Duński fundusz sprzedaje amerykańskie obligacje. Popyt na dług USA się kończy?

Duński fundusz AkademikerPension zdecydował o wyzbyciu się posiadanych amerykańskich obligacji skarbowych. Instytucja zarządzająca aktywami o wartości około 25 mld dol. planuje do końca stycznia 2026 r. całkowicie zlikwidować obligacje warte na koniec 2025 r. około 100 mln dol. Decyzja ta oficjalnie wynika z oceny, że długoterminowa kondycja finansów publicznych Stanów Zjednoczonych staje się nie do utrzymania – deficyt budżetowy pozostaje wysoki, zaś wydatni rozbuchane. Trudno jednak patrzeć na nią w oderwaniu od obecnego kryzysu między Danią i USA.

Sprzedaż duńskiego funduszu emerytalnego wpisuje się w szerszy kontekst. W ostatnich latach instytucje z Danii stopniowo ograniczały ekspozycję na suwerenne obligacje Departamentu Skarbu USA. Podobne ruchy wykonał wcześniej największy duński fundusz PFA (zarządzający około 120 miliardami dolarów), który już w 2025 r. zredukował zaangażowanie w amerykański dług rządowy w ramach dostosowania portfela. Inne podmioty nordyckie, jak Paedagogernes Pension, zapowiedziały zaprzestanie nowych inwestycji w mniej płynne amerykańskie aktywa.

Kolos wciąż lśni?

Globalne dane wskazują jednak na nieco odmienny trend. Według najnowszych statystyk Departamentu Skarbu (TIC za listopad 2025 r.), zagraniczne podmioty zwiększyły portfele posiadanych przez siebie amerykańskich obligacji do rekordowego poziomu, rzędu 9,355 bln dolarów. Wzrost o około 112 mld dol. w porównaniu z październikiem świadczy zaś dość wyraźnie o utrzymującym się popycie na obligacje. Największymi ich posiadaczami pozostają Japonia (1,203 bln dol.) i Wielka Brytania (889 mld dol.), podczas gdy Chiny kontynuują redukcję (spadek do 683 mld dol. – najniższy poziom od 2008 r.).

Skala decyzji AkademikerPension jest więc w istocie bardzo niewielka wobec rozmiaru rynku suwerennych obligacji USA, o kapitalizacji przekraczającej 28 bln dol. Pojedyncza transakcja rzędu 100 mln nie jest w stanie zmienić dynamiki podaży i popytu. Niemniej jednak pojawiają się rosnące obawy o to, czy nie wpłynie to na sentyment europejskich inwestorów w warunkach rosnącego zadłużenia USA, utrzymującej się inflacji oraz niepewności geopolitycznej – w tym zwłaszcza napięć transatlantyckich związanych z polityką handlową Białego Domu oraz ambicjami terytorialnymi Donalda Trumpa.

Obligacje narzędziem polityki

W 2025 r. rentowności obligacji skarbowych USA pozostały relatywnie atrakcyjne na tle innych rynków rozwiniętych, zaś one same zachowały status (względnie) bezpiecznej przystani w okresach zawirowań – choć oczywiście w skali nieporównywalnej w stosunku do bezpieczeństwa zapewnianego przez, przykładowo, złoto i srebro. Obserwowane od początku 2026 r. lekkie wzrosty rentowności wynikają głównie z globalnej wyprzedaży obligacji (w tym japońskich JGB) niż z masowej ucieczki inwestorów od długu amerykańskiego.

Sama jednak majacząca groźba wywołania tej ostatniej stanowi nieustane źródło niepewności dla waszyngtońskich planistów (i nielicznych, tj. tych co bardziej odpowiedzialnych polityków). Pytanie o wyczerpanie popytu na obligacje pozostaje otwarte, ale dane makroekonomiczne wskazują na kontynuację napływu kapitału zagranicznego. Decyzje pojedynczych funduszy nie zmieniają obrazu rynku, choć mogą sprowokować podobne ruchy ze strony naśladowców, a obawy wobec stanu finansów rządu federalnego USA narastają przecież od dawna.

Pytaniem pozostaje, na ile wpłynąć nań mogą nie do końca racjonalne, lecz przecież zrozumiałe resentymenty wobec Ameryki w związku z podejściem do Grenlandii?