Wall Street dostała dokładnie to, czego się nie spodziewała. Alphabet nie tylko przebił rynkowe prognozy wyników, ale przy okazji zasygnalizował największą ofensywę inwestycyjną w swojej historii. Efekt? Euforia wśród byków, nerwowość wśród sceptyków i jeden jasny sygnał. Wyścig po dominację w AI wchodzi w nową fazę.
AI napędza wyniki, chmura Google rośnie jak na sterydach
Gigant z Mountain View pokazał liczby z czwartego kwartału, które robią wrażenie nawet na tle reszty Big Techu. Przychody wzrosły o blisko 18% rok do roku, do 113,8 miliarda dolarów. Zysk netto skoczył niemal o 30%, osiągając 34,46 miliarda dolarów.
Najmocniejszym punktem raportu był Google Cloud. Segment, który jeszcze kilka lat temu traktowany był jako „młodszy brat” Amazona i Microsoftu, dziś staje się jednym z głównych motorów wzrostu Alphabetu. Przychody chmury podskoczyły o potężne 48% rok do roku. Portfel zamówień przekroczył z kolei 240 miliardów dolarów. Ponad dwukrotnie więcej niż przed rokiem.
Aplikacja Gemini ma już ponad 750 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie. Według CEO Sundara Pichaia koszty obsługi modeli AI udało się w 2025 roku obniżyć aż o 78%. Skala robi swoje i Alphabet zaczyna to monetyzować.
Rekordowy capex. Wall Street łapie się za głowę
Prawdziwą bombą okazała się jednak prognoza na 2026 rok. Alphabet zapowiedział nakłady inwestycyjne rzędu 175-185 miliardów dolarów. Niemal dwukrotnie więcej niż w 2025 roku i zdecydowanie powyżej oczekiwań rynku. Pieniądze mają popłynąć głównie na centra danych, infrastrukturę obliczeniową i dalszy rozwój flagowych modeli AI.
Rynek zareagował na to wszystko dość nerwowo. Akcje chwilowo spadały po sesji nawet o kilka procent. Inwestorzy wciąż zadają sobie to samo pytanie: czy gigantyczne wydatki na AI faktycznie kiedykolwiek się zwrócą? Alphabet przekonuje, że tak, a dyrektor finansowa spółki podkreśla, że firma utrzymuje „bardzo zdrową pozycję finansową”, mimo rekordowych nakładów.
Reklama stabilna, YouTube lekko rozczarowuje
Jest jeszcze segment reklam, wciąż fundament biznesu Google’a. Urósł o 13,5%, choć przychody z reklam na YouTubie okazały się nieco niższe od prognoz. Spółka tłumaczy to efektem wysokiej bazy z poprzedniego roku, kiedy rynek reklamowy napędzały wybory w USA. To raczej zadyszka niż sygnał alarmowy.
Całość układa się w obraz spółki, która nie zwalnia tempa, tylko dodaje gazu. Alphabet pokazuje, że nie zamierza oddać pola w wojnie o sztuczną inteligencję. Nawet jeśli oznacza to setki miliardów dolarów inwestycji i krótkoterminową nerwowość rynku.