Groźba Donalda Trumpa, by nałożyć cła sięgające 25 procent na towary z ośmiu europejskich państw w zamian za zgodę na „zakup” Grenlandii, uderzyła w europejskie rynki akcji. Już w pierwszych godzinach handlu na Starym Kontynencie widać było klasyczny schemat ucieczki od ryzyka. Stoxx Europe 600 osunął się o ponad 1% w odpowiedzi na niepewność warunków przyszłej wymiany handlowej.
Spadki w Europie, cofnięcie na GPW
Od DAX-a po CAC 40 i FTSE – indeksy zanotowały wyraźne, jednokierunkowe spadki. Rynek nie próbuje nawet „łapać dołka. Reakcja WIG20 jest również alergiczna. Główny benchmark akcji w Polsce traci prawie 1%; tracą też mWIG40 i sWIG80. Jeśli cła mają wrócić do gry jako narzędzie nacisku politycznego, wyceny muszą to zdyskontować natychmiast.
W odniesieniu do polskiego rynku, sytuacja z Grenlandią jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ zagraniczy kapitał postrzega ją jako dodatkowe ryzyko dla amerykańskiej obecności w Europie. Jakakolwiek informacja o opuszczeniu baz przez amerykańskich żołnierzy mogłaby istotnie zaważyć na inwestycyjnej pozycji Polski. Korekta na GPW może przyjść, tym bardziej, jeśli zauważymy, że WIG20 wzrósł o prawie 40% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Trump może być pretekstem dla realizacji zysków.
Traci motoryzacja, zyskuje zbrojeniówka
Najmocniej oberwały sektory najbardziej wrażliwe na bariery handlowe i nastroje konsumenckie. Europejscy producenci samochodów znaleźli się pod ostrzałem: BMW, Porsche czy Volkswagen traciły po kilka procent. Inwestorzy wiedzą, że marże w motoryzacji są pierwszą ofiarą ceł. Podobnie sektor dóbr luksusowych: LVMH, Kering czy Hermès zostały sprzedane bez sentymentu.
Wystarczy cień ryzyka spowolnienia handlu międzynarodowego, by kapitał zaczął kwestionować wysokie wyceny oparte na globalnym popycie. Kapitał szybko znalazł bezpieczną przystań w spółkach zbrojeniowych… To one paradoksalnie zyskują na każdym wzroście napięć geopolitycznych. Niemieckie spółki jak Rheinmetall, Renk, czy Hensoldt, francuskie Thales i Dassault oraz włoskie Leonardo i Fincantieri wysyłają sygnał.
Inwestorzy zaczynają wyceniać scenariusz bardziej konfrontacyjnego świata, w którym bezpieczeństwo znów staje się towarem strategicznym. Rynki nie traktują słów Trumpa jako pustej retoryki, ani jak gróźb, które na pewno się spełnią. Jego sposób komunikacji powoduje, że rynek widzi chaos jako nową normę w świecie stosunków międzynarodowych. Musi wyłonić się nowy ład. Jeśli groźby celne faktycznie zaczną się materializować od lutego, obecna wyprzedaż może okazać się dopiero pierwszym aktem znacznie dłuższej nerwowości na europejskich parkietach.