz jest dziś przedmiotem poważnej debaty, pokazuje, jak bardzo zmieniło się myślenie o granicach interwencji banków centralnych.