Bank JPMorgan Chase właśnie zwolnił jednego ze swoich dyrektorów – czy też, w tym przypadku, dyrektorek. Niejaka Angie Báez, 40-letnia dyrektor w rzeczonym banku, właśnie straciła pracę – a także, jak się można domyślać, zawodową powagę czy szansę na znalezienie choć w przybliżeniu równie dobrej posady – po tym, jak przebojem Internetu stał się filmik dokumentujący jej ostentacyjny wandalizm. Sam incydent, pomijając jego surrealistyczną absurdalność, wywołał pytania, kogo w zasadzie ten ogromny i jakże wpływowy bank inwestycyjny zatrudnia na stanowiskach dyrektorskich i jakimi kryteriami (bo chyba nie kompetencjami?) się przy tym kieruje.
Viralowe nagranie, o którym mowa, nakręcono w toku parady towarzyszącej zwycięstwu zespołu New York Knicks na Manhattanie. Báez pojawia się na nim przy ulicznym koszu na śmieci – utrzymanym w podobnych kolorach, co niebiesko-pomarańczowe barwy klubowe tego zespołu – po czym publicznie go opróżniła, wysypując górę śmieci na chodnik, i tak już nie najczystszy. Następnie odeszła, z dumą unosząc swój „łup”. Potem pojawiły się zdjęcia pani dyrektor, jak jechała z ukradzionym przez siebie koszem nowojorskim metrem, uśmiechając się przy tym nieomal jak wiking po udanej wyprawie łupieskiej, jakby naprawdę dokonała czegoś wiekopomnego, zaś uliczny kosz stanowił dla niej przedmiot o znaczeniu sentymentalnym.
Podobnego sentymentu nie okazał ani nowojorski Departament ds. Spraw Sanitarnych.. Zdaniem tegoż, zachowanie Báez było nie tylko nielegalne, ale też po prostu aspołeczne. I choć sama pani dyrektor, gdy sprawa zrobiła się głośna, kosz na śmieci wspaniałomyślnie zwróciła – dostając przy okazji mandaty na łączną kwotę 175 dolarów (75 dol. za śmiecenie na chodniku oraz 100 dol. za zakłócanie zbiórki śmieci) – to było za późno, by aferę wyciszyć. Rzecznik departamentu, Vincent Gragnani, zweryfikował zwrot mienia, publikując fotografię odzyskanego pojemnika przed siedzibą urzędu przy Worth Street z dopiskiem „Welcome back! We missed you!”, dodając, że zdjęcie zostało wykonane bez użycia sztucznej inteligencji.
Dalece pozbawiony sentymentalnych uczyć okazał się także JPMorgan. Bank zareagował na ujawnienie tożsamości Báez – a zwłaszcza jej związków z bankiem – szybkim pozbyciem się jej. Rzecznik banku przekazał w oświadczeniu prasowym lakoniczną informację, że pracowniczka nie jest już związana z firmą, nie wdając się w szczegóły motywacji kadrowej decyzji. Można podejrzewać, że z punktu widzenia poważnej instytucji, za jaką bez wątpienia uważa się JPMorgan, najgorszą zbrodnią Báez nie był wandalizm czy kradzież, ale fakt, że wystawiła ona bank na pośmiewisko oraz falę szyderstw i docinek ze strony internautów czy nawet niektórych tradycyjnych mediów.
Kogo – i po co – zatrudnia JPMorgan?
Po prawdzie, JPMorgan może na jej odejściu nawet zyskać (tj. mógłby, gdyby nie wymiar PR-owy sprawy). Trafiła ona bowiem do banku poprzez pracę w portalu The Infatuation – serwisie recenzującym restauracje. Pełnia tam, jakżeby inaczej, funkcję dyrektora ds. DEI (diversity, equity, inclusion). Owe niesławne hasła w praktyce korporacyjnej sprowadzają się realnie do lewicującego aktywizmu politycznego w stylu woke – i tak też było w tym przypadku Báez, która dbała o retorykę wokeizmu, „sprawiedliwości społecznej” oraz „inkluzywnej przyszłości” – wprowadzając do praktyki oceniania restauracji kryteria nie mające nic wspólnego z jakością jedzenia czy obsługi, a zależące od koloru skóry czy upodobań seksualnych właściciela.
JPMorgan przejął The Infautation w 2021 roku, w ramach rozbudowy portfolio treści lifestyle’owych dla posiadaczy kart płatniczych. Przejął wraz z całą załogą – w tym i samą Báez, która w banku trafiła jako dyrektor do działu „zaangażowania społecznościowego oraz branżowego” (realnie był to dział DEI, jednak pod zmienioną nazwą w związku z działaniami administracji Donalda Trumpa przeciwko dyskryminacyjnemu charakterowi DEI oraz ryzykiem prawnym, jakie rodziły udane sprawy sądowe przeciwko firmom kierującym się tymi wytycznymi), i gdzie zajmowała się, w istocie, podobnym zakresem działań co wcześniej w portalu – czyli korporacyjnym aktywizmem społecznym i tożsamościowym.
I choć pani Báez nie miała tym samym nic wspólnego z bankowością sensu stricto, sferą finansową ani inwestycyjną, to cała sprawa wywołała niebezzasadne pytania dot. kryteriów, jakimi JPMorgan – instytucja zarządzająca aktywami wartymi 3,7 biliona dolarów – kieruje się w swej polityce kadrowej. Jest bowiem – odkładając na bok cały komizm incydentu – coś uderzającego w tym, że retoryka „inkluzywności” przekłada się na zatrudnianie osób ochoczo angażujących się w publiczne śmiecenie na ulicach Manhattanu oraz przywłaszczanie własności miejskiej. Skądinąd mogłaby to być także całkiem trafna ilustracja poziomu kompetencji społecznych i etycznych wśród kadry wyselekcjonowanej według kryteriów DEI, a nie kompetencji merytorycznych.
Biogram byłej już pani dyrektor opisywał ją między innymi jako „pioniera sprawiedliwości” społecznej, pozostawiający „niezatarte piętno na wszystkim, czego dotyka”. Piętno, które pozostawiła po sobie na nowojorskim chodniku, okazało się – na całe szczęście dla Nowego Jorku – jak najbardziej możliwe do zatarcia, choć wymagało zaangażowania stosownych miejskich służb sprzątających. Niezatarte, przynajmniej na pewien czas, może natomiast okazać się jej piętno na wizerunku banku JPMorgan. Wątpliwe, by jego kierownictwo było z tego powodu zadowolone.